24 maja 1961 r. 10-tysięczna widownia była świadkiem szczęśliwego zwycięstwa „niebiesko-czerwonych” nad krakowską jedenastką. Oba zespoły wybiegły na murawę w najsilniejszym składzie (goście w składzie: Michno, Rewilak, Konopelski, Szymczyk, Malarz, Jarczyk, eks-opolanin Frasek, Hausner, Pietrasiński, Kowalik Ankus – red.).Beniaminek z Krakowa postawił gospodarzom twarde warunki. Zwycięstwo - co tu dużo mówić – było ze wszech miar szczęśliwe. Przy nieco słabszej dyspozycji meczowej Norberta Gajdy pozytywnie zaskoczył Wolfgang Skopek. To on (do spółki z Engelbertem Jarkiem) wydarł dla Odry 2 punkty.
A co pisała „Trybuna Opolska” nt. spotkania? Zapraszamy do poniższego sprawozdania (nr 122 z 25 V 1961):
8 kolejka: 24.05.1961 Odra Opole – Cracovia Kraków 2:1 (Jarek 65, Szymczyk 82 sam. – Pietrasiński 46)
Skład: Kściuk, Szczepański, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut, Skopek, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania
Stadion opolskiej Odry wypełniony był wczoraj po brzegi publicznością, która przybyła tu, aby nasycić swoje oczy pięknem piłki nożnej, z nadzieją, że opolanie ustabilizowali już wysoką formę. Wszyscy nie dawali po pięknym pojedynku Odry z ŁKS cienia szansy młodym przeważnie zawodnikom Cracovii, skazując ich już przed meczem na wysoką porażkę.
Po 90 minutach miny sympatyków zespołu opolskiego nie wskazywały na to, że życzeniom ich stało się zadość. Byli raczej zawiedzeni. Tak, zawiedzeni, mimo zwycięstwa swoich pupilków. Na te minorowe nastroje wpłynęła słaba gra opolan, którzy na tle pięknie zagrywających w polu krakowiaków wypadli dość blado.
Trzech juniorów Hausner, Pietrasiński i Kowalik wniosło do zespołu krakowskiego tyle życia, że w zasadzie nie pozostawałoby nic, jak tylko życzyć sobie podobnej sytuacji w naszej Odrze.
Spyta ktoś, za co te słowa krytyki? Przecież Odra wypełniła zadanie i uzyskała dwa mistrzowskie punkty. To prawda, ale pamiętać przy tym także należy, że zwycięstwo zwycięstwu nie równe. Półtora tygodnia temu opolanie zagrali doskonały mecz, gromiąc wysoko ŁKS. Nie znaczy to, ze oczekujemy jedynie i wyłącznie wysokich zwycięstw. Zgodzimy się i na niskie, zgodzimy się na remisy, czy nawet porażki, ale pod warunkiem, że uzyskane zostaną po grze, stojącej na poziomie godnym pierwszoligowca.
Wczoraj niestety Odra zagrała bardzo słabo, będąc mimo ofensywnej gry zespołem słabszym od Cracovii. Słabo zagrały tym razem tyły. Jedynie Brejza robił co mógł, aby zapewnić spokój Kściukowi. Szczepański i Wrzos nie uzyskali wczoraj swego normalnego poziomu. Nasz reprezentacyjny obrońca jest nawet do spółki z Prudłą odpowiedzialny za utratę bramki. W momencie, kiedy Pietrasiński sam ciągnął na bramkę Kściuka, obaj wymienieni czekali, z interwencją na ostatnią chwilę, co okazało się zgubne.
Do pewnych linii w naszej drużynie należy stale pomoc. Tym razem między atakiem a obroną była tak duża luka, że o dobrej grze pomocy niestety powiedzieć nie można.
Atak usiłował grać przez cały prawie mecz. Na dobrą sprawę, pozytywną ocenę w tej linii można dać jedynie Jarkowi i Skopkowi. Temu ostatniemu za wielką ambicję. Słabiej niż zwykle wypadli Gajda i Piechaczek. Bania ganiał jak zwykle po całym boisku, będąc zupełnie nieproduktywnym zawodnikiem. Tego lewoskrzydłowego charakteryzuje ustawiczne opuszczanie swojej pozycji i mieszanie się niepotrzebnie do akcji na środku a nawet na prawej stronie boiska. Dla nas i kibiców jest to zupełnie niewytłumaczalne.
Odra wygrała spotkanie z Cracovią i na dobrą sprawę wynik mógł być wyższy. Trochę szczęścia, szczególnie przy wolnym bitym przez Jarka (słupek), oraz dużo, bardzo dużo niezdecydowania opolskich napastników na przedpolu bramkowym Michny – oto powody wyniku, z którego i tak jesteśmy zadowoleni.
Dość narzekań. Dwa punkty są cenne. Chcielibyśmy, aby było ich dużo więcej, chcielibyśmy wreszcie, aby Odra odnalazła swoją wysoką i stałą formę z roku ubiegłego.

