Zapowiedź pojedynku pomiędzy "Odrą" Opole a "Legią" Warszawa (6. kolejka, Sezon '60)W niedzielne późne popołudnie (15 maja 1960 r.), Odra Opole podejmowała na własnych „śmieciach” dotychczasowego lidera – warszawską Legię. W obecności 15 tysięcznej widowni (przy bardzo pięknej pogodzie) „gospodarze” pechowo TYLKO (!) zremisowali.

„Goście”, którzy dotychczas w całych rozgrywkach nie doznali porażki (jedyny stracony punkt w potyczce z ŁKS-em w 4. kolejce; 0:0 – red.) powinni mówić o dużym szczęściu. Podopieczni Teodora Wieczorka byli drużyną przeważającą i tego dnia bez wątpienia lepszą.
 
Niestety, ponownie odezwał się „stary” wróg opolan – nieumiejętność wykańczania tzw. „setek”. Gdyby nie wspomniany fakt, bramkarz Legii Stanisław Fołtyn musiałby co najmniej pięciokrotnie wyciągać piłkę z siatki. Szczęście w tym wypadku „niebiesko-czerwonym” nie dopisało. Wicelider w tabeli (przed 6. kolejką- red.) - ku niepocieszeniu zgromadzonej widowni - jedynie zremisował z drużyną „przyjezdnych”.
 
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” z w/w spotkania (nr 115 z 16 V 1960):
 
 
 
 
6 kolejka: 15.05.1960 Odra Opole – Legia Warszawa 0:0
 
Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Blaut, Prudło, Stemplowski, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania
 
 
 
 
Szczęście niestety nie zawsze sprzyja lepszym. Tymi lepszymi byli wczoraj bezwzględnie opolanie, zdołali jednak utargować po wyczerpującym pojedynku „tylko” 1 punkt. Dwukrotnie poprzeczka, a trzy razy nerwy nie pozwoliły napastnikom Odry w zdobyciu decydującej bramki. Te wszystkie pięć wielkich okazji, czego nie można pominąć, wypracowane zostały w dużym stylu, po rzeczywiście nowoczesnych kombinacjach.
 
Szeroko reklamowana defensywa Legii nie miała w tych wypadkach wiele do powiedzenia. Husarskie natarcie opolskich bombardierów sprawiło, że nawet renomowani kadrowicze Zientara i Grzybowski zgubili się i wybijali piłkę byle dalej. Boczni obrońcy również kilkakrotnie zostali „szpetnie” ograni przez Stemplowskiego i Banię.
 
Rozmach i poziom pierwszej części spotkania był bardzo wysoki. Takiej piłki w Opolu dawno nie oglądano, nic też dziwnego, że oklasków raczej nie skąpano. Środkowa trójka gospodarzy Jarek-Gajda-Piechaczek spisywała się w tym czasie znakomicie. Wierzono święcie, że bramka Fołtyna, broniącego zresztą doskonale, zostanie zdobyta. Niestety, jak się później okazało, ostatnią z wielkich okazji nie wykorzystał w 44 minucie Jarek, a później tj. w drugiej połowie świątynia warszawian nie znajdowała się już w większym niebezpieczeństwie. Losy tego spotkania mogły i powinny się były rozstrzygnąć w tym okresie gry.
 
II część meczu była, prawdę mówiąc nudna i nieciekawa. Oczywiście ostrzejsze zagrania Legionistów nie mogły dodać walce rumieńców. Była to, jak świetnie określił jeden z kibiców, sieczka ligowa. Wzdychano ogólnie do końcowego gwizdka i pięknych zagrywek z pierwszej połowy.
 
Legia zawiodła oczekiwanie opolskich sympatyków piłkarskich. Trudno było doszukać się różnicy klasy między np. Zientarą czy młodziutkim Blautem, względnie Grzybowskim a Brejzą. Ten piłkarz pretendował zresztą wczoraj do miana najlepszego zawodnika na boisku.
 
A teraz w telegraficznym skrócie o przebiegu spotkania. Grę rozpoczyna Legia, ale Odra z miejsca przystępuje do huraganowych ataków. W 7 min. Stemplowski ładnie centruje, a Piechaczek główką strzela w poprzeczkę. W 20 min. Jarek ładuje bombę z 20 m i Fołtyn ledwo ledwo wybija piłkę w pole. Trzy minuty później znów popisowa akcja Opolan. Kombinację z Gajdą kończy Stemplowski strzałem w poprzeczkę. 10 minut później Piechaczek główką strzela obok słupka. Legioniści odgryzają się, ale niezbyt groźnie. Dopiero w 40 min. Kściuk jest w dużym niebezpieczeństwie. W idealnej sytuacji, kilka metrów od bramki piłkę otrzymuje Błażejewski, ale zdenerwowany gubi piłkę. Na minutę przed końcem ostatnia wielka okazja Odry. Jarek robi szybki rajd po skrzydle, mija obrońców i z kilku metrów ostro strzela. Piłka łamie ręce Fołtynowi i trafia w poprzeczkę.
 
Po przerwie na zielonej murawie nudy i ostra gra. Linie defensywne obu zespołów grają bez zarzutu a zmęczeni napastnicy nie mogą zdobyć się na jakąś zaskakującą akcję. Jedyny godny zanotowania fakt to wpisanie Zientary za ostrą grę do czarnego kajetu.
 
Walka Norberta Gajdy pod bramką "gości" ("Odra" - "Legia" 0:0, Sezon '60)

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online