Ostatnia kolejka Sezonu 1960.I stało się coś… czego w najczarniejszych snach najwierniejsi opolscy kibice nie mogli przewidzieć. Mająca jeszcze teoretyczne szanse na mistrzostwo Polski Odra, przegrała na wyjeździe ze spadkowiczem - warszawską Gwardią. Ponieważ zaś Górnik Zabrze i Legia Warszawa swoje mecze zgodnie wygrały, „niebiesko-czerwoni” wypadli z miejsca na podium (1. Ruch Chorzów – 30 pkt., 2. Legia Warszawa – 29 pkt., 3. Górnik Zabrze – 28 pkt., 4. Odra Opole – 27 pkt. – red.) Czwarte miejsce w innych warunkach byłoby przyjęte z wielką radością, jednakże nie 30 października 1960 r.

Po raz kolejny Gwardziści przynieśli opolanom gorycz smutku i zawodu. Nie można przecież zapomnieć o „niedzieli cudów” i sensacyjnej porażce Harpagonów z Polonią Bydgoszcz (ostatnia kolejka Sezonu 1958 – red.), skutkiem czego Odra na rok opuściła szeregi najlepszych.

No cóż, czwarte miejsce – to dobre miejsce, ale drugie… byłoby lepszym.

Poniżej przedstawiamy relację ze spotkania („Trybuna Opolska”, nr 259 z 31 X 1960):

 
 

22 kolejka: 30.10.1960 Gwardia Warszawa – Odra Opole 2:0 (Lewandowski 20 k., Hachorek 60)

Skład: Białek, Strociak, Brejza, Wrzos, Prudło, Blaut, Stemplowski, Jarek, Gajda, Piechaczek, Bania

 

 
 Niestety, nie udało się beniaminkowi zdobyć tytułu wicemistrza Polski. Opolanie zajęli ostatecznie IV miejsce w I lidze piłkarskiej. Pod koniec sezonu liczyliśmy na więcej. Przecież w ubiegłym tygodniu wydawało się, że Odra ma już zapewniony tytuł wicemistrzowski. W meczu z Gwardią opolanie uchodzili bowiem za zdecydowanego faworyta, wnioskując z krańcowo różnych pozycji, zajmowanych przez te dwie drużyny w tabeli.

Warszawianie obrali jednak „świetną” taktykę gry na kość, której jak ognia boją się dość miękko grający opolanie. Nic też dziwnego, że mecz Gwardia-Odra upłynął pod znakiem niesłychanie ostrej gry, a miejscami brutalnej gry. Celowali w tym przede wszystkim warszawianie, którzy w ten sposób chcieli się „odegrać” na Odrze za kontuzję Baszkiewicza (odniósł ją w Opolu w pierwszej rundzie, zresztą bardzo przypadkowo).

Wczoraj „Baśka” został rzeczywiście pomszczony. Tuż po przerwie zniesiono z boiska Jarka, który wrócił wprawdzie do gry po kilku minutach, ale w zasadzie już tylko statystował. Na parę minut przed końcem meczu zszedł na bieżnię sfaulowany Stemplowski. Kulminacyjnym punktem „krwawej wendetty” był jednak faul tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego. Do Strociaka znajdującego się bez piłki (!) podbiegł Szarzyński i kopnął go z całej siły w nogę, aż obrońca opolski zawył z bólu. Gra toczyła się wówczas na połowie gospodarzy. Sędzia nie widział wybryku, usłyszał jednak krzyk Strociaka, bo odwrócił się w jego stronę. Szarzyński zdołał bezkarnie „uciec” od swej ofiary.

Tymczasem dyskwalifikacja grozi trzem piłkarzom… Odry, których nazwiska zapisał sędzia w swym notesie. Najgorzej przedstawia się sprawa Prudły, usuniętego w 84 min. z boiska.

Dokonajmy krótkiego podsumowania: trzech zawodników Odry zostało sfaulowanych i trzech zapisał sędzia do ukarania. Natomiast ani jedno nazwisko gwardzisty nie znalazło się w notesie p. Siejki.

Nie tylko o atmosferze meczu, ale i o samej grze niewiele dobrego można powiedzieć. Szczególnie słabo wypadł zespół opolski.

Już w drugiej minucie nieobstawiony Hachorek strzelił tuż obok słupka i robinsonującego Białka. Za chwilę ten sam zawodnik zmarnował idealną okazję do uzyskania gola. Nasi obrońcy nie potrafili jakoś zaszachować zmieniających pozycje napastników warszawskich. Pod bramką Białka powstawały wciąż gorące sytuacje. Kilkakrotnie Hachorkowi, Gawrońskiemu i Szarzyńskiemu pozwolono oddać strzały, po których cierpła skóra licznej grupie kibiców z Opola. W jednym wypadku uratował Odrę słupek a raz Białek wybił piłkę nogą szarżującemu samotnie na jego bramkę Hachorkowi.

W pierwszej połowie opolanie przeprowadzili zaledwie kilka wypadów.

Najlepszą okazję do zdobycia bramki miał w 25 min. Gajda, który przedrylował obrońców i znalazł się sam naprzeciw wybiegającego Stefaniszyna. Sprytnie przeniósł on piłkę ponad bramkarzem, ale zbyt silny strzał przeszedł nad poprzeczką. Jeszcze jeden strzał tego zawodnika, strzał Bani oraz 3 kornery – oto cały dorobek ataku Odry w pierwszej części meczu. Wyrazem przewagi gwardzistów w tym okresie gry była bramka zdobyta z rzutu karnego, podyktowanego za faul na Hachorku.

Po przerwie obraz meczu zmienił się. Inicjatywę przejęli w swe ręce opolanie.

Tuż po wznowieniu gry pod bramką Stefaniszyna powstało zamieszanie. Kilkakrotnie strzały i dobitki nie przyniosły jednak gola. Opuścił natomiast boisko sfaulowany Jarek. Notujemy jeszcze solowy rajd Prudły, zakończony silnym i celnym strzałem, rzut wolny Odry i korner. Tymczasem niespodziewany wypad Gwardii kończy się zdobyciem drugiej bramki. Piłka ze strzału Hachorka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.

Odra nie zrezygnowała jednak i wówczas z punktów. Nastąpił kilkunastominutowy zryw. W 70 min. Jarek z rzutu wolnego oddał piękny strzał, który Stefaniszyn z trudem odbił. Dobitka Bani trafiła w siatkę, ale… z zewnętrznej strony. Tzw. czystą okazję miał Stemplowski w 75 min. Jego strzał minął jednak bramkę o kilka metrów.

Pod koniec meczu ostra gra zmieniła się w brutalną. Poza sędzią nikt chyba na stadionie nie miał wątpliwości, że na kość grają gwardziści. P. Siejko wykluczył jednak z gry Prudłę…

Ostatnie minuty należały znowu do gospodarzy. Białek dwukrotnie obronił z trudem silne strzały Gawrońskiego i Troszczyńskiego.

Tak więc na otarcie łez pozostał nam jedynie fakt, że po raz pierwszy w swej historii Odra znalazła się na finiszu rozgrywek wśród drużyn, pretendujących do tytułu wicemistrza Polski. A że z tych ambicji nic nie wyszło, to już inna sprawa.

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online