Ze spotkania Lechia Gdańsk - Odra Opole (1:0, Sezon 1962).Krótka przerwa w rozgrywkach związana z „czasem dla reprezentacji” (zwycięstwo 2:0 z Belgią; 90 min. Norberta Gajdy i Henryka Szczepańskiego – red.), na niewiele zdała się „niebiesko-czerwonym”. 3 czerwca 1962 r. – mimo lepszej już organizacji gry – reprezentanci woj. opolskiego doznali porażki na Wybrzeżu.

Optyczna przewaga w całym meczu na nic się zdała gościom. Miejscowi nie przebierając w środkach, umiejętnie spowalniali grę. Zwycięską bramkę uzyskali w nie do końca uczciwy sposób (faul na wychodzącym do dośrodkowania Konradzie Kornku – red.). Ale pretensje w tym wypadku należałoby mieć do sędziego Edwarda Ignaszewskiego – wyraźnie tego dnia bez formy. Można więc rzec, iż rewanż za sromotną porażkę w Opolu (6:0 – red.) powiódł się Lechitom z „pewną” pomocą sił wyższych.

Poniżej przedstawiamy relację ze spotkania („Trybuna Opolska”, nr 131 z 4 VI 1962):

 

9 kolejka: 03.06.1962 Lechia Gdańsk - Odra Opole 1:0 (Marczuk 60)

Skład: Kornek, Szczepański, Brejza, Wrzos, Prudło, Więcek, Stemplowski, Kuś, Gajda, Juszczak, Bania

Tym razem musimy donieść, że Odra mimo porażki wykazała zwyżkującą formę. Opolscy piłkarze byli zespołem lepiej wyszkolonym technicznie. Ich akcje były składniejsze a i atak gości wytworzył pod bramką przeciwnika o 50 proc. więcej groźnych sytuacji.

W pierwszej połowie widzieliśmy wyraźną przewagę Odry, w drugiej części stroną przeważającą była Lechia, ale opolanie mimo wszystko, nie tracili pełnej kontroli nad wypadkami na boisku. Niemal we wszystkich liniach widziało się dobrze zorganizowaną robotę.

Kornka nie można obarczać winą za puszczoną bramkę, gdyż naszym zdaniem, był wyraźnie sfaulowany, a po wznowieniu gry od środka długo zwijał się z bólu. Z obrońców najpewniej grał Szczepański. W pomocy z dobrej strony pokazał się Więcek, choć niewiele ustępował mu Prudło. Atak grał dość znośnie. Wydaje się, że na nieco słabszą grę po przerwie wpłynął fakt, iż Stemplowski po doznaniu kontuzji tylko statystował.

Motorem wszystkich akcji był Gajda, mimo specjalnej opieki Nowickiego. Opolanin momentami ośmieszał swego „anioła stróża”.

Z łączników wyraźnie lepszym był Juszczak. Szkoda tylko, że na początku drugiej połowy on też stał się ofiarą bezpardonowej gry Lechitów. Nieźle wypadł też Bania.

W sumie jednak piątce napastników trzeba zarzucić brak zdecydowania w sytuacjach podbramkowych.

Dziwną taktykę obrała Lechia. Najpierw unieszkodliwiono w 55 minucie Stemplowskiego a w chwile potem Juszczaka. Jeszcze kilka ostrych wejść w przeciwnika dopełniło reszty.

W tych warunkach Opolanie stracili ochotę do gry.

Szkoda, że arbiter w porę nie ukrócił impulsywnych zapędów gdańszczan.

Już od pierwszych minut gry zarysowała się lekka przewaga Odry, która wzrastała z każdą minutą.

Gdańszczanie zepchnięci do defensywy przeprowadzali jedynie kontrataki.

W tym stanie rzeczy Kornek wyłapywał więcej niecelnych podań niż strzałów. Opolanie grali bardzo płynnie dysponując przy tym różnorodnym repertuarem zagrań.

Atak przesiadując niemal cały czas na połowie przeciwnika, nieźle kombinował. Od 10-tej minuty na bramkę Sztuki posypało się wiele strzałów. Robili to niemal wszyscy napastnicy. Cała rzecz w tym, że strzały te były mało precyzyjne.

W 30-tej minucie Odra była o krok od zdobycia prowadzenia. Kuś popisał się pięknym szczurem, ale do piłki sparowanej przez Sztukę, nie pokwapił się żaden z kolegów.

W 35 min. Gajda został podcięty w odległości 18 m od bramki. Podyktowany za to rzut wolny wykonywał Stemplowski. Ostry strzał prawoskrzydłowego opolan obronił dość pewnie Sztuka.

Po zmianie stron opolanie, którzy wystrzelali cały zapas amunicji, oddali inicjatywę gospodarzom. Szli oni do ataku z niebywałą pasją, nie przebierając w środkach. „Trup” padał gęsto. Akcje gdańszczan, choć nacechowane dużym rozmachem, nie przysparzały Kornkowi zbyt dużo kłopotów.

Tymczasem jeden z kontrataków Odry mógł zakończyć się bramką. W 53 min. Kuś sprytnie wymanewrował piłkę i przekazał ją Gajdzie. Strzał tego ostatniego Sztuka sparował, a odbitą piłkę obronił nakrywką.

Akcja ta była jakby przełomowym momentem. Grający dotychczas z polotem, ale bezproduktywnie gospodarze zaczęli „częstować” Kornka ostrymi strzałami.

W 58 min. Fronckiewicz znalazł się w odległości 10 m od bramki, ale na szczęście dla Odry spudłował.

Rozstrzygnięcie padło w niecodziennych okolicznościach, Kiedy Kornek wyskakiwał do centry został sfaulowany przez Fronckiewicza. Wypuszczoną piłkę Marczuk skierował do siatki.

W końcówce jedenastka opolska znów przeprowadziła kilka ciekawych akcji, ale ostro wkraczający obrońcy Lechii w kilku wypadkach, potrafili zażegnać niebezpieczeństwo w ostatniej chwili.

Po meczu rozmawialiśmy z trenerem kadry narodowej mgr. Forysiem. Powiedział on krótko: „Odra nie była zespołem gorszym. Zwycięstwo mogło przypaść zarówno jednej, jak i drugiej drużynie. Uważam, że remis byłby najsłuszniejszym odzwierciedleniem gry.

Tabela ligowa (9. kolejka; Sezon 1962).

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online