"Odra" - "Zawisza" 3:0 (Sezon 1959)

9 sierpnia 1959 r. do Opola zawitała jedenastka bydgoskiej „Zawiszy”. Mimo, iż w 12. kolejce bydgoszczanie napsuli sporo krwi „Śląskowi” Wrocław (ulegając ostatecznie 2:3 – red.), zdecydowanym faworytem spotkania była „Odra”.

I faktycznie… podopieczni Teodora Wieczorka (w obecności 4 tys. widzów) pewnie pokonali przyjezdnych, w stosunku 3:0. Jedynie do skuteczności, a raczej do JEJ BRAKU miejscowi obserwatorzy mogli mieć pretensje. Gra napastników w dalszym ciągu wymagała „jakościowej” poprawy. Dotyczyło to również tej miary sportowca jakim był Engelbert Jarek, którego formę (zresztą… nie tylko jego) zganiono w prasie regionalnej.

Nagana pomogła! Kilka dni później, w towarzyskim pojedynku z I-ligową „Polonią” Bytom padł wynik 5:1 (16 sierpnia 1959 r. – red.), a Jarek ustrzelił w nim hat-tricka.
 
Poniżej przedstawiamy relację „Trybuny Opolskiej” ze spotkania „Odra” Opole – „Zawisza” Bydgoszcz (nr 189 z 10 VIII 1959):
 
 
 
 
13 kolejka: 09.08.1959 Odra Opole – Zawisza Bydgoszcz 3:0 (Kwiatkowski 9 sam., Jarek 37, Popluc 72)
 
Skład: Kściuk, Prudło, Brejza, Wrzos, Blaut, Popluc, Frasek (Strociak), Jarek, Klik, Stemplowski, Bania
 
 
Po ostatnim występie opolan w Nowej Rudzie, gdzie Odra zademonstrowała formę jakiej od dawna oczekują rzesze jej kibiców, z wielką nadzieją szedłem wczoraj na boisko, z nadzieją ujrzenia pięknej gry, która byłaby zapowiedzią możliwości Odry na przyszłość. Bo to przecież o ligę chodzi, a nie o punkty do utrzymania przodownictwa w tabeli.
 
Szedłem ochoczo, pewien, że zobaczę dobry futbol – a tymczasem… zobaczyłem mizerną grę obu zespołów, no i rzecz oczywista zawiodłem się sromotnie. Piłkarze Odry zwyciężyli i zapisali na swoje II-ligowe konto dalsze dwa punkty, utrzymując przodownictwo w tabeli. Wielu co bardziej zaprzysiężonych kibiców opolskiego zespołu zapewne nie zechce się zgodzić ze mną, a raczej z moją oceną. Wielu powie, że przecież chodzi o punkty, a te w niedziele zostały zdobyte. Tak istotnie, ale w jakim stylu?
 
Oceniając grę zespołu opolskiego, trudno pominąć gości. Jest to słabiutki zespół, nie posiadający linii obronnych. To co widzieliśmy w wykonaniu defensorów gości, wyglądało raczej na próbę „kopania w piłkę”. Zupełnie brak zdecydowania i częste zagrywki zagrażające własnej bramce – to było to, co – i tutaj przechodzę już do oceny naszego zespołu – powinno pomóc opolskim napastnikom. W jednym wypadku pomogło: pierwsza bramka strzelona dla opolan przez obrońcę gości, lecz dalej – nie bardzo.
 
Napastnicy Odry byli tym razem jeżeli nie najsłabszą, to bardzo słabą formacją zespołu. Na dobrą sprawę z tej linii wyróżnić można jedynie środkowego – Klika za jego niezmordowaną pracę, za olbrzymi wysiłek jaki włożył w grę. Reszta? Frasek, Stemplowski i Bania żenująco słabi a przy tym powolni. Jarek posiada czasami zagrywki godne piłkarza o pewnej klasie, bywa to jednak wtedy, kiedy chce grać, a w niedzielę niestety chyba nie chciał.
 
Zbyt mocno może ganię opolskich piłkarzy, zbyt surowo może oceniam ich poziom w niedzielnym spotkaniu. I tu muszę się zastrzec. To co piszę wypływa li tylko z troski o dalsze losy opolskiego – NASZEGO ZESPOŁU w walce o powrót do ekstraklasy.
 
Aby dalej nie ganić przejdę do bloku defensywnego. Ta linia zasłużyła na pochwałę. Szczególnie podobał się Wrzos za swoje zdecydowane wejścia w akcję, oraz za ustawiczne wspieranie linii ofensywnych celnymi podaniami. Brejza, Prudło i Kściuk, choć ten ostatni tylko raz musiał poważnie interweniować grali dobrze i pewnie. Po przerwie wyróżnić trzeba jeszcze Strociaka, który był wszędzie tam, gdzie jego obecność była konieczna, był nawet pod bramką przeciwnika i strzelał.
 
Na koniec tej dość surowej oceny parę słów o całym zespole. Wydawało się, że nasi piłkarze są przemęczeni. Szczególnie uwidoczniało się to w okresach ofensywy gości – nasi zawodnicy byli w takich razach bardzo powolni i niejednokrotnie skóra cierpła na plecach. Ale to już sprawa trenera, może rzeczywiście opolanie nie znoszą „braku powietrza” co dawało się odczuwać nawet na trybunach, może są jeszcze inne powody. Wdawać się w to nie będziemy.
 
HISTORIA 3 BRAMEK
 
Grę rozpoczynają goście z wielkim animuszem. Jeszcze dobrze nie ucichł gwizdek sędziego rozpoczynający niedzielny pojedynek, a już zanotować musiałem korner dla gości. Skończyło się wszystko na poprzeczce, ale nasi piłkarze przekonali się, że bydgoszczanie nie przyjechali do Opola aby lekko oddać dwa punkty.
 
Podnieciło to opolan, którzy zerwali się do kontrataków. Już w 9 minucie gry „uciecha” na trybunach. To obrońca gości Kwiatkowski skierował piłkę ponad wybiegającym bramkarzem do swojej bramki. Uwidoczniła się słabość tej formacji Zawiszy – czy nasi ją wykorzystają?
 
Atak za atakiem sunie na bramkę Rosińskiego, wszystko jednak kończy się na przedpolu. Brak zdecydowania opolskich napastników idzie w sukurs niepewnej obronie.
 
Na drugą bramkę musieliśmy oczekiwać, przyznam się, w nudach aż 18 minut. Nic się w zasadzie w tym czasie nie działo. Jedynie zanotować można było jeden ostry strzał Bani obroniony nakrywką przez Rosińskiego.
 
W 37 minucie gry jeszcze jeden z licznych ataków opolan. Klik ostro strzelił, lecz piłka odbiła się od obrońcy gości wprost pod nogi Jarka. Reszta była już tylko formalnością. Strzał tego ostatniego nie mógł być obroniony. I dalej do przerwy atakują opolanie, pozwalając gościom od czasu do czasu na niegroźne wypady.
 
Po przerwie obraz gry przedstawia się podobnie z tym, że goście zatracili już szybkość. Gra staje się z minuty na minutę nudniejsza. W 52 minucie zdawało się, że Klik uzyska kolejną bramkę, ten jednak strzelił głową obok pustej bramki.
 
Podwyższenie wyniku udało się dopiero w 72 minucie Poplucowi, który przytomnie skierował centrę z rogu obok bramkarza gości. Stan 3:0 utrzymał się już do końca spotkania.
 
Tabela ligowa po 13. kolejce (Sezon 1959)

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online