Spotkanie z ostatnią w tabeli Odrą Opole (5 pkt., stos. bramkowy 8:15 – red.) z piątą Legią Warszawa (9 pkt., stos. bramkowy 9:13 – red.) zakończył się sukcesem przyjezdnych. Niemniej ambitna i ofiarna gra „niebiesko-czerwonych” mogła podobać się 6-tysięcznej widowni.

Druga z rzędu porażka stała się jednak faktem. Opolanie znajdowali się w coraz gorszej sytuacji w ligowej tabeli. Widmo spadku zaczęło niebezpiecznie zaglądać w oczy reprezentantom Regionu Opolskiego.

Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” z ligowego spotkania Odra Opole – Legia Warszawa (nr 248 z 18 X 1962):

 

9 kolejka: 17.10.1962 Odra Opole – Legia Warszawa 0:1 (Błażejewski 5)

Kornek, Wrzos, Prudło, Szczepański, Więcek, Blaut, Juszczak, Dobras, Gajda, Droździok, Bania

 
Odra posiada wiernych kibiców. Mimo niedzielnej porażki z Zagłębiem, wczoraj na stadion przybyło ok. 6 tys. widzów, aby dopingować swoją drużynę w meczu przeciwko Legii.

Doping jest potrzebny. Pomaga to zawodnikom w stosowaniu ofensywnej gry i na ogół odbija się na wyniku. Ale pamiętać trzeba, że im słabiej poczynają sobie piłkarze, tym większa powinna być pomoc publiczności. Wczoraj nie zawsze tak było. To na marginesie.

Odra była o krok od uzyskania remisu. I taki tylko byłby sprawiedliwy wynik środowego spotkania. Nie znaczy to, że opolanie zagrali dobry mecz. Było szereg niedociągnięć, było dużo chaosu i bezładnej kopaniny. Niemniej jednak na porażkę opolanie nie zasłużyli.

Zespół wystąpił do meczu osłabiony brakiem Jarka i Brejzy. Poza tym w linii napadu widzieliśmy piłkarzy wyraźnie niedotrenowanych – Juszczak, Gajda i Droździok. I jeżeli po tych słowach dodam, że można było co najmniej zremisować, to oznacza, to, że drużyna grała wyraźnie lepiej niż w niedzielę z Zagłębiem.

Od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego opolanie walczyli. Często robili to nieporadnie, lecz sam zapał i ambicja walki stawiają im lepszą ocenę.

W ataku wyróżniał się wyraźnie, podobnie jak w niedzielę Bania. Starał się on grać na wszystkich pozycjach, inicjował rajdy skrzydłem, centrował… Nie znalazł jednak zrozumienia u swoich kolegów, którzy nie umieli wykorzystać wielu doskonałych, jakby się wydawało, okazji.

W defensywie znowu na czoło wybijał się Szczepański. Przy braku Brejzy, ta linia opolskiego zespołu jest widocznie słaba i tylko rutynie i doskonałej kondycji Szczepańskiego należy zawdzięczać utrzymanie w karbach obrony.

Początek meczu, podobnie jak w spotkaniu z Zagłębiem, należał do opolan. Atak za atakiem sunął na bramkę Fołtyna, który doskonale wspierany przez swoich defensorów, nie dał się zaskoczyć. W tym właśnie czasie, w początku niegroźny atak Legionistów przynosi im bramkę ze strzału Błażejewskiego. Nie bez winy był tu Prudło, który zbagatelizował zupełnie akcję przeciwników.

Odtąd widzieliśmy zmienne ataki, to Odry, to znów Legii. Nic z tego wszystkiego nie wyszło, gdyż albo napastnicy zbyt długo zwlekali z oddaniem strzału, bądź obrońcy trwali na posterunku.

Opolanie starali się ze wszystkich sił o uzyskanie wyrównania. Zabrakło jednak strzelca, zabrakło szybkiej decyzji.

W 69 minucie gry nadzieja zaświtała do naszych serc. Oto Bania „urwał się” Mashelemu, podciągnął po linii autowej, przeszedł do środka boiska i posłał idealną centrę pod bramkę Fołtyna. Niestety strzał Dobrasa nie zaskoczył bramkarza gości, którzy zeszli z boiska w glorii zwycięzców.

Wczoraj opolanie zagrali lepiej niż z Zagłębiem. Oby ta zwyżka dotrwała do niedzieli, do meczu z Lechem.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online