Remis "Odry" Opole ze "Śląskiem" Wrocław (1:1, 1959)19 kwietnia 1959 r. (godz. 16.00) Stadion Olimpijski we Wrocławiu zgromadził 25 tysięczną widownię, oklaskującą piłkarzy „gospodarzy” oraz „gości” z Opola.

Pojedynek dwóch najpoważniejszych kandydatów do awansu nie rozczarował. Przy odrobinie szczęścia „Odra” Opole mogła wyjechać z „gorącego” Wrocławia (nawet!) z kompletem punktów. Jednakże – po raz kolejny – podopieczni Teodora Wieczorka mieli duże problemy z celnym wykańczaniem akcji.
 
Bardzo dobrze w spotkaniu ze „Śląskiem” zaprezentowali się Engelbert Jarek, Franciszek Stemplowski i Bernard Blaut. Nieco mniej szczęścia miał Franciszek Kściuk, który w 70 min. zawodów nabawił się kontuzji, zmuszając swych kolegów z pola do ostrożniejszej gry.
 
Z podziału punktów we Wrocławiu najbardziej skorzystał poznański „Lech”, który wskoczył na pozycję lidera (8 pkt., w bramkach 7:2). Kolejne miejsca zajmowały: „Odra” (8 pkt., 9:4), „Śląsk” (7 pkt., 9:4) oraz rewelacyjna „Arkonia” (7 pkt., 7:4).
 
„Trybuna Opolska” nt. wspomnianego meczu pisała (nr 93 z 20 IV 1959):
     
 
 
 
5 kolejka: 19.04.1959: Śląsk Wrocław – Odra Opole 1:1 (Markiewicz 26 – Stemplowski 39)
 
Skład: Kściuk, Prudło, Brejza, Wrzos, Rogowski, Blaut, Frasek, Jarek, Klik, Stemplowski, Bania
 
 
 
 
A więc remis i po jednym punkcie dla obu rywali. Trudno jednak byłoby nazwać rezultat wrocławski całkowicie sprawiedliwym obrotem sprawy. Przede wszystkim dlatego, że Odra była drużyną bezsprzecznie lepszą i na dobrą sprawę jej należało się zwycięstwo. Przyznawali to zresztą lojalnie bezstronni kibice wiecznego kandydata do pierwszej ligi.
 
Niestety Opolanie nie potrafili cyfrowo uwidocznić swej przewagi, próbując bezskutecznie, zamiast zaskakujących strzałów, wjechać z piłką do bramki. Wprawdzie obrona wrocławska nie jest żadnym objawieniem niemniej dokonanie tej sztuki było jak widać dość trudne.
 
Poza tym jednym zarzutem pisać trzeba o naszej drużynie jak najlepiej. Grała przyjemnie, z głową, dokładnie „bijąc” wyraźnie przeciwnika lepszym wyszkoleniem technicznym i rutyną. Akcje były płynne, pomysłowe i o dziwo nieszablonowe. Defensywa za wyjątkiem paru potknięć walczyła mężnie nie dopuszczając przeciwnika do strzałów. Okazało się to szczególnie ważne od 70 minuty, kiedy w zamieszaniu podbramkowym Kściuk doznał kontuzji karku i każdy strzał nawet lekki groził katastrofą. Popularnego Franka trudno jednak całkowicie rozgrzeszyć za utratę bramki. Wybieg i piąstkowanie okazało się niefortunne. Piłkę wybitą zbyt krótko przejął Markiewicz i skierował do siatko. Był tam wprawdzie Prudło, ale jego próba odparowania piłki głową zakończyła się niepowodzeniem. Mamy wrażenie, że gdyby Prudło próbował przerzucić nad poprzeczką a nie wybijać ją w pole do katastrofy nie doszłoby.
 
Wyrównująca bramka „Stempla” była swojego rodzaju majstersztykiem. Stemplowski dostał piłkę jakieś 25 m od bramki. Nie namyślając się wiele kropnął silnie z półobrotu w samo okienko. Kromiszewski ani drgnął. Jego interwencja ograniczyła się do wyjęcia piłki z siatki.
 
Wrocławianie mieli poza tym trochę szczęścia w 22 minucie kiedy Blaut strzelił w słupek i w 40 minucie kiedy bomba Jarka z rzutu wolnego odbiła się od poprzeczki. Blaut zagrał znów dobry mecz. Apelujemy gorąco o częstsze robienie użytku z prawej nogi. Strzelający silnie pomocnicy są nadal poszukiwani w kraju.
 
Wypada napisać kilka słów o przeciwnikach. Nie są wprawdzie tak dobrzy jak pierwotnie sądzono, niemniej niebezpieczni. W drużynie Śląska brak jednak jakiegoś rasowego strzelca. Wprawdzie Krawiarz ma „kopa” jednakże zbyt dużo myśli o sztuczkach technicznych, lubując się w nieproduktywnym wózkowaniu, mniej natomiast o zaskakujących strzałach.
 
Pojedynek wrocławski był bardzo ciekawy. Szczególnie podobać się musiała pierwsza połowa, kiedy to zawodnicy obu drużyn narzucili niesamowite wprost tempo. Odbiło się to wyraźnie na drugiej połówce, która była dużo wolniejsza, i chyba mniej ciekawa niż pierwsza.
 
A oto krótka historia meczu.
 
Pierwsze 15 minut to szturm wrocławian. Defensorzy opolscy łącznie z Kściukiem są stale w opałach. W 16 min. Krawiarz oddaje atomowy strzał, ale Kściuk jest na posterunku. Gra się wyrównuje i z kolei do natarcia przechodzą Opolanie. Wypad Śląska kończy się w 26 min. niezbyt udaną interwencją Kściuka i Prudły i gospodarze prowadzą 1:0. W 32 min. znów Krawiarz strzela, ale Kściuk broni. Od 29 minuty „zamek” pod bramką Kromiszewskiego. W 39 min. Stemplowski wyrównuje a w 40 i 43 Jarek i Stemplowski przypominają o sobie Kromiszewskiemu.
 
Po zmianie stron tempo wyraźnie spada. Jeszcze w 52 Schnajder jest w dobrej pozycji, ale zwleka ze strzałem. W 2 min. później piłka w siatce Opolan. Na szczęście „spalony”. Wrocławianie nawet nie protestują. W dalszym ciągu płynne akcje Opolan niestety bez wykończenia. W 70 min. po typowym „młynie” rugbowym Kściuk ulega kontuzji i interweniuje odtąd tylko jedną ręką. Defensorzy jednak bronią świetnie dostępu do bramki i wielkich rywali godzi remis.
 
Ze spotkania "Śląsk" - "Odra" (1:1, 1959)

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online