W najbliższą sobotę opolska "Odra" zmierzy się w ramach drugiej kolejki III ligi z LZS Piotrówka. Mecz rozpocznie się na boisku w Piotrówce o godz.17.
Zespół LZS Piotrówka to jedyna drużyna, z którą nie udało się wygrać w ubiegłym sezonie naszemu zespołowi. W dodatku pierwsza porażka "Odry" w IV lidze opolskiej przyszła właśnie w Piotrówce! Miejmy nadzieję, że historia nie powtórzy się.
Pełna historia spotkań pomiędzy obiemai ekipami wraz z krótką relacją filmową z meczu w Opolu (0:0) znajdują się tutaj.
Były znakomity napastnik opolskiej "Odry" Wojciech Tyc, tuż po zakończeniu kariery w klubie z Opola, udzielił krótkiego wywiadu, w którym to żałił się na polskich sędziów. Znany z mocnego temperamentu piłkarz, niejednokrotnie popadał w konflikt z arbitrami oraz piłkarzami przeciwnych zespołów. Oto jak komentował w sierpniu 1981 roku zachowanie sędziów wobec swojej osoby:
„Odra” Opole (Anno Domini 2008) więcej szczęścia miała w rozgrywkach pucharowych niż na froncie I-ligowym.. Po pokonaniu „Pniówka” Pawłowic Śląskich (1:3) oraz „Polonii” Bytom (2:0), niebiesko-czerwoni dotarli do 1/8 PP, gdzie trafili na chorzowski „Ruch”.
Zapraszamy do lektury poniższej relacji.
Kolejna galeria archiwalnych zdjęć pojawiła się w naszym serwisie. Tym razem została poświęcona wielce zasłużonemu piłkarzowi opolskiej "Odry", Józefowi Żymańczykowi.
Ten utalentowany napastnik niemal całą swoją karierę spędził w "Odrze" Opole z krótkim epizodem w pierwszoligowym "Ruchu" Radzionków. Oddany barwom klubowym do dnia dzisiejszego regularnie uczęszcza na mecze swojego ukochanego klubu w roli kibica.
Pierwsza część udostępnionych przez naszego piłkarza zdjęć znajduje się tutaj.
3 maja 1959 r., „Odra” Opole (10 pkt., wicelider Grupy Północ) podejmowała przy ul. Oleskiej „Calisię” (7 pkt., 5. pozycja), uchodzącą - w opinii ogółu - za solidnego II-ligowca.
W inauguracyjnym spotkaniu III ligi w sezonie 2010/11 Odra Opole przegrała na własnym boisku z Victorią Częstochowa 0:1.Na trybunach przy Oleskiej zasiadło ok. półtora tysiąca widzów.
Pierwsza połowa meczu nie znamionowała porażki drużyny gospodarzy. Niebiesko-czerwoni kontrolowali grę, często utrzymując się przy piłce, przy okazji oddając kilka celnych strzałów na bramkę gości. Szczególnie groźnym w polu karnym Victorii był Wojciech Scisło, który zmarnował idealną sytuację bramkową pudłując z bliskiej odległości strzałem głową. Goście ograniczali się jedynie do kontrataków i skutecznie bronili dostępu do własnej bramki.