Podczas ostatniego w tym sezonie meczu piłkarskiego w Opolu nad stadionem cały czas wisiała groźba „zadymy”, którą mieli sprowokować pseudokibice. Skończyło się na strachu.

Obawy, że chuligani zechcą sprowokować awantury, były uzasadnione. Na kilka godzin przed meczem do naszej redakcji dotarły informacje, że „kibole” w zemście za zmarnowaną przez zespół szansę awansu do I ligi zamierzają zdemolować budynek klubowy. Podobne informacje dotarły też do działaczy opolskiego klubu.

Jego dyrektor Przemysław Nijakowski nie krył obaw związanych z zachowaniem kibiców. – W nocy kilku kibiców dostało się na stadion i próbowało przeciąć siatkę oddzielającą ich sektor od boiska. Zostali wypłoszeni przez ochronę i przybyłą na miejsce policję. Uszkodzenia naprawiono. Przy okazji w krzakach na terenie obiektu znaleziono dwie sterty przygotowanych kamieni, które również usunęliśmy. Jesteśmy przygotowani na najgorszy rozwój wydarzeń, nawet taki, jaki miał miejsce niedawno w Warszawie – informował dyrektor klubu.

Policja określiła środowe spotkanie z Lechem Poznań jako mecz podwyższonego ryzyka. Zażądała od organizatorów prawie dwukrotnego zwiększenia liczby ochroniarzy. Wszyscy wchodzący na stadion byli przeszukiwani oraz filmowani. Mimo szczegółowych kontroli, kibice wnieśli na stadion kilka petard, które podczas spotkania wrzucili na boisko.

Pierwszy groźny moment nastąpił kilka minut po rozpoczęciu spotkania. Kilkudziesięciu opolskich „kibiców” nie weszło na stadion, lecz czekało przed budynkiem klubowym na eskortowanych przez policje kibiców z Poznania. Przez kilka nerwowych minut policjanci i pseudokibice stali naprzeciwko siebie, czekając na reakcję drugiej strony. Wzrokowa konfrontacja znużyła opolan, którzy powoli wracali na trybuny.

Przez całe spotkanie na stadionie panowała nerwowa atmosfera. Obaw nie kryli sami ochroniarze. – Podczas przerwy jest „prikaz”, abyśmy nie rzucali się w oczy kibolom i nie prowokowali ich. Mamy się chować. Mamy nadzieję, że nie będzie zadymy, choć kibiców z Poznania jest dużo. Może zechcą się wziąć za łby – oceniał jeden z ochroniarzy.

Groźnie zrobiło się na kilka minut przed zakończeniem meczu, kiedy poznańscy kibice zaczęli prowokować opolan. Ci rzucili kilka kamieni w stronę sektora gości, a na teren klubu weszło kilkudziesięciu policjantów uzbrojonych w tarcze i długie pałki. Obecność funkcjonariuszy ostudziła jednak zapał przyjezdnych.

Po zakończeniu spotkania kibice opolscy zachowywali się wyjątkowo spokojnie. Opuszczali stadion w ciszy. Nie mieli nawet kogo prowokować do bójek, ponieważ z okolic bram wyjściowych zniknęli wszyscy ochroniarze. Najbardziej zapalczywych ostudził widok gotowej do działania armatki wodnej. Grupki młodocianych fanów gromadzące się pod stadionem zostały szybko „rozprowadzone” przez policję. Poznaniacy wprost z widowni wprowadzeni zostali do trzech autokarów, którymi odjechali do domu. – Policja nie była widoczna, ponieważ nie zachodziła konieczność naszej interwencji. Mecz przebiegał bardzo spokojnie, z czego należy się tylko cieszyć – oceniła podkomisarz Anna Gazda, rzecznik prasowy KW Policji w Opolu.

Robert Lodziński („NTO”, 15 VI 2001)

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online