Ze spotkania Odra Opole - Lechia Gdańsk (6:0, Sezon 1962).Przed ligową potyczką z dobrze dysponowaną Lechią Gdańsk (po trzech kolejkach 5 pkt. na koncie – red.), podopieczni Edwarda Brzozowskiego rozegrali dwa spotkania, których wyniki świadczyły o naprawdę dobrej dyspozycji całego zespołu. Mowa tu o miłej niespodziance, którą opolanie sprawili w Warszawie w 1/8 Pucharu Polski (Legia – Odra 0:3, 25 marca 1962 r. – red.) oraz towarzyskiej, zwycięskiej potyczce z Naprzodem Lipiny (dom: 3:1 – red.).
 
W przededniu meczu w obozie gospodarzy nieco obawiano się tercetu ofensywnego gdańszczan, który w poprzedniej kolejce (Odra pauzowała – red.) zaaplikowała pięć bramek nie takiej przecież słabej Arkonii Szczecin. Okazało się jednak, że obawy były bezzasadne. 1 kwietnia 1962 r. „niebiesko-czerwoni” rozbili w puch jedenastkę Edwarda Drabińskiego. Bramkami podzielił się duet miejscowych napastników Gajda-Jarek, których nazwiska przez cały mecz skandowała 10-tysięczna widownia.
 
Po raz kolejny obrona Odry – dyrygowana przez Henryka Szczepańskiego – pokazała się z jak najlepszej strony, znów nie tracąc bramki (jako jedyni w ekstraklasie).
 
„Trybuna Opolska” nt. wspomnianego meczu pisała (nr 93 z 20 IV 1959):
 
 
3 kolejka: 01.04.1962 Odra Opole - Lechia 6:0 (Gajda 5, 6, 50, Jarek 36 k., 41 k., 49)
 
Skład: Kornek, Szczepański, Brejza, Wrzos, Prudło, Więcek, Trywiański (Kuś), Jarek, Gajda, Droździok, Juszczak
 
 
Wczorajsze spotkanie Odry z gdańską Lechią urosło do rangi meczu ligowej niedzieli. Wpłynęło na to z jednej strony wysokie zwycięstwo Lechii nad Arkonią, z drugiej zaś opinie publikowane na ten temat przez krajową prasę sportową. Czytaliśmy tam nawet o „czarach” jakie stosuje trener Lechii Drabiński i o „sposobie” jaki wynalazł na Odrę.
 
Nic też dziwnego, że stadion Odry już na długo przed godziną 16 wypełniony był prawie po brzegi. Wszyscy chcieli zobaczyć te „czary”, wszyscy pragnęli sukcesu swoich pupilków, którzy tydzień temu odnieśli duży sukces, zwyciężając Legię Warszawa w meczu pucharowym.
 
Ci, którzy mieli możność obserwowania warszawskiego występu opolan, byli o wynik spokojni. Jeden tylko stawiano warunek: aby Odra zagrała tak jak w Warszawie.
 
Wczorajsza rzeczywistość przeszła jednak najśmielsze oczekiwania. Opolanie grali jak w transie, aplikując „zaczarowanym” gdańszczanom niebagatelną porcję sześciu bramek.
 
Zasługa to przede wszystkim świetnie wczoraj usposobionych Gajdy i Jarka, którzy podzielili się po bratersku łupem bramkowym oraz dzielnie im sekundujących wszystkich pozostałych zawodników zespołu opolskiego.
 
Słabiej może niż w Warszawie zagrała wczoraj pomoc, ale też miała ona trudniejsze zadanie. Rozbijać dość szybkie ataki przeciwników oraz bez przerwy wspierać swoich napastników – to trudny do bezbłędnego zrealizowania program.
 
Defensywa opolskiego zespołu spełniła zadanie na piątkę. Mimo kilkakrotnego poważnego zagrożenia, nie dopuściła ona przeciwników do dogodnej pozycji strzałowej, wynikiem czego była częsta bezczynność Kornka w bramce. Tylko raz w przeciągu 90 minut Kornek musiał pokazać swoją klasę, a było to w 14 minucie gry, kiedy niebezpieczny Frąckiewicz oddał zaskakujący strzał. Parada była jednak pewna i poprawna w formie.
 
Lechia otrzymała srogie cięgi w Opolu. Nie znaczy to jednak, że jest zespołem słabym, z którym można bez wysiłku wygrywać. Na wynik piłkarze Odry napracowali się porządnie, będąc przez cały czas meczu drużyną, nadającą ton wydarzeniom na boisku.
 
Bramek mogło być jeszcze więcej. Opolanie jednak od 60 minuty, mając w zapasie 6 bramek, wyraźnie „pofolgowali” oszczędzając siły na następne spotkania.
 
Czterech kadrowiczów przyjechało na mecz do Opola ze zgrupowania przed spotkaniami z Francją. Kornek, Szczepański, Gajda i Jarek pokazali, że powołanie ich w skład czołówki polskich piłkarzy nie było decyzją bez pokrycia. Ich wysoka forma i duże umiejętności piłkarskie potwierdzają słuszność wyboru. Byli oni bezsprzecznie najlepszymi zawodnikami na boisku.
 
Łatwość z jaką Jarek i Gajda strzelali niedzielnym przeciwnikom bramki, stawia ich w gronie najniebezpieczniejszych polskich napastników.
 
 
JAK PADŁY BRAMKI?
W 5 minucie Jarek egzekwuje rzut rożny. Miękką, mierzoną centrę przejmuje Gajda i posyła piłkę tuż obok słupka do bramki Sztuki.
 
Niespełna minutę później cieszyli się opolanie z uzyskania prowadzenia, a wynik brzmiał już 2:0. Jarek bardzo przytomnie „wypuścił” Gajdę w uliczkę. Reszta była dziełem jednej sekundy. Zaskakujący strzał i huragan braw 10-tysięcznej publiczności.
 
Przez trzydzieści następnych minut opolanie atakują bramkę Sztuki. Jeden z ataków kończy się faulem na polu bramkowym na Gajdzie, który był w doskonałej sytuacji strzeleckiej. Rzut karny pewnie zmienia na bramkę Jarek.
 
Pięć minut później identyczna sytuacja, z tą tylko różnicą, że poszkodowanym był Droździok. I tym razem rzut karny strzelił bez pudła Jarek.
 
Po przerwie powtarzają się dwie sytuacje z pierwszych minut meczu. Już w 4 minucie tej połowy Jarek wymanewrował obrońców i umieścił piłkę w bramce Sztuki.
 
W minutę później Kuś, który zastąpił teraz Trywiańskiego na prawym skrzydle, zagrał do Gajdy, a ten przerzucił piłkę ponad wybiegającym bramkarzem gości.
 
6:0 to wynik, po uzyskaniu którego można odpocząć. Tak też zrobili opolanie, dając od czasu do czasu pokaz pięknych dla oka kombinacji ofensywnych.
 
W sumie spotkanie wczorajsze zaliczyć należy do pięknych widowisk sportowych, jakich jak najwięcej chcielibyśmy oglądać na opolskim stadionie.

Norbert Gajda w ataku na bramkę Lechii Gdańsk.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online