Górnik Zabrze - Odra Opole 1:2 (15. kolejka, Sezon 1960)Mecz Górnik Zabrze – Odra odbędzie się w sobotę i liczyć należy, że stworzy to dodatkowe możliwości dla opolskich kibiców, którzy tłumnie zjawią się na stadionie zabrskim. A jak będą kibice, będzie i doping, który dodaje każdemu spotkaniu dodatkowego smaczku. Opolscy kibice słyną z tego, że na własnym terenie lubią szanować gardła. Na wyjeździe chcą i umieją robić używek z narządów mowy. Dziwni kibice… („Trybuna Opolska”, nr 184 z 4 VIII 1960) – w powyższy sposób reklamował nadchodzący hit kolejki dziennikarz „TO” Mariusz Gągola.

Dosyć oryginalne to było…ale skuteczne. W sobotnie popołudnie (6 sierpnia 1960 r.) na stadionie przy ul. Roosevelta zebrało się ponad 20 tys. widzów, wśród której 1/3 głośno dopingowała „przyjezdnych”. Przy takiej oprawie, aż się chciało grać!
 
Wynik – mimo wszystko - był niespodzianką. Spodziewano się bowiem ostrej reprymendy ze strony reprezentantów Czarnego Śląska za ich wysoką porażkę w Opolu (4. kolejka, 4:1 – red.). Tymczasem po bramkach Engelberta Jarka i Bernarda Blauta sensacja stała się faktem. Zabrzan było stać jedynie na honorowe trafienie Erwina Wilczka.
 
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” ze spotkania Górnik Zabrze – Odra Opole  (nr 187 z 8 VIII 1960):
 
 
 
15 kolejka: 06.08.1960 Górnik Zabrze – Odra Opole 1:2 (Wilczek 80 – Jarek 35, Blaut 50)
 
Skład: Kściuk, Prudło, Brejza, Wrzos, Blaut, Klik, Skopek, Jarek, Gajda, Piechaczek, Stemplowski
 
 
 
Niesforne to „dziecię” z tej opolskiej Odry. Zaskakuje wciąż dużego formatu niespodziankami. Tydzień temu zdołała i to z wielkim trudem zremisować, w sobotę zdobyła się na dużej klasy wyczyn i wywiozła z samej jaskimi zabrskiego lwa oba punkty.
 
Mecz toczył się przy 20-tysięcznej widowni, wśród której obecni również byli m.in. selekcjonerzy PZPN, z samym Krugiem na czele. Temu ostatniemu do gustu przypadła gra Blauta i Jarka (patrz wywiad w niedzielnym „Sporcie”). My natomiast rozciągnęlibyśmy tę opinię na pozostałych 9 członków opolskiej drużyny. Zagrali bowiem w sobotę, jeśli to tak można określić, bezbłędnie. Zarówno bowiem debiutant Skopek na prawym skrzydle jak i stary wyjadacz bramkarski Kściuk nie mieli słabych momentów.
 
Tym razem plan taktyczny, przewidujący utrzymanie przez pełne 90 minut otwartej gry, okazał się nad wyraz skuteczny. Po strzeleniu przez Blauta drugiej bramki opolanie ani myśleli bronić się za podwójną gardą i wciąż całą piątką operowali w przodzie. Rzucenie się w tym okresie do panicznej obrony przynieść mogło zgoła inny skutek.
 
Również częściowe przemeblowanie składu opolskiej drużyny dokonane przez trenera Wieczorka okazało się bardzo skuteczne. W Zabrzu rolę prawego obrońcy i „hamulca” zapędów szybkiego i dobrego technicznie Lentnera powierzono Prudle. Jego miejsce w pomocy zajął uniwersalny Franek Klik. Obaj zawodnicy z powodzeniem wywiązali się z trudnych zadań. Na prawym skrzydle wystąpił młody Skopek. Wprawdzie przy atletycznie zbudowanym Hajduku wyglądał jak jego syn, niemniej pograł sobie niezgorzej. Atleci, jak wiadomo, bywają nie najzwrotniejsi, natomiast talent Skopka mieści się u niego właśnie w szybkich nogach, z których z powodzeniem robił użytek.
 
Kściuk był w Zabrzu świetny. Dobry na „linii” swojej świątyni, a także na przedpolu, wyjaśniając tam z powodzeniem wiele groźnych sytuacji. Specjalne uznanie należy się mu za obronę rzutu karnego. Kściuk, jak się to mówi fachowo wyczuł Pohla i wybił nogą w pole jego celny, niemniej trochę słaby strzał. A propos karnego. Niewątpliwie interwencja Brejzy na polu karnym „przeciwko” Pohlowi nie była najbardziej czysta. Ale dlaczego sędzia Biernacik czuł wstręt i nie podyktował karnego za bardziej złośliwy faul Hajduka na Jarku? Z tej akcji prawy łącznik gości najprawdopodobniej zdobyłby gola. Ot i sprawiedliwość.
 
Zabrzanie, którzy wczoraj wypadli niewątpliwie poniżej normy, mieli częściowo pecha. Trzykrotnie groźne strzały napastników trafiały w poprzeczkę lub słupek. Na to oczywiście nie ma rady. Opolanie okazali się bardziej precyzyjnymi strzelcami. Zarówno strzał Jarka, po jego pięknym przeboju, a także bomba Blauta z odległości 25 m były nie do obrony. Druga bramka miała w zasadzie decydujące znaczenie. Zabrzanie wyraźnie zwątpili w swe siły i oddali inicjatywę gościom. Niezbyt świetnie spisujący się do tej pory Pohl przestał zupełnie grać. Jedynie Lentner i Wilczek próbowali ratować sytuację. Bramka zdobyta przez Wilczka w końcowej fazie gry (80 min.) nie mogła już zmienić ustalonego porządku rzeczy. Na wyrównanie zabrakło po prostu czasu i sił…Zresztą opolanie bronili się w tym czasie świetnie, zwalniając umiejętnie akcje w polu. Końcowy gwizdek sędziego powitał z największą radością Kściuk, robiąc przed swą bramką klasyczną stójkę.
 
Dwa słowa winien jestem publiczności zabrskiej. Bardzo surowa i bardzo obiektywna. Trochę przypomina naszą opolską. Niech tylko pupile zagrają gorzej niż oczekiwano, z miejsca sympatią obdarza się gości. Dla swoich zostają jedynie ostre gwizdy i wiązanki okrzyków podobnych w swej treści do stosowanych w innych dzielnicach naszego kraju. Nikt z sympatyków mistrza Polski nie miał wątpliwości, że mimo tych czy innych „ale”, zwycięstwo przypadło drużynie lepszej. Tą lepszą była w sobotę opolska Odra, która znów awansowała w ligowej tabeli i zajmuje po 15 kolejce trzecią lokatę! Oby tak dalej…
 
----------------

(15. kolejka): 06.08.1960 Górnik Zabrze – Odra Opole 1:2 (Wilczek 79 – Jarek 34, Blaut 49)

Zabrze, stadion Górnika – Sobota, godz. 18.00

Sędzia: Stanisław Biernacki (Kraków)

Widzów: 15 tys.

Górnik: Joachim Szołtysek (Bernard Śliwka 52), Edward Olszówka, Stefan Floreński, Henryk Hajduk, Marian Olejnik, Jan Kowalski, Henryk Szalecki (Henryk Blaga 32), Ernest Pohl*, Edward Jankowski, Erwin Wilczek, Roman Lentner; Trener – Augustyn Dziwisz

Odra: Franciszek Kściuk, Henryk Prudło, Henryk Brejza, Ryszard Wrzos, Zygfryd Blaut, Franciszek Klik, Wolfgang Skopek, Eugeniusz Piechaczek, Franciszek Stemplowski, Engelbert Jarek, Norbert Gajda; Trener – Teodor Wieczorek

* W 66 min. Franciszek Kściuk obronił jedenastkę wykonywaną przez Ernesta Pohla.

 

„Sport”

Obrońcy tytułu wśród drużyn "środka"

Zabrze. Górnik przegrał na swoim boisku. Przegrał spotkanie, które mógł przynajmniej zremisować. Przed przerwą miał bowiem więcej z gry, również w końcówce wywalczył sobie przewagę w polu. Poza tym dwie poprzeczki i słupek świadczyć mogą o pechu. No i wreszcie rzut karny w 66 min za faul na Pohlu. Poszkodowany będąc sam wykonawcą umożliwił Kściukowi obronę niezbyt silnego strzału.

A więc pech? Nie, nie pech. O ile jeszcze poprzeczki i słupki mogą świadczyć o szczęściu Odry, to zmarnowanie rzutu karnego było prostą konsekwencją słabej dyspozycji strzałowej Pohla, któremu nie należało powierzać egzekucji. Nadawał się do niej lepiej Lentner, gdyż był on jedynym napastnikiem Górników posiadającym dynamit w nogach.

Górnik przegrał spotkanie taktycznie. Oczywiście, Opolanie wiedzieli co może ich czekać w Zabrzu i nastawili się z góry na dokładne krycie. Ale szczelność bloku obronnego, formującego się szczególnie ściśle przed przerwą była właśnie wynikiem ślamazarnej gry napadu zabrskiego, który hamując tempo, umożliwiał przeciwnikom koncentracje. Zła gra formacji ofensywnej nie miała swojego źródła jedynie w słabej formie Jankowskiego. Środkowy napastnik nie był orłem, ale nie raził tak bardzo na tle całej reszty. Cóż z tego że Pohl starał się rozgrywać jeśli zbyt długo przetrzymywał piłkę, zbyt wiele wózkował a gdy już wreszcie doszedł do strzału to był ona anemiczny. Takimi „bombami” nie tylko Kściuka, ale i mniej wprawnego bramkarza trudno zmusić do kapitulacji. Raz podobał nam się Ernest w całej pełni, kiedy będąc sam przed bramką przejął trudną piłkę i sprytnie skierował ją w róg. Tym razem był to jednak pech, ze otarła się o słupek i weszła w pole. Poza tym strzały Pohla wskazywały, ze nie jest on w pełni sił.

Jak na złość cała reszta zaraziła się grą „w chodzonego”. Wilczek który podobał nam się kiedyś, dla swojego młodocianego temperamentu również gubił się w niepotrzebnych sztuczkach technicznych. Nic dziwnego, że Lentner, który wykazywał najwięcej wigoru niewiele mógł zdziałać, gdyż nie zawsze otrzymywał piłki. Kunktatorstwem marnowano sytuacje, nadające się na zaskoczenie. A wreszcie w pierwszej połowie grano z uporem jedną stroną, unikając długich przerzutów, które pojawiły się dopiero wówczas, gdy miało się nóż na gardle. Gdyby Górnik grał od pierwszej chwili tak jak w kilkunastu ostatnich minutach, kiedy piłkę oddawano znacznie szybciej, przerzucano ją i szukano pozycji bramkowych, wówczas nie straciłby obu punktów.

Błędem było chyba również ustawienie Pohl-Szalecki względnie Blaga i Wilczek–Lentner. Czy nie należało z miejsca zostawić Ernesta na lewym łączniku, jak zrobiono to w drugiej połowie? Szalecki nie zdołał nas przekonać, a do Blagi trudno mieć pretensje. Pomoc Kowalski-Olejnik przez długi okres grała bardzo dobrze. Imponował nam szczególnie swoją niezmordowaną pracowitością Olejnik. Kowalski grał rozsądnie i pozostawił dobre wrażenie. Luki jakie powstawały od czasu do czasu na środku pola, były wynikiem niechęci łączników do cofania się.

W obronie Floreński nie jest jeszcze w swej najlepszej formie nie widzieliśmy przede wszystkim dawnej szybkości toteż Jarek mógł swobodnie przejechać wzdłuż obrońców i z lewej strony strzelić spokojnie w prawy róg. Olszówka miał sporo dobrych momentów i kilka słabszych, a Hajduk, którego powitano gwizdami nie był bynajmniej gorszy. Jako całość defensywa nie była dostatecznie szczelna i nie dawała sobie rady z szybkimi przerzutami, stosowanymi przez napastników Odry.

Szołtysek nie był może winien utracie bramek, ale jego gra nie budzi zaufania. Wyrzuca piłki w pole często niecelnie, a co gorsza, nie troszczy się o nie więcej i spokojnie odwraca się tyłem, nie zdając sobie sprawy, że sprytny przeciwnik zaskoczy go momentalnym strzałem, którego lotu nawet nie zobaczy. Zastępujący go Śliwka robił co mógł i jak mógł. A braków stylowych ma sporo.

Odra grała mądrze wykorzystując taktyczne błędy przeciwnika. Obrońcy ostro blokowali, Klik z pomocy pilnował pieczołowicie Pohla. Wrzos, Pudło i Brejza energicznie wkraczali nie dopuszczając napastników Górnika do swobodnego strzału i wykorzystując jego kunktatorstwo. Blaut potwierdził naszą opinie, ze jest obiecującym piłkarzem. Już znacznie wcześniej polował na bramkę, jednak nie wyszło mu. Czuliśmy, ze jak dojdzie do strzału, to bramkarz Górnika nie będzie miał powodu do radości. I tak też się stało. Strzał ze stosunkowo dalekiego dystansu był ostry i trudny do odparowania. Atak opolan grał rozsądnie. Nie bawił się w zawiłe kombinacje lecz szybkimi długimi piłkami zdobywał z rozmachem teren. Trójka środkowa Gajda-Jarek-Piechaczek dobrze się rozumiała, była zdecydowana i energiczna. Operowano głównie wypadami, pamiętając o blokowaniu w obronie. Jedynie po przerwie był krótki okres ciągłej ofensywy opolan. Skrzydła mniej rzucały się w oczy. Stemplowski lepszy niż Skopek. W całości Odra mimo optycznej przewagi górników nie pozostawiła wrażenia drużyny, która wygrała jedynie szczęściem. Opolanie dobrze wywiązali się ze swojego zadania, prezentując bardzo dobre kwalifikacje piłkarskie. Kibice Odry mieli pretensje o podyktowanie rzutu karnego. Niestety, za faul na polu karnym jest tylko jedna kara i ta była słuszna, tak jak dręczyło nas pytanie, czy faul Hajduka w 19 minucie nie miał znamion przewinienia karnego.

Tadeusz Maliszewski, „Sport” nr 104, 7 sierpnia 1960 (za wikigornik.pl)

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online