Legia - Odra Opole 2:1 (1958) Rundę wiosenną „Budowlani” zakończyli na spadkowej, 11. pozycji. Mimo nikłej straty punktowej do bezpiecznych lokat (do ósmej „Cracovii” opolanie tracili jedynie 2 pkt.), runda rewanżowa szykowała się dosyć niepewnie.

Z wielką nadzieją oczekiwano „przebudzenia” słynnego ataku Jarek-Stemplowski, mocno dotychczas zawodzącego. Ku temu też szły zamierzenia trenera Teodora Wieczorka, który swoim podopiecznym zafundował letni obóz w zamojskim ośrodku Federacji Budowlanych (w I. połowie lipca 1958 r. – red.). Jakie były tego skutki?

Zapraszamy do lektury („Trybuna Opolska”, nr 171 z 21 VII 1958):

12 kolejka: 19.07.1958 Legia Warszawa - Budowlani Opole 2-1 (Ciupa 30, Brychczy 58 – Frasek 40)
Skład: Kornek, Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło, Klik, Frasek, Popluc, Stemplowski, Bania, Spałek

Wiele obiecywali sobie warszawscy kibice piłkarscy po sobotnim pojedynku ligowym Legia – Budowlani. Mecz zapowiadał się ciekawie i na stadion Wojska Polskiego przybyło około 15 tys. widzów, mimo że w najbliższym sąsiedztwie para włoskich tenisistów rozprawiała się z polskim deblem, a na pływalni odbywało się międzynarodowe spotkanie Polska-Francja.

Trzeba od razu powiedzieć, że widzowie zawiedli się w swoich oczekiwaniach. Legia odniosła wprawdzie zasłużone zwycięstwo i zdobyła dwa punkty, ale mecz stał na bardzo przeciętnym poziomie i nie mógł nikogo zadowolić. W zespole wojskowych widziało się co prawda dosyć przyjemne dla oka zagrania, ale tak działo się tylko w głębi pola. Pod bramką Kornka legioniści zapominali jednak o swych finezyjnych schematach. Zespół opolski, poza świetnymi paradami Kornka, nic ciekawego warszawskiej publiczności nie zademonstrował.
Opolanie przez cały czas prowadzili grę defensywną i bronili się wszelkimi możliwymi sposobami. Jeżeli do tego dodać, że gospodarze nie grali na pełnych obrotach to stanie się jasne, dlaczego sobotniego meczu nie można nazwać interesującym widowiskiem.

Budowlani przegrywają w Warszawie


Budowlani mogą być zadowoleni, że skończyło się na porażce 1:2. Przez cały bowiem czas Legia posiadała zdecydowaną, a w niektórych okresach wprost miażdżącą przewagę. Dość powiedzieć, że gospodarze oddali podczas sobotniego meczu 44 strzały, a Budowlani tylko 9. Ten stosunek strzałów mówi o różnicy, jaka istniała na stadionie Wojska Polskiego między drużyną pretendującą do mistrzostwa Polski, a zespołem broniącym się przed spadkiem z ligi.

Siedziałem na trybunie zmartwiony słabą formą demonstrowaną przez Budowlanych i przez długi czas wydawało mi się, że „murowanie” bramki skończy się szczęśliwie dla piłkarzy opolskich. Legioniści strzelali bowiem ile się tylko dało, ale piłka nie mogła znaleźć drogi do siatki. Nawet Brychczy będąc sam na sam z Kornkiem nie zdobył gola.

W 30 min. szczęście opuściło jednak opolskiego bramkarza. Ni to strzał, ni to centra Ciupy przeszła nad zdezorientowanym Kornkiem i wylądowała w lewym okienku. Zdawało się, że wojskowi zachęceni powodzeniem zaczną jeszcze mocniej „dusić” i bramki posypią się jak z rogu obfitości. Tymczasem w okresie „naporu” Legii Frasek wyszedł nieoczekiwanie do przodu i z 30 m strzelił, a Stroniarz ani drgnął. W 58 min. Brychczy z bardzo dużej odległości kropnął jak z katapulty i Legia zdobyła prowadzenie. Rozwiały się wszelkie złudzenia na uzyskanie remisu. Już do końca spotkania na boisku widać było tylko piłkarzy warszawskich.

Na marginesie sobotniego meczu warto podkreślić dobrą formę Brychczego, którego musiało pilnować aż dwóch opolskich obrońców.

 

 

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online