Legia Warszawa - Odra Opole 1:1 (16. kolejka, Sezon 1960)Spotkanie naszpikowanej „olimpijczykami” Legii z rewelacyjnie spisującą się Odrą było hitem 16. kolejki. W praktycznie w niezmienionym składzie (w stosunku do pojedynku w I części Sezonu) wystąpili w Warszawie podopieczni Teodora Wieczorka. Jedyną „nową” postacią w składzie OKS-u okazał się Franciszek Klik, który wszedł na boisko w II połowie za kontuzjowanego Zbigniewa Banię.

Bramka Franciszka Stemplowskiego z 40 minuty przybliżyła „gości” do upragnionego celu, jakim była walka o wicemistrzostwo kraju. Niestety, jedna… jedyna nieuwaga opolskiego bloku defensywnego zakończyła się bramką Zygmunta Gadeckiego tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego.
 
Tym samym Legia i Odra utrzymały swoje pozycje (odpowiednio 1. i 3.). Za plecami „niebiesko-czerwonych” robić się już jednak zaczął ścisk. Siódma w tabeli Stal Sosnowiec miała do Odry stratę jedynie punktu. W najbliższej kolejce należało OBOWIĄZKOWO wywieźć komplet punktów!!!
 
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” z w/w spotkania (nr 223 z 19 IX 1960):
 
 
 
16 kolejka: 18.09.1960 Legia Warszawa – Odra Opole 1:1 (Gadecki 87 – Stemplowski 40)
 
Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Blaut, Prudło, Stemplowski, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania (Klik)
 
 
 
Jednym z najważniejszych spotkań sezonu opolskich piłkarzy był niewątpliwie pojedynek z liderem ligi warszawską Legią. Ważny – bowiem „okupująca” trzecią lokatę Odra postawiła sobie za cel urwanie punktu wojskowym, co przy ewentualnej porażce Ruchu z Górnikiem dałoby jej szanse na uzyskanie tytułu wicemistrza Polski.
 
Opolanie zagrali w sobotę doskonały mecz, będąc zespołem we wszystkich liniach lepszym od renomowanego lidera. Zamierzenie zostało zrealizowane, aczkolwiek przy odrobinie szczęścia obydwa punkty mogły powędrować do Opola. Ruch przegrał pojedynek z Górnikiem i… OTWARŁY SIĘ WROTA PRZED ODRĄ do wicemistrzowskiego tytułu.
 
Pisałem po meczu ze Śląskiem że grająca na stojąco Odra przy lepszym przeciwniku wypadłaby o wiele lepiej (Odra pokonała wówczas w meczu sparingowym wrocławski Śląsk w stosunku 8:2; 11 września 1960 r. - red.). Słowa te znalazły pełne potwierdzenie w sobotę w Warszawie.
 
Naszpikowana aż 7 olimpijczykami Legia nie była, jak się ogólnie mówiło, przed meczem w Warszawie zdecydowanym faworytem. Odra pokazała tam, że potrafi grać i to grać dobrze. Wystarczy, że wspomnę o zachowaniu się wielotysięcznej rzeszy kibiców Legii, którzy raz po raz nagradzali piękne i udane zagrania opolan rzęsistymi brawami. Sympatia publiczności była po stronie biało ubranych piłkarzy z Opola. Nie było to zresztą wynikiem z gruntu złej gry legionistów, którzy przecież przeprowadzili wiele niebezpiecznych ataków na bramkę Ksciuka. Sympatię zyskali sobie opolanie za piękną postawę całego zespołu, za elegancką grę poszczególnych zawodników, za wreszcie „utrzymanie w cuglach” grających szybko napastników Legii.
 
Olimpijczycy warszawskiego zespołu nie „pograli sobie” w sobotę. Gadecki i Brychczy zostali „zastopowani” przez prawie bezbłędnie grające tyły zespołu opolskiego. Brejza i Wrzos byli w tym meczu nie do pokonania. Grali niezwykle spokojnie, panując przez cały czas trwania tego pojedynku nad sytuacją. Kściuk w bramce dał się zaskoczyć zaledwie jeden raz, kiedy to piłka strzelona w zamieszaniu podbramkowym przez Gadeckiego znalazła drogę do siatki. Winy naszego golkipera dopatrywać się tutaj nie można, gdyż był on w tym momencie zasłonięty przez kilku innych zawodników.
 
Pomoc – para Blaut-Prudło, znana jest ze swej dobrej, ofensywnej gry. I w tym spotkaniu zagrali oni doskonale, wspierając to defensorów, to napastników. Nic więc dziwnego, że napastnicy Legii z niezwykle szybkim Brychczym na czele nie potrafili znaleźć drogi do świątyni Kściuka.
 
Do poziomu swoich kolegów dostroił się i Strociak na prawej stronie obrony. Wystarczył on na dwóch napastników Legii Nowaka i Boguszewskiego. Ci również sobie „nie pograli”.
 
Na trybunach słyszało się głosy: „Skąd Odra wzięła taką obronę?”. Nie wzięła, nigdzie jej nie szukała. Nasi defensorzy poczynili ogromne postępy i z tego najwięcej należy się cieszyć.
 
Atak był zwykle najlepszą częścią w opolskim zespole. I tym razem nie zawiódł, aczkolwiek nie wybijał się ponad pozostałe formacje. Najsłabiej wypadł w tej linii Bania, który jeszcze nie wrócił do formy. Reszta zagrała na mniej więcej równym poziomie, choć najbłyskotliwszy był Gajda, siejąc zamęt na tyłach wojskowych. Wielokrotnie ogrywał Zientarę, Woźniaka i Grzybowskiego, wyrabiając pozycje strzeleckie swoim kolegom. Ci strzałów nie żałowali, aczkolwiek jeden z nich tylko trafił do siatki dobrze broniącego Fołtyna.
 
Jarek zagrał nieźle, mimo, że nastawił się raczej na kolegów. Coś mu strzałowo w Warszawie nie wychodziło.
 
W sumie Odra stanowiła zespół silniejszy i powiedziałbym nawet precyzyjniejszy. Jeden jedyny błąd jaki chcę tu wytknąć opolanom, to zła taktyka końcowej części spotkania. Należało wysunąć ze dwóch napastników na desant i starać się o szybkie przenoszenie gry z własnego przedpola.
 
Jak padły bramki?
 
Oddanych strzałów przez obie strony było dużo. Dwa z nich tylko znalazły drogę do siatki. Pierwszym strzelcem był w 40 minucie gry Stemplowski, który nie zmarnował sytuacji wypracowanej przez doskonale atakującego Gajdę. Strzał w górne okienko był przedniej marki i Fołtyn nawet nie drgnął, aby zamknąć drogę piłce do siatki.
 
Po tym sukcesie wojskowi rozkleili się zupełnie, i gdyby nie dobra gra ich bramkarza, bramek mogło być więcej.
 
O bramce Gadeckiego już pisałem. Sprzyjająca w tym wypadku sytuacja dla wojskowych wynika ze zbyt krótkiego uwolnienia z obrony. Bramka ta była niepotrzebna. Widzieliśmy już dwa punkty. Trudno, musi wystarczyć ten jeden, który i tak mówi o wielkim sukcesie Odry w Warszawie.
 
Należy sobie życzyć, aby opolanie zagrali tak jak w Warszawie i w Opolu. Tutaj bowiem grać będą w trzech kolejnych meczach.
 

Tabela ligowa po 16. kolejce Sezonu 1960

 

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online