Jan Furlepa - od bohatera do outsidera

Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie wyobrażał sobie, że trzeba będzie stworzyć artykuł podsumowujący pracę Jana Furlepy w Odrze Opole. A jednak stało się! Zarząd podziękował szkoleniowcowi za współpracę w momencie jego największego zawodowego sukcesu. Niech więc to będzie forma pożegnania i choćby niewielkiej rekompensaty za 1,5 roczną pracę w Opolu dzięki, której nasz klub powraca na należne mu miejsce.

Kiedy na początku 2016 roku Jan Furlepa obejmował stanowisko I trenera nie był to wcale jego pierwszy kontakt z Odrą. Jeszcze w 2000 r. sprawował on funkcję asystenta trenera Franciszka Krótkiego. Ogólnie w środowisku piłkarskim jest znany jako "wieczny asystent". W roli drugiego trenera na boiskach ekstraklasy stał u boku Jacka Zielińskiego w Piaście Gliwice, Odrze Wodzisław Śląski, Groclinie Grodzisk Wielkopolski i Polonii Warszawa. Ryszardowi Wieczorkowi pomagał w Piaście Gliwice, a z Dariuszem Kubickim i Robertem Podolińskim współpracował w Podbeskidziu Bielsko-Biała.

W momencie przyjścia do Odry jego trenerska biografia nie powalała. Z jego samodzielnych sukcesów można odnotować wprowadzenie ROW Rybnik do II ligi. Działo się to w 2011 roku i odbyło m.in kosztem Oderki Opole, która była jednym z głównych rywali do awansu.

I wtedy pierwszy raz podziękowano mu za współpracę w sposób, który teraz zszokował kibiców Odry - w momencie osiągnięcia awansu zrezygnowano z jego usług. Oddając jednak sprawiedliwość odbyło się to w cywilizowanej atmosferze i ROW zatrudnił go ponownie w 2014 roku w celu ratowania I ligi. Cel ten nie został jednak przez Furlepę zrealizowany.

W Odrze Furlepa zastąpił na stanowisku Zbigniewa Smółkę i w tamtym czasie wydawało się, że odejście tego dobrego i ambitnego trenera było osłabieniem. Smółkę nie bez powodu zwerbowano dwa szczeble wyżej – do I ligowego Zawiszy Bydgoszcz, a o jego jakości niech świadczy, że na tym poziomie trenuje cały czas, obecnie Stal Mielec. Furlepa miał więc tylko kontyuować to co pozostawił Smółka. A cel postawiony przez zarząd był jasny – awans do II ligi, który oczywiście osiągnięto.

"Podjąłem się zadania wyciągnięcia zespołu z trzeciej ligi i tylko tym warunkowane było przedłużenie przez klub kontraktu ze mną" – tak ten czas wspominał trener.

Powrót na szczebel centralny nie czynił jeszcze z niego ulubieńca opolskich kibiców. Był nim oczywiście przebieg minionego sezonu i w sumie zaskakujący awans do I ligi. Skąd właściwie wziął się końcowy sukces? Na pewno jednym z czynników była postawa samego trenera i jego osobista determinacja, którą zaszczepił piłkarzom:

"Wyznaję zasadę, że jeżeli remisujemy to tracimy dwa punkty"

Jeżeli przyjrzeć się przebiegowi wielu meczów to ta zasada była przez piłkarzy realizowana z mocnym postanowieniem. Spotkań, w których zwycięstwo trzeba było wyrwać w ostatniej chwili było na przestrzeni sezonu co najmniej kilka.

Start ligi to była niewiadoma ale trener czuł, że jego ekipa ma potencjał na dobrą grę:

"Już przychodząc do Opola dość dobrze znałem zespół i wiedziałem, że jest mocny. Nawet pan Janusz Wysocki, czyli prezes, który mnie zatrudniał przypomniał mi (...) że przed objęciem zespołu, powiedziałem mu, że jak ta drużyna awansuje do drugiej ligi, to dostanie wiatru w żagle, jeszcze się rozpędzi i to może dać kolejny efekt. Rozpędziliśmy się"

 

W trenowaniu Furlepa kieruje się dość oczywistymi zasadami:

"Dla mnie zasadą są umiejętności piłkarskie. Albo się z tym rodzi, albo wytrenuje, albo się nie ma"

"Powiązać zawodników jako "grupa" – to jest sztuka. Działacze, sztab szkoleniowy, zawodnicy, pracownicy klubu żeby to szło w jednym kierunku. Wtedy o wynik jest łatwiej"

"Dla mnie najważniejsi zawodnicy to, ci, którzy nie dostaną szansy nawet bycia na ławce (...) następnie ci co siedzą na ławce. Czas pokazał, że w pierwszej rundzie (jesiennej) ta ławka nam robiła wynik. Pokaż mi ławkę rezerwowych a powiem ci jaki masz zespół"

Wraz z rozpoczęciem rundy wiosennej przyszła też już realna presja na osiągnięcie celu jakim miał być awans do I ligi:

"Sami sobie podnieśliśmy poprzeczkę tak wysoko, że nie pozostaje nam teraz nic innego, jak tylko przyspieszyć ostatnie 14 kroków na rozbiegu i wykonać skok. Wierzę, że pokonamy przeszkodę i wylądujemy z powodzeniem. Mam swoje pięć minut i widzę, że zawodnicy, którzy tworzą ten zespół, też chcą przypomnieć o sobie kibicom w całej Polsce, albo przebić się najwyżej jak się tylko da. Ja też, choć już zbliżam się do 61. Urodzin, wcale nie czuję się wypalony. Wręcz przeciwnie – ciągle marzę o tym, żeby choć w jednym meczu samodzielnie poprowadzić zespół w ekstraklasie i próbuję tym marzeniem zarazić ambitnych zawodników."

Wraz z poczynionym wzmocnieniami trener miał duże rozterki jak skomponować skład, np. czy w inauguracyjnym meczu na wiosnę z Olimpią Elbląg wstawić Łukasza Winiarczyka czy sprowadzonego właśnie Gabriela Nowaka:

"Dzień przed meczem on (t.j Winiarczyk) w moim notesie był w wyjściowej jedenastce, ale rano, pomiędzy piątą, a szóstą, bo panowie w moim wieku już o tej porze nie śpią, przyszedł mi do głowy pomysł, który zapewnił nam trzy punkty. Dwie główki Nowaka okazały się bowiem kluczem do zwycięstwa.

Wraz z kontuzjami i kartaki przyszło też małe załamanie formy a największym dylematem trenera było wstawienie do składu Waldemara Gancarczyka który powrócił na mecz z ROW wygrany 6:0:

"Wypadł z gry miesiąc temu z powodu kontuzji. Wyleczył ją i po trzech treningach zgłaszał gotowość do występu w meczu z Legionovią, ale bałem się zaryzykować. Zremisowaliśmy 1:1 i to był sygnał, że Waldek jest nam potrzebny. Wstawiłem go składu zastanawiając się, czy „odpali”. Odpowiedzią był hat-trick i na przerwę schodziliśmy prowadząc 3:0. Potwierdził, że jest liderem tego zespołu. Gdy uderzeniem z 25 metrów nie do obrony w 7. minucie gry zapewnił nam prowadzenie, byłem już pewien, że to będzie nasz mecz. "

 

W tym samym meczu nie bał się też wstawić do składu 18-letniego stopera Aleksandra Kowalskiego:

"Wróciłem do niego, ponieważ z powodu kartek wypadł z gry Mateusz Peroński i okazało się, że junior jest zawodnikiem godnym zaufania. "

W jednej sprawie trener się jednak pomylił. W udzielanych wywiadach twierdził:

"Wydaje mi się, że najważniejszy w tym sezonie będzie tydzień od 13 do 20 maja, czyli trzy kolejki rozgrywane co trzy dni. My wtedy podejmujemy Błękitnych Stargard, jedziemy do Zambrowa i gościmy Kotwicę Kołobrzeg. Kto po tym „przyspieszeniu” wyjdzie na ostatnie dwie kolejki na dobrych pozycjach będzie już mógł grać na luzie.

Tak więc rzeczywistość okazała się lepsza niż nawet najbardziej optymistyczne przewidywania bo już pierwszy z tej serii, mecz z Błękitnymi, przypieczętował awans.

Taka się mniej więcej wyłania rzeczywistość z wywiadów trenera udzielanych w mediach. Wysnuć z nich można też takie wnioski, że dla dziennikarzy przeprowadzających te wywiady było oczywiste, że rozmawiają z trenerem, który niedługo wprowadzi swój zespół do I Ligi i nie było cienia wątpliwości, że nadal będzie kontynuował swoją pracę. To jeszcze bardziej powiększa żal i niedowierzanie jaki wynika z decyzji zarządu.

Na tą chwilę panuje spora dezorientacja, a przyjście nowego trenera – Mirosława Smyły jest owiane tajemnicą. Do opinii publicznej docierają jedynie szczątkowe informacje na ten temat, powiększające jedynie chaos. Podobno Furlepa przeprowadzał zbyt monotonne treningi nie pasujące piłkarzom lub nie był zbyt elastyczny w ustalaniu składu. Lecz to są jedynie domniemania po których trudno wierzyć, że były akurat bezpośrednią przyczyną zwolnienia

Wszystkie wątpliwości rozwieje start nowego sezonu, bo przy szacunku jaki Furlepa wyrobił sobie wśród kibiców Odry, Mirosław Smyła obronić się może jedynie dobrymi wynikami.

Źródła: Nowa Trybuna Opolska, "Łączy na piłka", 24opole.pl

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online