Porażka po heroicznej walce ("Budowlani" - "Ruch" 2:1, Sezon 1958)2 punkty zdobyte na „Wiśle” Kraków na niewiele zdały się „Budowlanym”. Zwycięstwa „Cracovii” Kraków i „Polonii” Bydgoszcz sprawiły, że opolanie w dalszym ciągu okupowali mało zaszczytne 11. miejsce w lidze.

W 16. kolejce podopiecznych Teodora Wieczorka czekała przeprawa z „Ruchem” Chorzów, ciągle jeszcze walczącym (wraz z „Polonią” Bytom i „ŁKS”-em Łódź) o tytuł mistrzowski. Zdawano sobie sprawę, że żadnej taryfy ulgowej ze strony chorzowian nie będzie. Przebieg spotkania pokazał jednak, że „diabeł nie taki straszny”.
 
40-tysięczna widownia była świadkiem dobrego, wyrównanego spotkania, w którym „goście” zasłużyli chociażby na remis. Niestety… w zespole „gospodarzy” strzelecką formą błysnął Eugeniusz Lerch, pozbawiając opolan jakże cennego punktu.
 
Poniżej przedstawiamy relację "Trybuny Opolskiej" ze spotkania (nr 193 z 15 VIII 1958):
 
 
 
16 kolejka: 14.08.1958 Ruch Chorzów - Budowlani Opole 2-1 (Lerch 40, 80 – Bania 30)
 
Skład: Kściuk, Brejza, Prudło, Strociak, Klik, Popluc, Frasek, Jarek, Stemplowski, Bania, Spałek
 
Stanowczo chorzowski stadion nie leży opolanom. Bo cóż z tego, że występy ich należą tutaj do wybitnie udanych, jeśli cenne punkty mistrzowskie wędrują zupełnie niezasłużenie w ręce przeciwników.
 
Wczorajszą porażkę śmiało można zaliczyć do feralnych. Przecież jeszcze na 10 minut przed końcem spotkania wynik był remisowy i nic nie wskazywało na to, że Budowlani pozostawią w Chorzowie oba punkty. Niestety wystarczył jeden błąd dobrze dotychczas broniącego Kściuka, aby wszędobylski Lerch z bliskiej odległości uzyskał drugą, decydującą o zwycięstwie Ruchu bramkę.
 
Pozostałe do końca spotkania 10 minut nie mogły niestety odwrócić klęski, gdyż w następnej minucie kontuzjowany został Jarek, a poza tym od tej pory gra stała się wyraźnie brutalna i myślano już wtedy więcej o ochronie „kości” niż zmianie wyniku.
 
Opolanie grali wczoraj bardzo dobrze. Właściwie to nikt nie spodziewał się, że stoczą z Ruchem wyrównany i porywający pojedynek. Jak widać zespoły zagrożone spadkiem potrafią, jeśli chcą, wykrzesać z siebie tyle ambicji i umiejętności, że nawet tak rutynowane drużyny, jak Ruch, nie mogą być pewne ostatecznego rezultatu. Budowlanym można śmiało za to spotkanie wystawić piątkę za wyjątkiem taktyki, która powiedzmy szczerze, okazała się fatalna.
 
Bo oto wyobraźcie sobie czytelnicy: w pierwszej połowie nasi mają lekką przewagę, świetnie atakują stwarzając pod bramką Wyrobka gorące sytuacje. Jeszcze w 45 minucie przy stanie 1:1 Jarek robi kapitalny przebój i tylko poprzeczka ratuje gospodarzy od utraty bramki. Po przerwie wszyscy oczekują dalszego szturmu gości, a tymczasem Budowlani nie wiadomo dlaczego organizują „obronę Częstochowy”. Ta, jak wiadomo okazała się skuteczna w swoim czasie przed Szwedami, w meczu z Ruchem była pociągnięciem jak najbardziej fałszywym.
 
Tutaj właściwie trzeba szukać przyczyn niezasłużonej porażki. Gdyby opolanie nadal atakowali i prowadzili, jak dotychczas, otwartą grę to, być może, nie tylko by zremisowali, ale, być może, wywieźli 2 punkty. Oczywiście to „gdyby” zawsze pozostaje w sferze tak zwanych domysłów, ale na podstawie tego co zaobserwowaliśmy w pierwszej połowie, mamy pełne prawo tak sądzić.
 
Cóż jeszcze można powiedzieć o wczorajszym meczu. Chyba to, że był ładny, szybki i emocjonujący. Opolanie pozostawili po sobie świetne wrażenie i to był właściwie jedyny sukces, jaki odnieśli w Chorzowie. Dobre i to. Pozwala jakoś raźniej patrzyć w przyszłość i wierzyć, że przy takiej formie wydostaną się w końcu ze strefy zagrożonej spadkiem.
 
W niedzielę mecz z ŁKS, 2 dni temu nie dalibyśmy naszym żadnych szans, po czwartkowym występie w Chorzowie wyrokujemy panowie nic nie wiadomo, w Budowlanych obudził się lew. Oby jego żywot trwał więcej niż jeden dzień.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online