Zaproszenie na spotkanie Polonia Bytom - Odra Opole (Sezon 1960)Miesięczną przerwę w rozgrywkach reprezentanci Białego Śląska spędzili na szlifowaniu formy w spotkaniach towarzyskich. Ich wyniki były jednakże nierówne: porażki z Cracovią Kraków 0:2, Stalą Nysa 2:3, pogrom chorzowskiego Ruchu 8:1 (5 bramek Norberta Gajdy, który w meczu z Polonią Bytom nie zagrał z powodu kontuzji barku) oraz remis z Aufbau Magdeburg 2:2.

Ciężko było zawyrokować jak opolanie zaprezentują się na „niewygodnym” boisku w Bytomiu. Te zaś faktycznie (dosłownie!!!) ciążyło „niebiesko-czerwonym” w niedzielne popołudnie (24 lipca 1960 r. – red.). Błotnista murawa uniemożliwiła podopiecznym Teodora Wieczorka prowadzenie normalnej gry, zmuszając zawodników do chaotycznej kopaniny.    
 
Być może dzięki temu w Bytomiu padło aż 6 bramek, a 3 tysiące widzów mogło być zadowolonych z dramaturgii zapasów. Remis – z przebiegu całego spotkania – można uznać za wynik sprawiedliwy, który wzbogacił obie jedenastki o kolejny punkt (Odra – 14 pkt., 4 pozycja; Polonia B. – 12 pkt., 7 miejsce – red.).
 
„Trybuna Opolska” (nr 175 z 25 VII 1960) nt. wspomnianych zawodów pisała:
 
 
 
13 kolejka: 24.07.1960 Polonia Bytom - Odra Opole 3:3 (Liberda 23,60, Jóźwiak 35 – Klik 10,71, Jarek 17)
 
Skład: Kściuk (Białek), Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut, Stemplowski (Skopek), Jarek, Klik, Piechaczek, Bania (Stemplowski)
 
 
 
 
Boisko bytomskiej Polonii nigdy nie zaliczało się do cacek „architektonicznych”, wczoraj jednak przedstawiało żałosny widok. Jedynie większe fragmenty zielonej murawy koło chorągiewek (kornerowych) nadawały się ewentualnie do eksploatacji. Pozostały teren pokryty był wodą i po kilkunastu minutach w przenośni i dosłownie przypominał bajorko.
 
W tym stanie rzeczy o wielu zamierzonych i niezamierzonych akcjach decydował przypadek. Piłka bowiem mierzona dokładnie do partnera w jednym wypadku osiągała zamierzony cel, w innym kopnięta z tą samą siłą przerywała swój lot w połowie drogi.
 
Sam mecz był bardzo emocjonujący, nawet można powiedzieć zgoła dramatyczny. Opolanie wystartowali świetnie i po początkowym badaniu sił i zamierzeń przeciwników, przeszli do błyskawicznego uderzenia i już w 17 minucie prowadzili 2:0. Był to swojego rodzaju majstersztyk, jako że pierwszy strzał, który zresztą wylądował w bramce bytomian, oddany został dopiero w 10 min. Klik świetnie wypuszczony przez Jarka sprytnie przytrzymał piłkę i widząc wybiegającego z bramki Szymkowiaka, posłał piłkę obok niego do siatki. W 7 minut później Jarek zdecydował się na kilkunastometrowy rajd. Zgubił po drodze 2 depczących mu po piętach przeciwników i w chwili, gdy wszyscy myśleli, że zagra do wychodzącego na pozycję Piechaczka, oddał zaskakujący strzał przy którym „Szymek” znów nie miał nic do powiedzenia. Przyznać trzeba, że Polonia była wyraźnie załamana takim obrotem sprawy. Opolanie mieli nadal wyraźną przewagę i gdyby jeszcze mocniej przycisnęli, mieli szansę na podwyższenie wyniku. W okresie popisowej gry Odry Polonii udał się jednak wypad i dzięki celnemu strzałowi Liberdy nastroje na boisku uległy zdecydowanej zmianie. Bytomianie uwierzyli w siebie. Opolanie stracili dużo ze swej pewności.
 
W 33 minucie wydarzyła się fatalna kraksa. Otóż Kempny próbował dosięgnąć piłki, którą miał już na rękach Kściuk. Bytomianin zamiast dać za wygraną i przeskoczyć opolskiego bramkarza, wparował w niego w pełnym biegu. Efekty okazały się opłakane. Obaj zawodnicy zostali zniesieni z boiska a Kempny doznał prawdopodobnie złamania nogi. Już w 2 minuty później stan meczu brzmiał 2:2. Zagapienie się obrony wykorzystał Jóźwiak, który z paru metrów uzyskał wyrównanie.
 
Po przerwie Polonia wyraźnie przygniotła i miała 2-krotnie świetne okazje do strzelenia bramek. Jednakże Jóźwiak, a później Lukoszczyk z kilku metrów przestrzelili. Dopiero w 62 minucie dobrze grający Liberda zdecydował się na solowy przebój. Wykołował obronę i z kilku metrów celnie strzelił. Część widowni uznała ten gol za przysłowiowy „gwóźdź do trumny”. Istotnie opolanie nie mogli się pozbierać i przez kilka minut sprawiali wrażenie zupełnie wytrąconych z konceptu. Jednak nie wszyscy uznali, iż wszystko stracone. Szczególnie Skopek, który zmienił po przerwie Banię rwał do przodu i robił „nastrój”.
 
W 71 minucie po ładnej centrze Stemplowskiego Jarek ładnie „zagłówkował”. Niestety, w poprzeczkę. Piłka jednak spadła na nogę Klikowi, który bardzo spokojnie skierował ją do siatki.
 
Chociaż do końca meczu brakowało jeszcze 20 minut, nikt, łącznie z piłkarzami, nie wierzył w dalszą zmianę wyniku. Aktorzy spotkania bowiem dobywali resztek sił, aby tylko utrzymać się na nogach. Brodzenie w błocie po kostki okazało się nadzwyczaj wyczerpujące.
 
Przyznać jednak trzeba, że ostateczny rezultat, jak nigdy, okazał się wyrokiem sprawiedliwym. Bo chociaż bytomianie mieli więcej okazji do strzelenia bramek, to znów opolanie grali skuteczniej i częstokroć efektowniej. Wykazali też dużą odporność nerwową, która pozwoliła im wyrównać stan meczu na 3:3. To samo zresztą można powiedzieć o przeciwnikach…
 
Z opolan ponad poziom wybijali się wczoraj Wrzos, Brejza i Blaut. Dobrze wypadł Skopek. Wyraźnie bez formy są Bania i Strociak.
 
Z bytomian pierwsze skrzypce grał Liberda, zdobywca 2 bramek. Podobał się również Grzegorczyk. Niekulturalnym zachowaniem zwracał powszechną uwagę, znany już szeroko w kraju, prawy łącznik inż. Trampisz.
 
Polonia Bytom - Odra Opole 3:3 (Sezon 1960)

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online