5 maja 2001 – 30. kolejka II ligi
Ryan Odra – Włókniarz Kietrz 1:1 (Berliński 24 – Trzeciak 55)
Sędzia: Andrzej Barmosz (Warszawa)
 

Ryszard Niedziela: - Włókniarz nie grał już o nic i pomyślałem, że może w takiej sytuacji się dogadamy. Przed meczem zaprosiliśmy na spotkanie (MK), prezesa Włókniarza. Umówiliśmy się, że za 30 tysięcy złotych, tyle ile wyniosła premia meczowa Włókniarza, odpuszczą nam mecz. Ale tuż przed meczem (RG), dyrektor Włókniarza, któremu miałem wręczyć pieniądze, powiedział, że ma być 80 tysięcy. Zadzwoniłem do (MK). Powiedział, że albo damy 80 tysięcy, albo się bijemy.

***

Wygrana ze Świtem była bezcenna – w sensie sportowym. W wymiarze biznesowym zbyt mocno nadwyrężyła możliwości prezesa i jego firmy. Odry nie było stać na kolejny geszeft z „Fryzjerem”.

- Może pogadamy z (MK). Jakoś się ułożymy – prezes z (MN) układali strategię na kolejny mecz: derby z Włókniarzem, ambicjonalny pojedynek z wielkim Marianem z małego Kietrza.

- Spróbujmy. Włókniarz już o nic nie walczy. Na awans nie ma szans, spadek mu nie grozi – przytaknął (MN).

Odra zajmowała trzecie miejsce, dające prawo gry w barażach o ekstraklasę. Do lidera traciła tylko cztery punkty. Wszystko mogło się zdarzyć. Jednak warunkiem koniecznym było pokonanie lokalnego rywala. Kilka dni przed meczem (MK) przyjechał na spotkanie do Opola.

- Prosimy o pomoc – zaczął prezes, odkręcając zmrożonego Chopina. – Wiem, że bywało różnie, że nasi kibice nie przepadają za sobą. Wiem, że dla Kietrza mecz z Odrą jest najważniejszym wydarzeniem sezonu. Ale odłóżmy podziały na bok. Dla dobra regionu, dla dobra opolskiej piłki, w sobotę powinna wygrać Odra.

- Mnie takie gierki nigdy nie interesowały. – Szef Włókniarza nie przejawiał zainteresowania geszeftem. – Moim piłkarzom też nie opłaca się przegrywać meczów.

- Zapłacimy zawodnikom Włókniarza tyle, ile dostają za wygrany mecz.
- W takim razie może się dogadamy (…).

- To ile mam przygotować na sobotę dla twoich chłopaków? – spytał prezes przed pożegnaniem.

Trzydzieści tysięcy. Przed meczem przekaż je (RG).

Dwie godziny przed meczem ekipa z Kietrza zameldowała się w opolskim klubie. Prezes poprosił do konferencyjnego pokoju (RG), ówczesnego dyrektora Włókniarza.

- Ile pan ma? – zapytał (RG)?
- Zgodnie z umową, trzydzieści tysięcy.

- Trzydzieści nie wchodzi w rachubę. Prezes (MK) powiedział, że ma być osiemdziesiąt.

- Zaraz, zaraz, umowa była inna. Moment, zadzwonię do (MK). – Prezes czuł, że krew uderza mu do głowy. Ale powstrzymywał się jeszcze od ostrych słów.

- Witam prezesa, pan (RG) coś mówi o osiemdziesięciu tysiącach. Umawialiśmy się na trzydzieści.

Z drugiej strony zapanowała dłuższa cisza. Po czym (MK) wypalił:

- Albo dacie osiemdziesiąt, albo się bijemy…

W klubie zrobiło się bardzo nerwowo. Przed meczem nie robiono podchodów do sędziego ani do obserwatora. Teraz było już za późno. W przerwie ochroniarze nie wpuścili do budynku (MK) z małżonką. Obie strony zaczęły wyzywać się od złodziei, krętaczy. A na boisku wybuchła zapowiedziana wojna. Ostry mecz skończył się remisem 1-1, czyli dla Odry – kolejną stratą punktów. 

R. Stęporowski, R. Niedziela, Mafia fryzjera, Opole 2007.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online