Duet napastników Engelbert Jarek – Norbert Gajda 14 maja 1961 r. rozstrzelał słynącą z twardej obrony drużynę ŁKS-u. Wynik 5:1 (!) był o tyle HISTORYCZNY, iż po raz pierwszy niebiesko-czerwoni” pokonali swoich łódzkich kolegów w meczu mistrzowskim.
Zwycięstwo dla podopiecznych Teodora Wieczorka było jak najbardziej sprawiedliwe. Dosyć szczęśliwa bramka Władysława Soporka nie podłamała miejscowych, którzy za sprawą świetnie dysponowanej linii ofensywnej, aż pięciokrotnie ukąsili bramkę gości.
Victoria nad polskim Manchesterem dała Jarkowi i spółce awans w ligowej tabeli na przyzwoitą 6. pozycję.
Relacja ze spotkania, zamieszczona w „Trybunie Opolskiej (nr 113 z 15 V 1961) napawała dużym optymizmem na przyszłość:
7 kolejka: 14.05.1961 Odra Opole – ŁKS Łódź 5:1 (Gajda 36, 87, Jarek 48, 70, 75 – Soporek 24)
Skład: Kornek, Szczepański, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut, Skopek, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania
Opolanie zaaplikowali ŁKS-owi 5 bramek, uzyskując jednocześnie pierwsze zwycięstwo nad tym zespołem w mistrzowskim meczu. Passa porażek i remisów z ŁKS została więc przerwana, zaś autorstwo tego sukcesu przypisać trzeba wszystkim piłkarzom Odry.
Niedzielny pojedynek opolan sprawił wszystkim wielką radość. Nie chodzi tu już o zwycięstwo i pięć bramek. Chodzi o rzecz ważniejszą, mianowicie o to, że opolanie przestawiają się wreszcie na naprawdę nowoczesny styl gry, jaki cechował ich w roku ubiegłym. Piłkarze Odry przypomnieli sobie o długich przerzutach, zaskakujących strzałach z każdej pozycji, o grze ofensywnej przez pełne 90 minut. To co było dawniej podstawą sukcesów opolskiego zespołu i tym razem nie zawiodło, przynosząc kolejny sukces, uzyskany w pięknym stylu.
Wczorajszy mecz przyniósł doskonałą formę wszystkich napastników, którzy zagrali jak za najlepszych czasów, kiedy to „rozkładali” najlepsze zespoły polskie. Najmniej „pograł” sobie może Bania, który był zbyt mało zatrudniany przez swego półlewego Piechaczka. Powoduje to ustawiczne ganianie lewoskrzydłowego do środka boiska, czemu zbytnio dziwić się nie można. Wszyscy chcą grać, wszyscy pragną strzelać.
Klasą dla siebie spośród napastników byli Gajda i Jarek. Obaj grali na wszystkich pozycjach, obaj dużo strzelali, obaj wreszcie byli autorami zwycięskich bramek.
Po kilku próbach w meczach towarzyskich, znalazł miejsce w ligowej jedenastce Skopek. Ten młody piłkarz zaprezentował się wczoraj z jak najlepszej strony. Pokazał, że umie i co najważniejsze chce grać. Jego wejścia w akcje były dobrej marki. Dalsza praca nad tym zawodnikiem powinna zapewnić opolanom doskonałą obsadę prawego skrzydła.
Pomoc opolan grała na normalnym swoim poziomie, choć tym razem wydaje się, że Prudło był nieco lepszy. Blaut początkowo pamiętał o długich przerzutach, w miarę zaś upływu czasu zaczął o tym zapominać. To trzeba sobie przyswoić na stałe i musi koniecznie wejść w nawyk.
W defensywie błyszczał w niedzielę Szczepański. Jest to dowodem, że miejsce tego piłkarza jest na prawej obronie. Nieco słabiej wypadli tym razem Brejza i Wrzos. Winić ich jednak za to bardzo nie można, gdyż grali po kontuzjach odniesionych w Gdańsku, gdzie musieli się solidnie napracować.
Cieszymy się, że Odra odzyskała wreszcie drugiego bramkarza. Kornek jednak wydaje się być trochę niedotrenowany, po długim okresie pauzowania w Legii. Wybity palec też mu w grze nie pomagał.
A oto historia sześciu bramek:
Przez 24 minuty piłkarze Odry byli w ustawicznym ataku, aby wreszcie stracić bramkę po błędzie Wrzosa. Kowalec uciekł naszemu obrońcy i lekko strzelił. Kornek czekał na tę piłkę jednak wyrósł przed nim jak spod ziemi Soporek i zmienił kierunek lotu piłki.
W obozie opolskim zapanowała konsternacja. Czyżby i tym razem przyszło przegrać? Odpowiedzi na to udzieliła para Jarek – Gajda w 36 minucie gry. Pierwszy nie strzelił ostro z wolnego, lecz posłał miękką piłkę ponad murem ŁKS-iaków. Gajda tylko na to czekał i głową skierował piłkę obok interweniującego Ligockiego.
Miny tak zawodników, jak i kibiców poprawiły się, wzmógł się jednocześnie doping. Zagrały trąbki. Do końca jednak pierwszej połowy nic się nie zmieniło.
Druga połowa meczu rozpoczęła się wzmożonymi atakami opolan, którzy już po trzech minutach objęli prowadzenie. Piłkę dopadł w polu Piechaczek, podciągnął po prawym skrzydle i dośrodkował. Jarek okazji nie zmarnował – przejął piłkę i posłał do bramki ponad wybiegającym bramkarzem.
Od tej chwili rozpoczął się koncert gry zespołu opolskiego. Atak sunie za atakiem, by w 70 minucie uzyskać trzecią bramkę. Gajda poszedł z piłką z lewej strony boiska, wypuszczając Jarka, ten nie namyślał się wiele i kropnął ile sił w nodze. Bem, który zastąpił Ligockiego nie miał tu nic do powiedzenia.
W pięć minut później Jarek ponownie zapisał się na listę strzelców. Trzecia bramka uzyskana przez tego zawodnika, a piąta meczu była najlepszej marki. Jarek przeszedł obu obrońców i nie dał cienia szansy Bemowi.
Wynik meczu ustalił w 87 minucie Gajda, który głową skierował do siatki piłkę bitą przez Jarka z wolnego.


