Odra - Pogoń (Sezon 1960, 5:1)Pierwsza kolejka rundy rewanżowej odbyła się jeszcze w czerwcu 1960 r. w Opolu. Czas i lokalizacja okazały się bardzo korzystne dla podopiecznych Teodora Wieczorka.

Zwyżkująca forma Eugeniusza Piechaczka oraz - wracającego do wysokiej dyspozycji po kontuzji - Franciszka Stemplowskiego przyczyniły się do bardzo wysokiego zwycięstwa nad szczecińską Pogonią. Odrębną kwestię stanowi osoba Engelberta Jarka. Swoimi trzema bramkami (szóstą, siódmą i ósmą w Sezonie ’60) udowodnił wszystkim niedowiarkom, iż plotki o jego słabszej dyspozycji można wsadzić między bajki.
 
Sobotnie spotkanie (18 czerwca 1960 r. – red.) zgromadziło na trybunach tylko 6 tys. widzów. Z pewnością jednak nikt z obecnych nie mógł narzekać na brak emocji. Pogoń mimo ambitnej gry i „szokującej” bramce w pierwszych sekundach meczu, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki z „niebiesko-czerwonymi”. Ci, którzy pamiętali potyczkę obu jedenastek w Szczecinie (padł wówczas wynik 0:0 – red.) musieli przyznać, iż od tego czasu opolska Odra poczyniła spore postępy w rzemiośle futbolowym.
 
Dzięki zwycięstwu z Pogonią reprezentanci województwa opolskiego awansowali w ligowej tabeli na 4. pozycję. Przed nią znajdowały się jedynie: Legia Warszawa (19 pkt.), Ruch Chorzów (17 pkt.) oraz Stal Sosnowiec (14 pkt.).
 
Poniżej przedstawiamy relację ze spotkania Odra Opole – Pogoń Szczecin („Trybuna Opolska”, nr 145 z 20 VI 1960):
 
 
 
 
12 kolejka: 18.06.1960  Odra Opole – Pogoń Szczecin 5:1 (Jarek 17, 28 k., 49 k., Piechaczek 70, Stemplowski 76 – Anioła 1)
 
Skład: Białek, Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut, Stemplowski, Jarek, Gajda (Klik), Piechaczek, Bania
 
 
 
Sobotni pojedynek przedstawicieli Ziem Zachodnich zaczął się zgoła sensacyjnie. Tuż po gwizdku sędziego, szczecinianie przeprowadzili atak zakończony strzałem Anioły, po którym piłka wylądowała w siatce Białka. Na widowni szalona konsternacja. Przecież inaczej wyobrażano sobie przebieg tego spotkania.
 
W tej chwili można toczyć akademicką dyskusję, jaką rolę spełniła utrata przez Odrę bramki. Raczej pozytywną. Przekonała chyba dostatecznie opolan, że to nie przelewki i na zwycięstwo trzeba będzie solidnie zapracować. Już do przerwy byliśmy świadkami ambitnych wysiłków Odry, która po główce Jarka i rzucie karnym egzekwowanym również przez tego zawodnika objęła prowadzenie 2:1.
 
Przysłowiową kropkę nas „i” postawił znowu Jarek, który z karnego podwyższył wynik na 3:1. Po tej bramce nikt już na widowni nie wątpił, że zasłużone zwycięstwo przypadnie w udziale opolskiej jedenastce.
Szczecinianie, którzy do tej pory bronili dość skutecznie dostępu do swej świątyni, załamali się psychicznie i pozwolili jeszcze dwukrotnie umieścić piłkę w bramce. Najpierw Piechaczek chytrze wykorzystał podanie Klika, a później to samo uczynił Stemplowski, który w pełnym biegu strzelił nie do obrony.
 
Sobotni pojedynek był wielkim popisem długonogiego Blauta. Zagrał on dosłownie bezbłędnie i walnie przyczynił się do sukcesu swej drużyny. Zaimponował doskonałym ustawianiem się, świetnymi podaniami i żelazną kondycją. Blaut był niewątpliwie najlepszym zawodnikiem na boisku.
 
Jarek zdobył trzy gole. Jak na jeden mecz to dużo. Hat trick pozwoli temu świetnemu napastnikowi ubiegać się o tytuł najlepszego snajpera extra klasy. Poniżej „normy” wypadł Gajda. Słusznie też jego miejsce zajął po przerwie Klik. Z jego wypracowań padły też ostatnie dwie bramki. Garść pretensji skierować można natomiast pod adresem Bani. Jest wprawdzie po kontuzji, niemniej podniebne bomby z najdogodniejszych sytuacji nie wystawiają mu najlepszego świadectwa. Musi również popracować nad centrami. Sobotnie były mało dokładne (za długie) i chwały autorowi nie przysporzyły. Reszta zespołu na normalnym poziomie.
 
Pogoń, która grała w naszym mieście po raz pierwszy, nie pozostawiła po sobie złego wrażenia. Szczecinianie nie mieli w pojedynku z Odrą za dużo szczęścia i przegrali bardzo wysoko.. Nawet za wysoko jak to „dyktował” przebieg gry. Jednym z lepszych piłkarzy Pogoni był ex opolanin Mielniczek. Do przerwy grał na dobrym poziomie. Po utracie trzeciej bramki i on stracił ochotę do gry. Obaj bramkarze, do przerwy Konarski, po przerwie Mendalko nie budzili zaufania. Z napastników najwięcej podobał się środkowy Anioła. Reprezentacyjny junior Kielec niczym specjalnie nie zaimponował. Gdyby napastnicy szczecińscy byli bardziej zdecydowani w sytuacjach podbramkowych mieli szanse na uzyskanie dalszych bramek.
 
Sobotni mecz nie należał do najbrzydszych pojedynków ligowych, jakie stoczono w Opolu w tym roku. Przypaść do gustu mogło przede wszystkim ostatnie 25 minut gry. W tym okresie opolanie przeprowadzili kilkanaście ładnych ataków.
 
Ze spotkania Odra - Pogoń (Sezon 1960, 5:1)

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online