Ze spotkania Odra Opole - Arkonia Szczecin (2;0, Sezon 1962).Wynik spotkania Stal Mielec – Odra Opole był dość szokujący! Porażka 1:4 była potwierdzeniem, iż w zespole Edwarda Brzozowskiego źle się dzieje. Potyczka z ostatnią w tabeli Arkonią Szczecin (2 pkt., stosunek bramek 3:14 – red.), dawała okazję do podreperowania konta punktowego jak i bramkowego (do tej pory 9 pkt., stos. bramek 10:6 – red.), co za tym idzie była ostatnią szansą włączenia się do walki o zwycięstwo w grupie.

W obecności 5 tys. widzów gospodarze zwyciężyli reprezentantów Pomorza Zachodniego. Swoją grą po raz kolejny jednak nie zachwycili. Kilka pozytywnych przebłysków zanotowali jedynie Henryk Prudło i Norbert Gajda. Warto również wspomnieć o przyzwoitym meczu Konrada Kornka, którego forma – po ostatniej kontuzji – wyraźnie zwyżkowała.   

Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” ze spotkania (nr 119 z 21 V 1962):

 

8 kolejka: 20.05.1962 Odra Opole – Arkonia Szczecin 2:0 (Prudło 49, Gajda 55)

Skład: Kornek, Szczepański, Brejza, Wrzos, Prudło, Więcek, Stemplowski, Kuś, Gajda Droździok, Juszczak

 

Wprawdzie dwa punkty pozostały w Opolu, ale sposób w jaki zostały one uzyskane utwierdził opolskich kibiców w przekonaniu, że z formą Odry nadal jest niewesoło. Gra, jaką uraczyli nas opolscy piłkarze sugerować mogła, że oglądamy w akcji zespół ze środka tabeli II ligi. Wydaje się, że Odra stanowi w chwili obecnej drużynę nieźle wyszkoloną technicznie, ale zgranie poszczególnych formacji i zawodników pozostawia wiele do życzenia. Dziwne, że większości bohaterów wczorajszego meczu nie można wiele zarzucić (mamy na myśli opolan), ale jako drużyna prezentowali się oni blado.

W bramce zagrał wczoraj Kornek, który swoimi interwencjami udowodnił, iż długa przerwa spowodowana kontuzją nie wpłynęła na obniżenie jego reprezentacyjnej formy. Do trójki obrońców nie można mieć pretensji, gdyż w zupełności wywiązali się z zadania.

W linii pomocy na zadowalającym poziomie grał Prudło. Widzieliśmy go umiejętnie likwidującego akcje zaczepne przeciwnika i inicjującego rajdy, które siały zamęt pod bramką szczecinian. Szkoda tylko, że pod koniec meczu wyraźnie osłabł i to obniża nieco jego notę. Partner jego Więcek rozpoczął mecz nawet nieźle, ale w miarę upływu czasu ginął z pola widzenia. Dlatego też łatwo było dostrzec lukę między obroną i atakiem.

W napadzie widziało się tylko trzech wartościowych zawodników. Stemplowski dobrze wychodził na pozycje, nieźle centrował i oddał kilka niebezpiecznych strzałów. Gajda mimo ciągłej „asysty” dwóch przeciwników robił sporo zamieszania na tyłach Arkonii. Trzecim zawodnikiem, który zasłużył na pochwałę był Droździok. Znajdował się zawsze tam, gdzie wymagała tego sytuacja, stał się on również pośrednim autorem drugiej bramki. Kuś imponował tylko ambicją… i psuciem dobrze rozpoczętych akcji. Juszczak wykazał poważne braki kondycyjne, które szczególnie w drugiej połowie zredukowały jego przydatność dla drużyny.

Mecz rozegrany został po 12-godzinnej ulewie, skutkiem czego boisko było bardzo śliskie. Należało więc zdobywać teren jak najdłuższymi podaniami, ale OPOLANIE jakby zapomnieli, że jest to najskuteczniejszy środek na sforsowanie twardo grających obrońców ARKONII i z uporem grali z systemem „o jedno podanie za dużo”.

Arkonia to zespół posiadający w swoich szeregach kilku graczy o niezłym wyszkoleniu, ale równocześnie zupełnie nieskutecznych. Jeżeli chodzi o poszczególne formacje szczecinian, to dysponują oni niezłym bramkarzem i ambitnie walczącą defensywą. Atak gości to chyba tylko „wyciąg” z protokołu sędziowskiego. To, co pokazała nam drużyna z Wybrzeża jest wiernym odzwierciedleniem jej pozycji w tabeli. W drużynie pokonanych wyróżniali się: Kwiatkowski, Nowak i Lukoszek.

 
KRÓTKO O MECZU:

Po paru minutach wyrównanej gry inicjatywę przejęła Odra i przeważała niemal do końca pierwszej połowy. W 12 minucie zanosiło się na bramkę. Gajda znalazł się z piłką w odległości 10 m od bramki, ale tak długo ustawiał się do strzału, aż zdecydowana interwencja Nowaka zapobiegła utracie gola. Potem było trochę strzałów. Wszystkie jednak były albo niecelne, lub też stawały się łupem bramkarza. Kibice zaczęli powątpiewać w możliwość zdobycia dwóch punktów.

Po przerwie gra się wyraźnie ożywiła, w czym duża zasługa Prudły, który w tym czasie okazał się najlepszym… napastnikiem opolan. Widząc nieporadność strzelecką swoich kolegów z ataku zdecydował się na solowy przebój. Podciągnął piłkę z linii środkowej na pole karne i między gąszczem nóg przeciwników strzelił do siatki. W 55 minucie Droździok otrzymał podanie na środku boiska, ładnymi zwodami minął kilku przeciwników i kiedy wszyscy oczekiwali ostrego strzału, przytomnie podał piłkę do zupełnie nie obstawionego Gajdy, a ten nie miał już żadnych trudności z ulokowaniem jej w bramce.

Jeszcze przez kilkanaście minut oglądaliśmy znośnie dobre akcje OPOLAN. Trwało to do 68 minuty, kiedy Gajda uległ kontuzji i na pewien okres opuścił boisko. Kiedy wszedł powtórnie na murawę, nie walczył już z charakterystyczną dla siebie werwą. Ostatni kwadrans spotkania stał pod znakiem nieciekawej gry na środku boiska.

Sędzia spotkania pan Musiolik prowadził zawody poprawnie i absolutnie nie zasłużył na gwizdy, jakimi publiczność kwitowała jego decyzje.

Tabela ligowa (8. kolejka, Sezon 1962). 

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online