Spotkanie ligowe pomiędzy Odrą Opole a Gwardią Warszawa (Sezon 1960; 1:0)12 czerwca 1960 r. rozegrana została ostatnia kolejka I rundy Sezonu ’60.

Odra Opole po wysokiej porażce z Ruchem Chorzów spadła na 7. miejsce. Pojedynek z Gwardią Warszawa dawał wszakże opolanom nadzieję na wzbogacenie ligowego konta. Warszawianie zajmowali spadkową – 11. pozycję – jednakże do „niebiesko-czerwonych” tracili tylko 2 punkty. Przed spotkaniem z „harpagonami” w obozie „gospodarzy” panował umiarkowany optymizm. „Trybuna Opolska” (nr 136 z 9 VI 1960) pisała:
      
Gwardia to taki sobie zespół „starszych” panów, niemniej w formie bardzo niebezpieczny.
 
Powyższe słowa okazały się… po części prawdziwe. Gwardia do spotkania przystąpiła bardzo dobrze przygotowana i to ona przez większą część meczu dyktowała warunki gry. Szczęściem dla opolan, warszawscy napastnicy mieli rozregulowane celowniki, zaś „gospodarzom” wyszła jedna akcja, która w efekcie przyniosła 2 punkty.
 
Zwycięstwo nad „harpagonami” wywindowało Odrę na niezłe, 6. miejsce w tabeli. Nierówna – w wykonaniu podopiecznych Teodora Wieczorka – runda zakończyła umiarkowanym sukcesem.
 
„Trybuna Opolska” nt. wspomnianego meczu pisała (nr 139 z 13 VI 1960):
     
 
 
 
12 kolejka: 12.06.1960: Odra Opole – Gwardia Warszawa 1:0 (Piechaczek 10)
 
Skład: Białek, Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut, Gajda, Jarek, Klik, Piechaczek, Stemplowski
 
 
 
Wczorajszy mecz z warszawską Gwardią miał dla opolan kolosalne znaczenie. Dalsza strata punktów oznaczała spadek do grupy spadkowej. Z tych względów Odra przystąpiła do tego pojedynku nerwowo „podminowana”. Aż do ostatniej minuty ten stan napięcia utrzymywał się, co wcale nie sprzyjało rozwinięciu przez Odrę normalnej gry.
 
Mecz zakończył się zwycięstwem Odry, niemniej 6.000 kibiców straciło dużo nerwów, drżąc o końcowy rezultat. Już w 10 minucie ładną akcję zakończył Piechaczek celnym strzałem i jak się okazało była to jedyna bramka dnia. Później mimo dogodnych sytuacji, ani opolanom, ani warszawianom nie udało się zmusić do kapitulacji dobrze i szczęśliwie broniących bramkarzy.
 
Gwardia okazała się przeciwnikiem bardzo trudnym. Goście grali szybko, dość sprawnie rozgrywali piłkę i w sytuacjach podbramkowych byli niebezpieczni. Fama o złapaniu przez „harpagonów” formy nie okazała się wcale wyssana z palca. Gwardia może się uważać nawet w pewnym stopniu pokrzywdzona ostatecznym rezultatem. TYM RAZEM SZCZĘŚCIE UŚMIECHNĘŁO SIĘ DO ODRY.
 
Opolanie nie mogli w niedzielę zachwycić. Grali jakoś anemicznie i bez polotu. Zarówno atak, jak i obrona miały sporo przestojów. Wprawdzie Brejza mimo, że jest po kontuzji, spełnił zadanie, to znów wyraźnie obniżył loty lewy obrońca Wrzos. Popełnił on wczoraj dużo błędów i omal nie strzelił Białkowi samobójczej bramki. Piłka na szczęście trafiła w słupek i wyszła w pole. W tej linii na duże słowa pochwały zasłużył Białek, który kilkakrotnie popisał się wspaniałym refleksem. On to wczoraj był piłkarzem nr 1 opolskiej jedenastki.
 
W ataku działo się różnie. Były momenty, że opolanie z dziecinną łatwością forsowali obronę Gwardii, a i nie do rzadkich należały wypadki, iż nie mogli dojść do 18-tki. Stosunkowo najrówniejszą formę wykazali Jarek i Stemplowski. Również Piechaczek popisał się kilka razy świetnymi strzałami.
 
Mecz nie był na pewno ładny. Zbyt dużo szamotaniny i zbyt duża stawka spotkania obniżyły jakość pojedynku. Zawodnicy grali ostro, a sędzia nie zawsze umiał się znaleźć. Przykrej kontuzji zerwania ścięgna, doznał lewoskrzydłowy Baszkiewicz. Gwoli prawdy trzeba jednak dodać, że był to zwykły przypadek. W momencie upadku nie był on atakowany przez nikogo.
 
A teraz dwa słowa o przebiegu spotkania. Początek spotkania przynosi przewagę Odry. Gospodarze kilkakrotnie niebezpiecznie atakują i już w 10 minucie akcję Blaut-Klik-Piechaczek, kończy ten ostatni celnym strzałem. Za kilkanaście sekund Klik ma świetną okazję do podwyższenia wyniku, ale z najbliższej odległości pudłuje. W 15 minucie Hachorek celnie strzela, ale Białek skutecznie piąstkuje. W minutę później zamieszanie pod bramką gospodarzy. Wrzos usiłuje interweniować, ale piłka schodzi mu z nogi i trafia w słupek. W 25 min. kontuzji ulega Baszkiewicz. Na jego miejsce wchodzi Paczkowski. W pięć minut później znów piekielny strzał Hachorka obroniony z najwyższym trudem przez Białka.
 
Po przerwie stroną atakującą są znów opolanie. Dwukrotnie Piechaczek kończy akcje strzałem, ale Stefaniszyn jest na posterunku. Mniej więcej od dwudziestej minuty Gwardziści mocno przygniatają. Widzowie nerwowo obgryzają paznokcie patrząc na ataki gości i niezbyt skoordynowaną obronę Odry.
 
Białek jest stale w opałach. W 77 min. omal nie padła bramka dla Gwardii. Hachorek przechodzi na lewą stronę, podaje do Szarzyńskiego, a ten z paru metrów na szczęście dla gospodarzy, nie trafia w bramkę. Do 90 minuty trwa napór warszawian. Końcowy gwizdek sędziego witają z ulgą zarówno widzowie, jak i piłkarze.
 
Tabela ligowa po 11. kolejce (Sezon 1960)

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online