Spotkanie "Odra" Opole - "Calisia" Kalisz (1:0, 1959)3 maja 1959 r., „Odra” Opole (10 pkt., wicelider Grupy Północ) podejmowała przy ul. Oleskiej „Calisię” (7 pkt., 5. pozycja), uchodzącą - w opinii ogółu - za solidnego II-ligowca.

I faktycznie, kaliszanie napsuli sporo krwi „gospodarzom”! Zasługa w tym również samych piłkarzy „Odry”, którzy tego dnia najwyraźniej nie byli w formie, pozwalając „przyjezdnym” na zbyt wiele przed własnym polem karnym.
 
SZCZĘŚCIE w Sezonie ’59 szczególnie jednak upodobało sobie opolski gród. Zdawać by się mogło, że podopieczni Teodora Wieczorka - nawet gdyby chcieli – NIE MOGĄ PRZEGRAĆ!!! Niewiarygodne szczęście i tym razem dało o sobie znać… dokładniej rzecz ujmując w 10 minucie zawodów. Jedyny (praktycznie!) celny strzał na bramkę rywali zapewnił opolanom (po raz kolejny!) komplet punktów.
 
Mimo zwycięstwa „Odra” w dalszym ciągu zajmowała 2. miejsce (12 pkt., bilans 14:5), przegrywając pozycję lidera z poznańskim „Lechem” gorszym bilansem bramek (14:3). Trzecią pozycję dosyć niespodziewanie okupowała „Arkonia” Szczecin (10 pkt.).
 
Relacja ze spotkania, zamieszczona w „Trybunie Opolskiej (nr 105 z 4 V 1959) nie napawała optymizmem:
 
 
 
7 kolejka: 03.05.1959 Odra Opole – Calisia Kalisz 1:0 (Jarek 10)
 
Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Blaut, Prudło, Stemplowski, Jarek, Klik, Popluc, Bania
 
 
Wczorajsze spotkanie opolskiej Odry z Calisią było niesłychanie miernym widowiskiem. Zawiedli i to na całej linii gospodarze, którzy bez żadnej wątpliwości zagrali najsłabszy mecz w tym roku. Odra pokazała w ciągu 90 minut cały repertuar typowo nieligowych zagrywek w postaci niedokładnych podań, słabego startu do piłki, nie przemyślanych wypuszczeń. Zawiedli w zasadzie wszyscy zawodnicy miejscowej drużyny z wyjątkiem może młodziutkiego Blauta, który jednak „zachęcony” przykładem kolegów w ostatnich 20 minutach włączył się również do ogólnego chaosu.
 
Gdyby napastnicy Calisii celniej strzelali i potrafili wykorzystać swoją okresową przewagę w polu, wynik spotkania byłby z pewnością zaskakujący. Kaliszanie zaimponowali ambicją, niezłą techniką. Dlatego też nie do rzadkości należały wypadki, że korzystając z beznadziejnej formy gospodarzy Calisia bawiła się z naszymi zawodnikami w kotka i myszkę. Goście walczą twardo, startują do każdej piłki. Chętnie wdają się w pojedynki biegowe.
 
Jeśli w tej sytuacji Odra zdobyła 2 punkty to zawdzięczać to może w dużej części szczęściu, które o dziwo, w tym roku nie opuszcza naszych ulubieńców. Publiczność opuszczała wczoraj stadion mocno niezadowolona i zawiedziona.
 
Jeśli inne mecze ligowe również miałyby dostarczać takich emocji, to można z nich z lekkim sumieniem zrezygnować. Zmienność formy gospodarzy jest doprawdy zastanawiająca. W meczu ze Śląskiem wznieśli się niemal na wyżyny, tydzień później potrafili strzelić Gromowi, bramkarzowi Polonii warszawskiej 4 bramki, wczoraj trudno było ich poznać. Nawet Jarek, który dotąd nie lubił zawodzić, zagrał słabiutko.
 
Nawet dla laika jest jasne, że w drużynie opolskiej coś „nie gra”. Coraz bardziej palące staje się zagadnienie wprowadzenia do zespołu przynajmniej 2 nowych twarzy. Strociak w obecnej formie nie może mieć miejsca w pierwszej jedenastce. Również dojrzała chyba sprawa wprowadzenia kogoś do linii napadu.
 
Jedyną bramkę dnia zdobył w 10 minucie Jarek, który świetnie wypuszczony przez Klika podprowadził piłkę pod bramkę i mimo interwencji Gabriela umieścił ją w siatce.
 
Z ciekawych momentów odnotować jeszcze trzeba 2 fatalne pudła napastników. W 32 minucie Heise, który z 2 m nie trafił w bramkę oraz po przerwie Klika. Ten z kolei z idealnej pozycji strzelił obok słupka.
 
Tabela ligowa po 7. kolejce (II liga; 1959)

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online