Ze spotkania Odra Opole - Lechia Gdańsk (Sezon 1960).Remis z ŁKS-em Łódź (w 18. kolejce – red.) mocno skomplikował sytuację Odry Opole w ligowej tabeli. W przededniu niezwykle ważnego pojedynku z gdańską Lechią Mariusz Gągola pisał w „Trybunie Opolskiej” (nr 238 z 6 X 1960):

Poważna część opolskich sympatyków piłki nożnej jest po ostatniej niedzieli ligowej „chora” i niepocieszona. Bo oto wszyscy marzyli o zwycięstwie nad ŁKS, widzieli prawie że te 2 cenne punkty w kieszeni, a tu masz tymczasem remis… Jak to też będzie z tym ewentualnym tytułem wicemistrzowskim? Po 18 kolejkach spotkań szanse jakby nieco zmalały.

Na pocieszenie kibiców można podać to, że o ile na wiosnę martwiono się ogólnie o ligowy byt, to teraz kłopoty są wyższego rzędu, jak to można powiedzieć nawet przyjemne. Jak się zakończy sen o tytule, w tej chwili nie wiadomo. Szanse istnieją i należy je wykorzystać do cna.

Mimo obaw, iż gospodarze mogą „odpuścić” sobie walkę o wicemistrzostwo (broniąca się przed spadkiem Lechia należała z Odrą do Federacji Budowlanych – red.) „niebiesko-czerwoni” nie pozostawili złudzeń, kto jest lepszy. I nawet Roman Korynt nie był w stanie poderwać swoich kolegów z drużyny do walki o lepszy wynik.

Dzięki zwycięstwu Odra ciągle liczyła się w walce o najwyższe laury. Po 19. kolejce tabela ligowa wyglądała następująco: 1. Ruch Chorzów – 26 pkt., 2. Górnik Zabrze – 24 pkt., 3. Legia Warszawa – 23 pkt., 4. Odra Opole – 23 pkt.

Poniżej przedstawiamy relację ze spotkania Odra Opole – Lechia Gdańsk („Trybuna Opolska”, nr 241 z 10 X 1960):

 
 

19 kolejka: 09.10.1960 Odra Opole – Lechia Gdańsk 3:1 (Jarek 11, Gajda 24, Blaut 55 – Harczuk 41)

Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło (Trepka), Blaut, Stemplowski, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania

  
 
Niełatwe są pojedynki z zespołami zagrożonymi spadkiem z ligi. Wiadomo z góry, że walczyć będą na śmierć i życie, aby tylko uzyskać jak najkorzystniejszy wynik. Z reguły w tego rodzaju pojedynkach gra jest bardzo ostra i bezpardonowa. Nie inaczej było wczoraj.

O ile do przerwy wszystko mieściło się w ramach przepisów, to po zmianie stron coraz częściej słyszało się gwizdek sędziego. Lechiści przebrali wczoraj niewątpliwie miarkę, a ich gra nosiła wszelkie cechy walki faul. Na domiar złego sędzia spotkania, skądinąd znany jako dobry arbiter, zgubił się i nie panował nad sytuacją. W pewnym momencie było już bardzo gorąco i o mało nie doszło do większego kalibru wyskoków. Na szczęście zawodnicy w porę się opanowali.

Mecz Odra – Lechia rozstrzygnęli na swoją korzyść opolanie. Ostateczny wynik 3:1 dość sprawiedliwie „ocenił” umiejętności obu zespołów. Dobre zaawansowanie techniczne gospodarzy próbowali wyrównać gdańszczanie ambicją.

Spotkanie nie stało absolutnie na wysokim poziomie i było o niebo słabsze niż pojedynek Odry z ŁKS. Na dobrą sprawę mogło się podobać jedynie pierwsze 45 minut. Druga połówka nieporównywalnie gorsza.

W pamięci widzów pozostało kilka indywidualnych popisów ligowców. Najbardziej chyba brazylijskie zagranie środkowego napastnika Odry Gajdy, który pięknymi nożycami (do tyłu) zdobył efektowną bramkę. Rzeczywiście tego rodzaju majstersztyki piłkarskie ogląda się niezbyt często na naszych boiskach. Dużo oklasków zebrał Jarek za kilka piorunujących strzałów, a także Kściuk, który obronił w jednym wypadku (w pierwszej połowie) niemal pewną bramkę.

Obrona Odry w niedzielę gubiła się i nie była tak szczelna jak zwykle. Pomocnik Prudło znów nie miał swojego dnia i został wymieniony po przerwie na Trepkę. Ten ostatni nie wniósł jednak do gry nic nowego. Brejza ma na sumieniu straconą bramkę. Przy przeboju Harczuka zachował się jak nowicjusz, pozwalając mu na strzał. Aby jednak być sprawiedliwym trzeba dodać, że Brejza poza tym jednym błędem grał dobrze i kilkakrotnie wyjaśnił szereg niebezpiecznych sytuacji. W tej linii najlepszym był niewątpliwie Wrzos. Grał spokojne, bez pudła.

      W ataku podobać się mógł Gajda. Najwięcej absorbował obronę gości i kilkakrotnie wyprowadził w pole Korynta. Korynt gra nadal dobrze, świetnie się ustawia, niemniej znać na nim ząb czasu. Jarek miał wczoraj dłuższe przestoje. Jeśli jednak włączył trzeci bieg pachniało wyraźnie bramką. Strzał, z którego zdobył gola był, jak zwykle, przedniej marki.

Lechię widzieliśmy już w Opolu lepiej grającą. W tej chwili nie przedstawia specjalnej wartości. Sama ambicja nie jest chyba w stanie uratować ten zespół przed spadkiem – poza tym – brutalna gra nie przysporzy im zwolenników. Większymi indywidualnościami są nadal w tym zespole Gronowski i Korynt.

A teraz krótko o przebiegu gry. Początek spotkania należy nieoczekiwanie do Lechii. W 5 min. jeden z napastników strzela fałszem i piłka trafia w słupek. W 6 min. Jarek strzela silną bombę, ale dopiero w 5 minut później udaje się mu w zamieszaniu podbramkowym zdobyć prowadzenie. W 21 minucie Gajda otrzymuje dokładne podanie i stopując piłkę głową przerzuca ją na nogę nożycami, posyłając obok zdumionego Gronowskiego do bramki. W 30 minucie Kściuk fantastycznie broni bombę Musiała. Na 4 minuty przed przerwą Harczuk idzie na przebój i przy dość wydatnej pomocy Brejzy zdobywa bramkę.

Po przerwie gra przybiera na ostrości. Zawodnicy więcej myślą o asekuracji nóg niż o grze. W 55 min. Blaut decyduje się na precyzyjny strzał obok słupka, który znajduje drogę do bramki. Jeszcze kilkakrotnie napastnicy opolscy ostrzeliwują świątynię Gronowskiego, niestety bezskutecznie. Większość strzałów była dziełem Jarka.

Engelbert Jarek przy piłce.

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online