Ze spotkania Odra Opole - Zawisza Bydgoszcz (Sezon 1961, 6:1).Zakończenie bojów w Pucharze Intertoto pozytywnie wpłynęło na formę podopiecznych Teodora Wieczorka (szczególnie zaś na Engelberta Jarka, który 6 sierpnia 1961 r. rozegrał jedno z najlepszych spotkań w karierze). 6-tysięczna widownia była świadkiem prawdziwego pogromu beniaminka ekstraklasy.

Dwa punkty uzyskane kosztem gości dały opolanom awans na czwartą pozycję. Czołówka ligowa po 14-tej serii spotkań przedstawiała się następująco: 1. Górnik Zabrze – 26 pkt., 2. Polonia Bytom – 21 pkt., 3. Legia Warszawa – 17 pkt., 4. Odra Opole – 16 pkt.
 
14. kolejka była popisem strzeleckim Jarka, który mógł pochwalić się już trzynastoma trafieniami w Sezonie. Pozostałe bramki dla reprezentantów Opolszczyzny były dziełem:, Norberta Gajdy, Eugeniusza Piechaczka (po 5) oraz Zbigniewa Bani (2)*.
 
Poniżej przedstawiamy relację ze spotkania Odra Opole – Zawisza Bydgoszcz, którą zamieściła „Trybuna Opolska” (nr 185 z 7 VIII 1961):
 
 
 
14 kolejka: 06.08.1961 Odra Opole – Zawisza Bydgoszcz 6:1 (Jarek 6, 17, 25, 78, Bania 31, Gajda 37 – Łowkis 72)
 
Skład: Kornek, Szczepański, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut I, Kleszcz (Blaut II), Jarek, Gajda, Juszczak, Bania
 
 
 
Jak mogli przegrać opolanie w Bydgoszczy? – oto pytanie, które musi sobie postawić każdy, kto był wczoraj na rewanżowym spotkaniu z Zawiszą. Opolanie bowiem wzięli srogi rewanż, aplikując zwycięzcom pierwszego spotkania „wiosny” sześć bramek. A jeżeli jeszcze dodam, że Odra zagrała drugą część meczu bardzo słabiutko, to postawione wyżej pytanie nabierze jeszcze większego „smaczku”.
 
Goście zapewne liczyli się z porażką w Opolu, z pewnością jednak ich przewidywania nie sięgały tak wysoko. A liczyć się musieli, bowiem nikt chyba lepiej od nich samych nie zdaje sobie sprawy ze słabego poziomu jaki reprezentują.
 
Na opolskim boisku gospodarze byli lepsi co najmniej o klasę i na dobrą sprawę zwycięstwo ich powinno być o wiele, wiele wyższe. Przyznam się szczerze, że po pierwszej połowie spodziewałem się tuzina bramek w siatce gości. Nie można jednak sięgać za wysoko. Przekonałem się o tym już w pierwszych minutach drugiej połowy, kiedy to praktycznie opolanie przestali grać.
 
Pretensji mieć nie można, bowiem Odrę czeka w środę ciężki mecz w Poznaniu z Lechem. Po cóż więc marnować siły, mając zwycięstwo w kieszeni i to w dodatku wysokie. Daleki jestem od stawiania sportowcom zbyt wielkich wymogów. Tyczy się to również piłkarzy Odry, którzy przecież wczoraj zwyciężyli zapewniając sobie pełny sukces już w pierwszej części spotkania. Zgadzam się więc z koncepcją gry na wolnych obrotach, ALE GRY. Gdyby opolanie zagrali drugą połowę „na stojąco”, nie miałbym nic do powiedzenia. Zastrzegam się jednak, że musiałaby to być gra. Tymczasem na boisku widzieliśmy coś zupełnie innego. Opolanie „przestali” grać, oddając inicjatywę w ręce a raczej w nogi gości, tracąc na tym bramkę. No cóż, jedna bramka stracona przy sześciu uzyskanych to nic strasznego, pytam się jednak, ALE PO CO?
 
Oceniając więc inaugurujący rundę jesienną występ Odry, mówić można jedynie o pierwszej jego połowie. Zawodnikiem numer jeden był bezsprzecznie Jarek. Nie sugerując się czterema bramkami strzelonymi przez kapitana opolskiej jedenastki, stwierdzić należy, że błyszczał on na boisku niczym najczystszej wody brylant. Jego akcje ofensywne zagrażały ustawicznie bramce Rosińskiego, a powstrzymać ich nie mogli defensorzy gości grający niejednokrotnie w czwórkę przeciwko jednemu. Piękne zwody ciałem, doskonały refleks i momentami wspaniała szybkość – oto cechy opolskiego snajpera.
 
Na tle pełnej finezji gry Jarka i niezłej postawy Bani, pozostali napastnicy i nie tylko napastnicy wypadli zupełnie słabo. W linii napadu poniżej normy gra ostatnio Gajda. Przyczyn tego powinien szukać trener, pozostaniemy więc tylko przy tym stwierdzeniu. „Wyróżniał” się jeszcze Kleszcz, ale niezaradnością, nic więc dziwnego, że trener Wieczorek zrezygnował z jego usług w drugiej połowie. Wydaje się jednak, że przesunięcie Blauta I do ataku do najlepszych posunięć strategicznych zaliczyć nie można.
 
W obronie wyróżnił się znowu Brejza. Ten zawodnik tak doskonale panuje nad swymi i przeciwników nerwami, że niejednokrotnie wprowadza obserwatorów w podziw.
JAK PADŁY BRAMKI?
 
W 6 minucie gry Jarek rozpoczyna ostre strzelanie. Mija obrońców i strzela tak mocno, że piłka przegina ręce Rosińskiego i wpada do siatki.
 
Ataki opolan suną raz po raz na bramkę gości. W 17 minucie na solową akcję decyduje się znów Jarek. Przechodzi kolejno czterech zawodników i po raz drugi zmusza Rosińskiego do kapitulacji.
 
W 25 minucie notujemy nie bardzo płynną akcję opolan. Piłka w pewnym momencie gubi „adresata”. Odnajduje ją jednak Jarek, strzelając z pełnego biegu. Rosiński nie miał tu nic do powiedzenia.
 
W 31 minucie Jarek egzekwuje rzut wolny z lewego skrzydła. Piłka trafia do obrońcy gości, wybija mu ją jednak Gajda. Na miejscu znalazł się tym razem Bania, który zakończył nieoczekiwaną akcję efektowną bramką.
 
Sześć minut później przy piłce po raz już nie wiem który Jarek. Długie wypuszczenie wykorzystuje Gajda zmyliwszy uprzednio Rosińskiego. 5:0 do przerwy to już sukces.
 
W drugiej połowie oglądaliśmy tylko dwie bramki. Jedną zdobył w 72 minucie prawoskrzydłowy gości Łowkis, wykorzystując błąd obrony opolan. Drugą zapisał na swoje strzeleckie konto znów Jarek, ustalając wynik meczu.
 
 
 
* Do dorobku bramkowego OKS-u należy również dodać bramkę samobójczą zawodnika Cracovii (Stanisława Szymczyka – red.).

  

Engelbert Jarek sunie na bramkę Rosińskiego (Odra-Zawisza 6:1, Sezon 1961).

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online