''Budowlani" - "Górnik" 1:1 (1958)Po bardzo nieudanym spotkaniu z warszawską „Legią”, 27 lipca 1958 r. opolanie mieli podejmować na własnych „śmieciach” mistrza Polski. „Górnik” Zabrze w obecnym sezonie nie był tak silny kadrowo jak w Sezonie ’57 (po 12-tu kolejkach 7. pozycja – red.). Mimo to „gospodarze” mieli duży respekt przed rywalem, remis przyjmując w „ciemno”.

Spotkanie wykazało – po raz już kolejny – ogromną słabość napadu. Jan Frasek wprawdzie zdobył bramkę ale całe spotkanie zagrał słabo. Bez kontuzjowanego Jarka podopieczni Teodora Wieczorka jakby zapomnieli jak się strzela bramki. Jedynie „Stal” Sosnowiec miała z tym większe problemy.
 
Pomimo remisu, „Budowlani” w dalszym ciągu okupowali 11. pozycję (9 pkt.), tracąc punkt do 9. „Wisły” Kraków i 10. „Polonii” Bydgoszcz. Co ciekawe, w trzynastej kolejce pierwsze swoje zwycięstwo zanotowali Sosnowiczanie (2:0 z „Lechią” Gdańsk – red.), którzy mogli w ten sposób „pochwalić” się 5-cio punktową zdobyczą w całych rozgrywkach.
 
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” ze spotkania „Budowlani” – „Górnik” (nr 177 z 28 VII 1958):
 
13 kolejka: 27.07.1958 Budowlani Opole - Górnik Zabrze 1-1 (Frasek 8 – Kowal 34 k.)
 
Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło, Klik, Frasek, Popluc, Stemplowski, Bania, Spałek
 
 
Pierwszy po przerwie rozgrywkowej mecz Budowlanych w Opolu, mający kolosalne znaczenie dla przyszłych losów opolskich ligowców, nie przyniósł tak bardzo upragnionego zwycięstwa. Zwycięstwo nie przychodzi samo. Trzeba o nie umieć, a przede wszystkim chcieć walczyć. Tej właśnie woli zwycięstwa i ambicji nie widzieliśmy niestety u szeregu piłkarzy Budowlanych. Celowali w tym szczególnie Popluc i Bania, co przy równoczesnej wyraźnej niedyspozycji Stemplowskiego i słabej grze Fraska praktycznie biorąc sprawiło, że atak Budowlanych przeprowadzał chaotyczne, raczej przypadkowe akcje, rozbijane przez bezpardonowo grających obrońców Górnika. Najlepszą linię Budowlanych stanowiła pomoc Klik-Prudło, przy czym szczególnie Klik walczył z wielką ambicją i dobrymi piłkami zasilał swój niemrawo grający atak.
 
Z obrońców stosunkowo dobrze wypadli Wrzos i Brejza. Kściuk bronił zupełnie dobrze i imponował chwytami górnych piłek.
 
Górnik grający bez swych asów Pohla i Lentnera jest cieniem świetnego zespołu z roku ubiegłego. Atak gra wolno bez dynamiki, a poszczególni napastnicy grają indywidualnie. Obrońcy Górników wkraczają w akcję twardo, choć interwencje Franosza nosiły cechy wyraźnej brutalności. W sumie Budowlani nie umieli zdobyć się na grę, która przyniosłaby im zwycięstwo, bo uzyskany remis nie zmienia ich bardzo złej pozycji w tabeli.
 
Mecz rozpoczął się od ataków Budowlanych, którzy kilkakrotnie mieli świetne okazje do uzyskania bramek. W 8 min. Spałek zostaje sfaulowany na polu karnym i po źle strzelonym przez Stemplowskiego rzucie karnym Frasek odbitą przez Kaczmarczyka piłkę umieszcza w siatce i uzyskuje prowadzenie dla swych barw. Po zdobyciu bramki tempo gry wyraźnie spada. Dopiero w 34 min. gry nieoczekiwanie dla wszystkich sędzia dyktuje rzut karny przeciwko Budowlanym za bardzo wątpliwy faul Wrzosa. Jedenastkę pewnie strzela Kowal i wyrównuje stan meczu 1:1.
W drugiej połowie Budowlani uzyskali przewagę. Wielokrotnie pod bramką Górnika powstawało olbrzymie zamieszanie, ale ani jeden z napastników nie umiał zdobyć się na celny strzał.
 
Jedynie niezmordowany Spałek próbował zmienić wynik, ale przy współudziale tak słabych partnerów nie mógł uzyskać zwycięskiej bramki.
 
Osobna wzmianka należy się trójce sędziowskiej, a w szczególności sędziemu głównemu p. Kocznerowi. Kilka jego dziwnych decyzji, tolerowanie brutalnej gry ze strony obrońców Górnika, a nawet niezareagowanie na wyraźne zagranie piłki ręką przez obrońcę Górnika wywołało na widowni burzę protestów, a u zawodników zdenerwowanie. Takie prowadzenie zawodów godzi w dobre imię arbitrów i może doprowadzić do incydentów, którym zapobiec gospodarzom w takiej sytuacji jest bardzo trudno.
 
Na marginesie spotkania chcemy wspomnieć o Jarku. Zawodnik ten od dłuższego czasu nie bierze udziału w spotkaniach mistrzowskich na skutek kontuzji. Jednak jak się orientujemy Jarek wg orzeczenia lekarzy jest już zupełnie zdrów i nawet trenował w ubiegłym tygodniu. Czyżby więc Jarkowi nie zależało na losie jego macierzystego klubu? Wydaje się, że w tak trudnej sytuacji należałoby wykazać więcej ambicji i poświęcenia, a mniej zarozumialstwa i fałszywych ambicji.
 
Tabela I ligi (13 kolejka - 1958)

 

(13. kolejka): 27.07.1958 Budowlani Opole – Górnik Zabrze 1:1 (Frasek 8 – Kowal 32 k.)

Opole - Niedziela

Sędzia: Koczner (Gdańsk)

Widzów: 6 tys.

Budowlani: Franciszek Kściuk, Zbigniew Strociak, Henryk Brejza, Ryszard Wrzos, Henryk Prudło, Franciszek Klik, Jan Frasek,  Hubert Popluc, Zbigniew Bania, Franciszek Stemplowski, Wilhelm Spałek

Górnik: Józef Kaczmarczyk, Antoni Franosz, Stefan Floreński, Henryk Hajduk, Ginter Gawlik, Marian Olejnik, Jan Pieczka, Edward Jankowski, Manfred Fojcik, Edmund Kowal, Henryk Czech; Trener - Zoltán Opata

 

„Sport”

2 karne w Opolu i podział punktów

OPOLE (tel. wł.). Niegościnny jest stadion Budowlanych dla górników z Zabrza. Przegrali na nim większość swych pojedynków z jedenastką Opola. Nawet wówczas gdy zdobywali mistrzostwo Polski. Toteż nie bez racji panowało w Opolu przekonanie, że gospodarze powinni wczoraj powiększyć swoje konto punktów i bramek.

Początek meczu zdawał się potwierdzać te przewidywania. Opolanie żądni rewanżu za przesławne lanie, jakie wiosną otrzymali w Zabrzu, uzyskali z miejsca wyraźną przewagę. Ich napad jakkolwiek brakowało w nim nadal kurującego przewlekłe dolegliwości Jarka, przeprowadzał niezwykle składne kombinacje. Zasilany dokładnymi podaniami obu pomocników, a w pierwszym rzędzie niezmordowanie pracującego Klika, stanowił stałe niebezpieczeństwo dla bramki Kaczmarczyka. Zwłaszcza, że opolanie zerwali wczoraj z charakterystyczną dla naszych ligowców manierą wjeżdżania z piłką do bramki. Strzelali z każdej pozycji i odległości. Najczęściej czynili to Stemplowski, Spałek i odzyskujący swoją dawną formę Popluc. Imponujące były przede wszystkim jego rzuty wolne, które Kaczmarczyk bronił z największym trudem.

Nie trwało długo, a żywiołowy szturm gospodarzy przyniósł efekt w postaci bramki. Stało się to już w 10 min. Spałek zmienił chytrze pozycję z Fraskiem, doszedł w pełnym biegu do prostopadłego podania Popluca i goniącemu go z tyłu Gawlikowi nie pozostało nic innego, jak podciąć przygotowującego się do oddania strzału rywala. Spałek upadł jak kłoda na ziemię, a arbiter wskazał bez namysłu na jedenastkę. Wykonawcą rzutu karnego był Stemplowski. Strzelił co prawda dość precyzyjnie, ale Kaczmarczyk intuicyjnie wyczuł kierunek lotu piłki i odparował ją w pole. Nie na długo jednak zażegnał niebezpieczeństwo. Wyrósł przed nim jakby spod ziemi Frasek i dobitka nieuchronnie wylądowała w siatce.

Prowadzenie dodało gospodarzom najwyraźniej animuszu. Zwiększyli oni jeszcze bardziej swoje natarcie. Nie byli jednak w stanie sforsować po raz drugi defensywy Górnika. Dyrygowana umiejętnie przez Floreńskiego grała coraz uważniej, a w chwilach kiedy gospodarze zwalniali napór pomagała swym kolegom z ataku w budowaniu akcji zaczepnych. Jedna z nich przyniosła gorącą sytuację na polu karnym opolan, w której „podcięty” został Fojcik. Arbiter po raz drugi w tym meczu zarządził jedenastkę. Kowal był lepszym egzekutorem niż Stemplowski i Kściuk zmylony zwodem nie miał żadnych szans obrony strzału.

Na tym skończyły się w zasadzie emocje tego pojedynku. Zarówno opolanie jak i górnicy dali z siebie wprawdzie wszystko, aby rozstrzygnąć go na swoją korzyść, ale ich wysiłki nie przyniosły żadnego efektu. Wynik remisowy utrzymał się do końca.

Właściwie dobrze się stało, że żadnej ze stron nie udało się zdobyć zwycięskiej bramki. Podział punktów był najbardziej sprawiedliwym odzwierciedleniem przebiegu wydarzeń na boisku. Obaj rywale grali mniej więcej na jednakowym poziomie. Dobrze w pierwszej połowie i słabo po zmianie stron. Zabrzanie byli nieco lepsi technicznie, opolanie szybsi i bardziej bojowi. Jedni i drudzy zmarnowali też po dwie znakomite okazje do zdobycia dalszych bramek. Spośród opolan zaprzepaścili je Frasek i Spałek, w Górniku Czech.

Na osobny rozdział zasłużył arbiter meczu p. Koczner. Prowadził on zawody bez zarzutu wydając w każdej sytuacji trafne orzeczenia. Szkoda, że część widzów nie rozumiała lub też nie chciała rozumieć jego intencji. Doszło nawet do tego, że w pewnym momencie na boisko posypały się jabłka, odpadki i małe kamienie. Ofiarą tego ataku padł Klik. Trafiony kamieniem w głowę upadł, a następnie musiał na pewien czas opuścić boisko. Na szczęście szybka interwencja porządkowych i funkcjonariuszy MO położyła kres tym incydentom i pod koniec spotkanie toczyło się znowu w sportowej atmosferze.

STANISŁAW WOJTEK, „Sport” nr 90 z dnia 28 lipca 1958 (za: wikigornik.pl)

----------------------------------------------------------------------

„Przegląd Sportowy”

Nudna gra w Opolu przyniosła rywalom po punkcie.

Każdorazowe pojedynki opolskich budowlanych z Górnikiem Zabrze należały do rzędu ciekawych i emocjonujących. Nic też dziwnego, że na trybunach opolskiego stadionu mimo upalnego dnia zebrało się ponad 6 tys. widzów spragnionych dobrej gry. Trzeba od razu dodać, że większość zebranej widowni liczyła w skrytości ducha na sukces swych pupilów. Marzenie opolskich kibiców było zupełnie uzasadnione. Przecież Górnik to już nie ten zespół, który przed rokiem wywalczył mistrzostwo Polski, a skład tej drużyny jest obecnie poważnie wyszczerbiony na skutek dyskwalifikacji Pohla, Lentnera i Szaleckiego. Opolanie mimo to nie potrafili wykorzystać tak doskonałej okazji i z trudem uzyskali wynik remisowy 1:1. Mecz stał na bardzo słabym poziomie. Zawodnicy obu drużyn prześcigali się w niedzielę w niedokładnych podaniach i niecelnych strzałach. Jeśli dodamy do tego, że aktorzy pojedynku nie starali się wnieść do gry ani krzty ambicji, otrzymamy obraz meczu. Początek spotkania zapowiadał raczej sukces gospodarzy. Budowlani ruszyli z miejsca do ataku, jakby chcieli już w pierwszych minutach rozstrzygnąć losy spotkania. W tym okresie widzieliśmy kilka ładnych zagrywek i ostrych strzałów. W 8 min. Spałek został sfaulowany na polu karnym Zabrza i sędzia dyktuje jedenastkę dla Opola. Stemplowski strzela - piłkę odbija Kaczmarczyk, a nadbiegający Frasek bez większego trudu umieszcza ją w siatce. Wynik 1:0 utrzymuje się do 32 min. Wtedy to właśnie sędzia dyktuje karny, za wątpliwy faul Wrzosa na Fojciku. Rzecz jasna, górnicy nie zmarnowali tej doskonałej okazji i Kowal wyrównał na 1:1. Od tego momentu nuda zaczęła wiać z opolskiego stadionu. Zawodnicy obu zespołów jak gdyby pogodzili się z rezultatem 1:1, grali do końca meczu bardzo ospale. W zespole Górnika najlepszą formacją była para pomocników Olejnik - Gawlik. W zespole opolskim wyróżnić należy jedynie twardo i ambitnie grającego Klika.

„Przegląd Sportowy” nr 119, 28 lipca 1958 (za: wikigornik.pl)

 

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online