Odra przegrywa w Bydgoszczy... 27 marca 1960 r. „niebiesko-czerwoni” doznali niespodziewanej porażki ze strony Polonii Bydgoszcz. Niespodziewanej… gdyż nikt w obozie „gości” nie przypuszczał, iż drużyna Mariana Norkowskiego postawi jakieś szczególnie trudne warunki gry. Dotychczas bowiem (po 2. kolejkach) bydgoszczanie znajdowali się na ostatnim miejscu w ligowej tabeli, z zerowym dorobkiem punktowym. Ku uciesze ok. 20 tys. miejscowych kibiców, „Poloniści” PRZEŁAMALI się w spotkaniu z beniaminkiem.

Rewanż podopiecznych Teodora Wieczorka za „niedzielę cudów” w Sezonie ’58, (w wyniku której „Poloniści” utrzymali się w I lidze kosztem „Odry” – red.) okazał się zupełnie nieudany. Bydgoszczanie po raz kolejny udowodnili, iż na własnym boisku są niezwykle niebezpieczni dla wszystkich.
W wyniku porażki, reprezentant tzw. Białego Śląska spadł na 9. pozycję, tylko lepszym stosunkiem bramkowym wyprzedzając w tabeli swego rywala.
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” ze spotkania (nr 74 z 28 III 1960):

3 kolejka: 27.03.1960 Polonia Bydgoszcz - Odra Opole 2:1 (Stachowiak 57, Norkowski 70 – Jarek 20 k.)
Skład: Białek, Strociak, Brejza, Wrzos, Klik, Blaut, Stemplowski, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania


Po dwu remisach uzyskanych przez piłkarzy Odry w tegorocznych mistrzostwach, przyszło im wczoraj zaznać goryczy porażki.

Należy od razu stwierdzić, że wynik 1:2 jest jak najbardziej słuszny i sprawiedliwy. Gdyby opolanie zainkasowali nawet większą ilość bramek, nie mogliby również mówić o jakimś pechu.

Drużyna opolska, która przyjechała do Bydgoszczy jako faworyt, zagrała bardzo słabo, zwłaszcza w drugiej połowie. Zespół opolski zatracił swą dawną bojowość, był dziwnie ospały i powolny. Formacje obronne Odry, które do tej pory stanowiły zaporę trudną do sforsowania nawet dla najlepszych ataków krajowych, były wczoraj tylko cieniem. Linia ataku natomiast stanowiła zlepek nie rozumiejących się zawodników, ze strony których bramce Burchardta nie groziło poważniejsze niebezpieczeństwo.

Opolanie walczą z Polonią Bydgoszcz

Zespół Polonii, który do dnia wczorajszego był czerwoną latarnią w naszej ekstraklasie, mógł zaimponować dwudziestotysięcznej widowni dużą ambicją i wolą walki. Walory te, poparte niezłą kondycją, wystarczyły w zupełności na powalenie z nóg reprezentantów białego Śląska. Gospodarze nie bawili się w żadne zawiłe kombinacje. Grali przez cały mecz twardo i zdecydowanie. Długimi prostopadłymi podaniami zdobywali szybko teren, a co najważniejsze, napastnicy nie bali się strzelać. Nic też dziwnego, że pod bramką Białka dochodziło co kilka minut, zwłaszcza w II połowie, do bardzo gorących spięć, a że goalkeeper opolski skapitulował tylko dwa razy zapisać można na konto szczęścia i dobrego dnia.

Początek meczu raczej nie zapowiadał przegranej Odry. Wprawdzie przez pierwsze pięć minut gospodarze dość mocno przygnietli, ale defensywa opolska w pierwszym okresie nie pozwala napastnikom miejscowym na oddanie celnego strzału.

Po tym okresie gra się wyrównała i atak opolski zaczyna coraz częściej hasać na przedpolu bramki Burchardta, jednak z wykończeniem akcji było bardzo źle.

W 20 minucie Stemplowski egzekwuje rożny z prawej strony. Piłkę przejmuje na głowę Blaut i strzela. Nieuchronnie lądującą już w bramce piłkę wybija w ostatniej chwili ręką obrońca Dziadek. Sędzia dyktuje rzut karny, który pewnie wykorzystał Jarek. W 38 minucie Stemplowski zostaje ostro podcięty przez Murzyna. W starciu tym opolanin doznaje kontuzji i do końca spotkania już prawie statystuje. W tym czasie Armknecht przedziera się na przedpole opolan i oddaje potężną bombę, którą Białek wspaniale paruje na róg. Bramkarz opolski miał wczoraj swój dobry dzień i za swe udane interwencje zbierał oklaski przy otwartej kurtynie.

Po pauzie, kiedy na ogół liczono się z możliwością zdobycia drugiego gola przez drużynę gości, Polonia ruszyła z impetem do ataku tworząc coś w rodzaju „zamka” hokejowego. Boguś dwoi się i troi, ale obrona opolska gra coraz słabiej i nie jest w stanie zapobiec katastrofie.
Najpierw Armknecht strzela ostro z lewej strony w poprzeczkę, a dobitka nie pilnowanego przez nikogo Stachowiaka grzęźnie nieuchronnie w siatce Odry.

W 13 minut później opolanie przeprowadzają jedną z dość nielicznych akcji, którą Bania kończy strzałem. Jednak Burchardt jest na posterunku. Natychmiastowy kontratak Polonii przynosi drugą i jak się później okazało, zwycięską bramkę dnia.
Norkowski otrzymuje dalekie podanie, ogrywa dość łatwo Brejzę i nie daje Białkowi żadnych szans. Jest więc 2:1.

Opolanie zagrali bodajże najsłabszy mecz na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Na wyróżnienie w Odrze poza wspomnianym już Białkiem zasługują jedynie Blaut za grę w pierwszej połowie i Jarek.

Polonia wygrała zasłużenie i dowiodła, że jej stadion będzie i w tym roku równie trudny do zdobycia. W ambitnie grającej jedenastce zwycięzców na specjalne wyróżnienie zasługuja przede wszystkim Norkowski, Boniek, Jędrzejczak i Armknecht.

Jan Morawiak

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online