Czym był marzec '68? Na tak postawione pytanie można odpowiedzieć następująco. Był to kryzys polityczny powstały w wyniku ostrej walki w łonie PZPR, przejawiający się w propagandzie antyżydowskiej oraz antyinteligenckiej. Wywołany kryzys został wywołany w sposób sztuczny. Studenckie protesty były wynikiem zdjęcia ze sceny "Dziadów" Adama Mickiewicza, którego władze uznały za nazbyt antyradzieckie. Kampania antysemicka była po części wynikiem wewnętrznej walki w łonie PZPR oraz nieprzychylności państw socjalistycznych wobec Izraela za rok 1967 ( tzw. wojna sześciodniowa z koalicją arabską popieraną przez ZSRR).

Fala demonstracji studenckich w większym lub mniejszym stopniu przeszła przez cały kraj, nie omijając również Opola. Na Opolszczyźnie marzec '68 przebiegł jednak dosyć spokojnie w odróżnieniu od zawieruchy na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie siły porządkowe brutalnie rozprawiły się z protestującymi. Taki stan rzeczy po części spowodowany był trudnością w dostępie do informacji. Radiu czy prasie nie można było dowierzać. Głównym źródłem informacji stawała się rodzina oraz koledzy - studenci, którzy byli świadkami protestów w innych ośrodkach miejskich. W Opolu taką osobą stał się Jan Kazimierz Czech, naoczny widz studenckich wystąpień w Lublinie. On to 14 marca rozwiesił w Domu Studenckim "Mrowisko" pierwsze plakaty nawołujące studentów opolskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej do solidarności z warszawskimi studentami.

Artykuł z Trybuny Opolskiej z 17.III.1968 r.

Wywieszone afisze zainteresowały studentów DS. "Mrowisko", którzy zaczęli komentować ostatnie wydarzenia. Dysputa była spokojna, lecz na tyle głośna, że zaalarmowała władze uczelniane. W godzinach wieczornych do miasteczka akademickiego przybył rektor WSP prof. Maurycy Horn oraz I sekretarz Komitetu Uczelnianego PZPR mgr Adam Suchoński. W rozmowie ze studentami rektor przekonywał o zachowanie rozsądku i powściągliwości w emocjach. Wobec oporu mieszkańców "Mrowiska" - którzy zaczęli śpiewać pieśni patriotyczne - po rozmowach z grupą studentów, rektor zgodził się na spotkanie wszystkich zainteresowanych osób na zebraniu Podstawowej Organizacji Partyjnej (POP) z I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Opolu, Marianem Miśkiewiczem. Następnego dnia faktycznie do niego doszło. Jednakże na zebranie uczelnianej organizacji partyjnej PZPR nie wpuszczono "najbardziej zainteresowanych", zaś I sekretarz KW nie pojawił się.

Zawiedzeni w swych postulatach studenci opolskiego WSP, dodatkowo zdenerwowani przemilczeniem w prasie regionalnej wydarzeń z 14 marca w miasteczku akademickim, postanowili ogłosić 48-godzinny uczelniany strajk okupacyjny, który miał się rozpocząć 18 marca. Przez cały weekend trwały rozmowy rektora M. Horna i magistra A. Suchońskiego z przedstawicielami studentów w celu rezygnacji z planowanej przez nich okupacji uczelni. Nawet hit piłkarski, mecz pomiędzy Odrą a Legią - zakończony bezbramkowym remisem - nie był w stanie odciągnąć młodzieży od ich ambitnych i odważnych zamierzeń.

Akcja protestacyjna rozpoczęta przez 1/3 ogółu studentów WSP (ok. 600 osób) 18 marca o 8.00 rano, miała przebieg spokojny. Żądano przede wszystkim ukarania winnych pobicia młodej inteligencji z Warszawy, Krakowa i Lublina. 2 godziny później, prof. Horn - naciskany przez władze Opola - protest uznał za nielegalny. Grożąc zawieszeniem w prawach studenta wzywał do rozejścia się. W czasie spotkania "ostatniej szansy", przekazał manifestantom listy osób podejrzanych przez SB, którym groziło wydalenie z uczelni. Ostatecznie zdołano przekonać opolską młodzież, do zakończenia "buntu"(ok. godz. 16.00). Rektor zapewniał, że stanie w obronie osób znajdujących się na "czarnej liście".

Pacyfikacja opolskiej WSP rozpoczęła się niemal natychmiast z zakończeniem okupacji gmachu uczelni. Naciski I sekretarza KW PZPR Mariana Miśkiewicza na władze uczelni zakończyły się jego sukcesem. W prawach studenckich zawieszono 15 osób, z których większość dostała powołania do odbycia służby wojskowej. Ze względu na fakt, że władze wojewódzkie nie były zadowolone z roli rektora WSP Maurycego Horna w ostatnich wydarzeniach - wręcz oskarżanego o sprzyjanie studentom - został on 30 kwietnia 1968 r. odwołany ze stanowiska. Równie pechowo potoczyły się losy Jana Kazimierza Czecha. Za swoją "aktywność" w opolskich wydarzeniach, w wyniku wyroku Sądu Powiatowego otrzymał wyrok 6 miesięcy aresztu w zawieszeniu na 2 lata.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online