Spotkanie Odra Opole - Ruch Chorzów (Sezon 1960; 5:2).Świetny, najlepszy w Sezonie 1960 mecz opolskiej Odry i godny rewanż za wysoką porażkę w Chorzowie (4:1 – red.) – tak w skrócie można podsumować wydarzenia na Oleskiej w dniu 23 października 1960 r.

Stadion tego dnia pękał w szwach. Przy rekordowej frekwencji (ok. 20 tys. widzów – red.) piłkarze Odry czuli się jak na brazylijskiej Maracanie. To co się działo na boisku i trybunach można – w opolskich realiach – porównać jedynie do towarzyskiej potyczki z AFC Belo Horizonte (0:3, 26 września 1956 r. – red.).

Ci z ruchu kibicowskiego Ruchu, którzy chcieli już w Opolu świętować zdobycie mistrzostwa Polski musieli jeszcze w czasie spotkania zwijać transparenty „gratulacyjne”. Nie znaczy to, ze Ruch grał źle. Po prostu Odra tego dnia grała bajeczną piłkę!

Zwycięstwo nad liderem przybliżyło „niebiesko-czerwonych” do tytułu drugiej najlepszej drużyny w kraju. Należało jedynie przywieźć 2 punkty ze stadionu spadkowicza - warszawskiej Gwardii. Po tym, co spotkało chorzowian w Opolu nikt w to nie wątpił. Na tytuł mistrzowski w obozie opolskim raczej nie liczono. „Niebiescy” bowiem w ostatniej kolejce podejmowali nie najlepiej dysponowaną w całym Sezonie Wisłę Kraków. Ciężko było w tym wypadku zakładać kolejną wpadkę chorzowian, który kosztowałby ich tytuł mistrzowski.

Poniżej przedstawiamy relację ze spotkania Odra Opole – Ruch Chorzów („Trybuna Opolska”, nr 253 z 24 X 1960):

 
 

21 kolejka: 23.10.1960 Odra Opole – Ruch Chorzów 5:2 (Gajda 17, Bania 43, Piechaczek 77, 83, Jarek 80 – Nieroba 43, Polak 85)

 

Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut, Stemplowski, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania

 
 
Ten mecz pozostanie na długo w pamięci Opolan. Ostatecznie nie co dzień zdarza się, aby drużyna chorzowskiego Ruchu, która ma wspaniałe tradycje i wciąż świetnych piłkarzy, odjeżdżała do rodzinnych pieleszy z potężnym bagażem 5 bramek. „Zafasowała” je jednak po sportowym pojedynku, grając na b. dobrym poziomie. Ta wstawka zaraz na wstępie jest potrzebna po to, aby oddać wszystko co trzeba, sprawiedliwie, zwycięzcom i zwyciężonym.

Obydwaj przeciwnicy uraczyli nas bowiem wczoraj dobrej marki UCZTĄ PIŁKARSKĄ. Był to z pewnością najlepszy pojedynek, jaki udało się opolskim sympatykom piłki nożnej oglądać w Opolu w roku 1960.

Świetne tempo, szybko zmieniające się akcje, dużo bramek, moc spięć podbramkowych, towarzyszyły pojedynkowi, który toczył się poza tym o cenne punkty mistrza i wicemistrza Polski. W takich wypadkach na poziom spotkania bardzo często wpływają nerwy, które paraliżują bardziej przemyślane zagrania. Donosimy z przyjemnością, że w przypadku meczu Odra – Ruch „nerwy” grały tylko 10 minut, w pozostałych 80 kropkę nad „i” stawiali zawsze piłkarze, co oczywiście wystawia im jak najlepsze świadectwo.

Odra wygrała to nadzwyczaj ważne spotkanie w stylu, którego nie powstydziłaby się żadna z polskich jedenastek piłkarskich. Oczywiście wynik 5:2 mówi sam za siebie. Niemniej sam sposób przeprowadzenia akcji „R” (Ruch) zasługuje na szczególną uwagę.

W pierwszej połowie opolanie usiłowali uzyskać punktową przewagę, co udało się im tylko połowicznie. Na bramkę bowiem Gajdy chorzowianie odpowiedzieli równie celnym strzałem Nieroby.

W drugiej części spotkania, kiedy wszyscy oczekiwali uderzenia Odry, opolanie przeszli do defensywy. Ruch skwapliwie z tego skorzystał i sądząc, że gospodarze są już „groggy”, rzucił do walki wszystkie siły. Tymczasem opolanie dość łatwo przetrzymali natarcie chorzowian i w najmniej spodziewanym momencie, dysponując dużym zasobem sił, sami ruszyli do ofensywy. To była ofensywa! Dosłownie wszystko zmiatała, co napotkała na drodze. Piątka Odry robiła pod bramką Wyrobka co chciała, a zmęczona setnie obrona Ruchu mogła się jedynie przyglądać, jak stary „rep” Wyrobek, w ciągu 5 minut, aż trzykrotnie zmuszony był wyciągać piłkę z siatki. Piąta bramka Piechaczka przypieczętowała zwycięstwo odry. W tym momencie mistrz Polski „in spe” był już na kolanach…

Liczna kolonia chorzowska nadal milczała jak zaklęta, a posiadacze transparentów w rodzaju „Gratulujemy Ruchowi tytułu mistrza Polski” znikali ze stadionu jak kamfora.

Ten mecz „wyszedł” Odrze. Opolanie grali rzeczywiście jak w transie, wznosząc się na wyżyny swoich umiejętności. Docenili to zresztą rozentuzjazmowani sympatycy Odry intonując po meczu tradycyjne „Sto lat”. Można w tym miejscu zabawić się we wróżbitę i zaryzykować twierdzenie, że w tej formie opolanie „muszą” pokonać w Warszawie Gwardię, co równa się zdobyciu przez Odrę wicemistrzostwa POLSKI.

Trudno byłoby wymienić najlepszych zawodników w tym meczu. W każdym razie przy interwencjach i zagrywkach Jarka, Gajdy, Brejzy, Blauta i Stemplowskiego ręce same składały się do oklasków. Pozostała szóstka również na medal. Z Ruchu podobali się przede wszystkim Faber na lewym skrzydle oraz Siekiera na stoperze.

Opolanie z powodzeniem zrealizowali plan gry polegający na szybkich atakach przy użyciu skrzydeł.

A teraz historia siedmiu bramek.

17 MINUTA. Popisowa akcja (jedna z wielu) opolan. Jarek inicjuje wypad i podaje do Blauta. Ten podciąga kilka metrów i zatrudnia w „uliczce” Gajdę, który z mańkuta posyła silną bombę do bramki Wyrobka. Próba obrony chorzowskiego bramkarza kończy się niepowodzeniem. Strzał był silny i niezwykle precyzyjny.

43 MINUTA. Zamieszanie pod bramka Odry. Piłkę z lasu nóg wyłuskuje Nieroba, „idzie” z nią kilka metrów i mimo interwencji Kściuka umieszcza w siatce.

66 MINUTA. Kolejny atak Odry. W okolicy szesnastki piłkę otrzymuje Bania i leżąc na ziemi strzela tyłem do bramki. Piłka uderzona fałszem wpada w „okienko”.

77 MINUTA. Stemplowski decyduje się z około 25 metrów na strzał. Wyrobek, pewny, że bez trudu zlikwiduje tę „akcję” rzuca się w prawy róg swej bramki. Tymczasem piłkę przejmuje Piechaczek i myląc Wyrobka, skierowuje ją w przeciwny róg bramki.

80 MINUTA. Tłok pod bramka Ruchu. Odbitą przez chorzowskich defensorów piłkę otrzymuje Jarek, posyłając Wyrobkowi strzał – atom z 18-ki. Wyrobek nie próbuje nawet interweniować.

83 MINUTA. Stemplowski miękko centruje z prawego skrzydła. Piłkę przejmuje na głowę Piechaczek i strzela w prawy róg nie do obrony.

85 MINUTA. Nieporozumienie obrony gospodarzy wykorzystuje Faber i strzela na bramkę. Na linii bramkowej dopada piłki Polok i razem z nią wpada do bramki. 5:2!

Ostatnie 5 minut nie przynoszą zmiany wyniku, chociaż w ostatniej sekundzie kolejną bombę Jarka Wyrobek z trudem broni.

 Pod bramką "niebieskich" (Sezon 1960; 5:2).

Co mówią o meczu Odra-Ruch

 
TRENER ODRY TEODOR WIECZOREK:

Nasze zadanie taktyczne polegało przede wszystkim na wyłączeniu z gry Fabera. Uważam, iż się to nam udało. Kilka jego rajdów nie może zmienić w niczym faktu, iż w zasadzie nie był groźny dla Kściuka. Wygraliśmy dzięki lepszej szybkości. Wynik sprawiedliwy. Wyróżniam Blauta, Brejzę, Gajdę i po przerwie Jarka. Stemplowski również bardzo dobry. Bania coraz lepszy. Z Ruchu najlepszy Faber i Siekiera.

 
KAPITAN ODRY ENGELBERT JAREK:

Przed meczem „ustaliliśmy”, iż albo wygramy albo zremisujemy. Możemy zdobyć tytuł wicemistrza. Brakuje nam do tego 1 punktu. Wszyscy zagrali bardzo ambitnie. Z Ruchu podobał mi się Faber.

 
TRENER RUCHU:

Odra wygrała najzupełniej zasłużenie. Nasza obrona po licznych kontuzjach była wczoraj „dziurawa”. Uważam, że Blaut i Jarek powinni grać w reprezentacji Polski.

Tabela ligowa po 21. kolejce (Sezon 1960).

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online