Spotkanie "Odra" Opole - "Wisła" Kraków (Sezon '60, 4:0)1 czerwca 1960 r. opolska Odra zmierzyła się na własnym stadionie z krakowską Wisłą Obie jedenastki w poprzedniej kolejce straciły punkty („Odra” przegrała z ŁKS-em, a Wisła ze Stalą Sosnowiec – red.).

Dla „miejscowych” jak i „przyjezdnych” spotkanie miało ogromny ciężar gatunkowy. Wisła” zajmująca po 8. kolejkach czwartą pozycję (9 pkt. – red.), chciała doskoczyć do prowadzących Legii Warszawa i Stali (po 11 pkt. – red.). „Niebiesko-czerwoni” (7 pkt. – red.) chcieli zaś znaleźć się w tzw. „grupie pościgowej”. Zwycięstwo dla obu jedenastek liczyło się niemal podwójnie.
 
Z tej wojny nerwów zwycięsko wyszli reprezentanci Białego Śląska. Zwycięstwo choć wysokie, nie przyszło łatwo. O ostatecznym wyniku spotkania zadecydowało ostatnie 20 minut. Świetną partię rozegrał Eugeniusz Piechaczek, który strzelił swoją trzecią i czwartą bramkę w Sezonie ’60. Nie gorzej zaprezentowali się Engelbert Jarek i Norbert Gajda. Nawet rezerwowy Wolfgang Skopek zasłużył na słowa pochwały.
 
Smoki wawelskie zostały „zjedzone” w Opolu, dzięki czemu nadodrzańska drużyna awansowała w tabeli na wysokie czwarte miejsce (tyle samo punktów, lecz gorszy bilans bramkowy miały: Ruch Chorzów, Pogoń Szczecin i Wisła).
 
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” ze spotkania „Odra” Opole – „Wisła” Kraków (nr 130 z 2 VI 1960):
 
 
 
4 kolejka: 01.06.1960 Odra Opole – Wisła Kraków 4:0 (Piechaczek 25, 73, Jarek 70, Gajda 84)
 
Skład: Kściuk, Strociak, Prudło, Wrzos, Popluc, Blaut, Klik, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania (Skopek)
 
 
Wczoraj opolski gród nabył niepisane prawo ozdobienia swych dostojnych murów hasłem: Odra „pan”. Wszystko za sprawą jedenastki piłkarskiej Odry, która pokonała na swym boisku drużynę „Wawelskich smoków”, czyli krakowską Wisłę. Dotychczas takie napisy zdobiły mury Krakowa a treść ich ulegała zależnie od sytuacji zmianie na „Cracovia pany, Wisła dziady” lub odwrotnie. Ponieważ w tym roku Cracovia walczy w II lidze tradycja musiała zostać odroczona, względnie przeniesiona na inny teren, co też uczyniliśmy nie bez satysfakcji. A więc – ODRA „PANY”…
 
JAK DO TEGO DOSZŁO? Wbrew ostatecznemu wynikowi wcale nie tak łatwo. Wprawdzie w 25 minucie przytomny strzał Piechaczka wylądował w siatce Krakusów, ale do 70 minuty nikt za zwycięstwo opolan nie dałby złamanego szeląga. Akcji na boisku nie reżyserowali bowiem jedynie gospodarze, a w dość poważnym stopniu goście, którzy jednak nie umieli wykorzystać swej przewagi w polu. Z łatwością dochodzili do 16-tki, tutaj jednak kończył im się wszelki „pomyślunek”. Od czasu do czasu jedynie uzyskanie rogu wskazywało, że krakowianie nie rezygnują z końcowego sukcesu.
 
70 minuta stała się punktem zwrotnym, tego bardzo ważnego dla obu drużyn, pojedynku. Wrzos, który w pogoni za swym skrzydłowym zapędził się aż pod bramkę Leśniaka, zdobytą piłkę scentrował na pole karne. Ten trochę nieoczekiwany manewr zaskoczył obrońców Wisły, którzy biernie przyglądali się jak szybki Jarek dopadł do piłki i silnym strzałem podwyższył wynik na 2:0. Od tego momentu inicjatywa przeszła w ręce, a raczej nogi gospodarzy. W ostatnich 20 minutach zaprezentowali oni cieszącej się z sukcesu widowni football na dobrym poziomie. A więc zaskakujące ataki rozgrywane na szybkość, celne podania, świetną grę skrzydłami, przerzuty akcji na „drugą” stronę i inne elementy składające się na to, co zwiemy nowoczesną grą.
 
Trzeci gol był bodajże golem dnia. Tuż za linią oznaczającą połowę boiska, Piechaczek otrzymał dokładne podanie od Jarka, poszedł na przebój i mimo interwencji Michela, który próbował dokonać na opolaninie stripteasu zdobył efektowną bramkę. Ostatni punkt dla swego zespołu wywalczył Gajda z dość ostrego kąta. Piłka silnie strzelona trafiła w słupek i wpadła do bramki. Zegar boiskowy w tym momencie wskazywał 84 minutę i na dorzucenie piątej bramki zabrakło po prostu czasu. Zresztą ostateczny wynik jest imponujący i wydatnie poprawił humory piłkarzy opolskich, jak i ich konto bramkowe.
 
Poziom meczu nie był nadzwyczajny. Nigdy w ligowych pojedynkach nie należy oczekiwać jakichś efektownych fajerwerków technicznych, przecież na wagę złota są przede wszystkim punkty. Niemniej coś niecoś oczekiwać się powinno od kadrowiczów. Z tych ostatnich szczególnie słabo wypadł Monica. Ludziska się dziwią, że potrafimy np. w Moskwie doznać katastrofalnej porażki 1:7. Jeśli jednak reprezentacyjny obrońca da się ogrywać w „prawo i lewo” w ligowych pojedynkach, to skąd ma on stanowić zaporę nie do przebycia w meczach międzypaństwowych, gdzie wymagania są o nieco większe. TO TAK NA MARGINESIE…
 
Opolanie zagrali wczoraj bardzo ambitnie. Dobrze spisała się obrona z Prudłą na czele. Dzięki niej Kściuk w zasadzie nie był narażony na większe niebezpieczeństwo. Inna sprawa, że napad Wisły nie miał, jak już wspomnieliśmy, atomowego rozmachu. W ataku opolskim nie było wybijających się jednostek; wszyscy niemal grali dość równo. Nawet junior Skopek, który wszedł na miejsce kontuzjowanego Bani, nie zawiódł nadziei. Wydaje się aktualnie lepszy od swego rówieśnika Kleszcza.
 
Dużą zaletą piątki napastników było to, że potrafili w dużym stopniu wykorzystać wypracowane pozycje i oddać silne strzały, z których cztery były nie do obrony.
 
Z Wisły na wyróżnienie któregoś z zawodników byłoby dużym ryzykiem. Grali ostro, niezbyt efektownie.
 
Nie popisali się sędziowie. Zarówno sędzia główny, ob. Pawlik, jak i boczni zrobili dużo „krzywdy” opolanom. Co najmniej trzy pozycje odgwizdane jako spalone, były zagrane zgodnie z przepisami gry. Tym razem, chociaż nigdy nie zdradziliśmy tendencji do krytykowania wysokiej Temidy, ZGŁASZAMY PROTEST. Tego rodzaju „gwizdanie”, jakiego byliśmy świadkami wczoraj, niewiele ma wspólnego z bezstronnością i musi sprzyjać ostrej grze, której ofiarą padł wczoraj znów Bania.
 
 Tabela po 9. kolejce (Sezon '60)
     

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online