Pierwsza porażka "Odry" Opole w Sezonie '59

Z zadaniem utrzymania tytułu niepokonanej jedenastki w Sezonie ’59 jechali do Poznania podopieczni Teodora Wieczorka. Cel był jak najbardziej do zrealizowania, gdyż w spotkaniu towarzyskim – poprzedzającym 21. kolejkę – „niebiesko-czerwoni” rozgromili „ŁKS” Łódź w stosunku 6:0 (mecz rozegrano w Opolu, 7 listopada 1959 r. – red.).

Wyjazd do Wielkopolski zakończył się jednak dla reprezentantów Opolszczyzny mało szczęśliwie, bo pierwszą porażką. „Lechici” zastosowali bardzo ostry pressing, nie przebierając w środkach by pokonać „przyjezdnych”. Efektem wspomnianych wysiłków stała się bramka Mazurkiewicza, dająca komplet punktów poznaniakom.

Zwycięstwo nad „Odrą” nic jednak „Lechowi” nie dało. Na kolejkę przed końcem rozgrywek „Kolejorz” miał jedynie 31 pkt. (stosunek bramkowy 40:20)., zaś opolanie 34 pkt. (43:9).

Poniżej prezentujemy relację ze spotkania „Lech” Poznań – „Odra” Opole („Trybuna Opolska”, nr 274 z 16 XI 1959):

 
 
 
21 kolejka: 15.11.1959 Lech Poznań – Odra Opole 1:0 (Mazurkiewicz 83)
 

Skład: Kściuk, Strociak, Brejza, Wrzos, Blaut, Prudło, Trepka (Popluc), Jarek, Klik, Stemplowski, Bania

 
 

Lech przystąpił do meczu z takim nastawieniem, jakby za jednym zamachem chciał sobie powetować wszystkie swoje dotychczasowe niepowodzenia. Trafił tymczasem na drużynę niewątpliwie lepszą technicznie i… opromienioną sławą ostatnich zwycięstw nad czołówką ekstraklasy. Z tych dwu faktów gospodarze wyciągnęli najwyraźniej tylko jeden wniosek – trzeba grać ostro. To założenie realizowali z uporem. Do bezpardonowej gry dopingowała ich mocno publiczność rozżalona aż do rozpaczy „klęską pod Nową Rudą” i kilku innymi „wpadkami”, w których Lech zgubił punkty. Pod adresem opolskich piłkarzy sypały się z trybun niewybredne epitety, jakby to oni byli wszystkiemu winni.

Mecz toczył się więc w gorącej atmosferze. Efektem ostrej gry były liczne faule. W ogromnej większości poszkodowani byli opolanie. Na 5 minut przed przerwą zszedł z boiska Trepka, który oszczędzając rzucającego mu się pod nogi Wittika, sam został przez niego poturbowany. Na krótkie chwile opuszczali też boisko Klik i Kściuk, nie licząc kilku innych, mniej groźnych, lecz nieprzyjemnych zdarzeń.

Odra niewątpliwie chciała ten mecz wygrać. Nasi piłkarze walczyli ambitnie aż do końcowego gwizdka i za to należą im się słowa uznania. Chcieli wygrać, ale… nie za wszelką cenę, i chyba mieli rację. Na ostrą grę nie zawsze opłaci się odpowiadać tym samym, nawet w ramach przepisów. Trudno zaś grać technicznie, gdy przeciwnik nie przebiera w środkach.

Wydawało się wszakże, że opolanie znaleźli właściwy sposób na ostrą grę poznaniaków. Pierwsze akcje ofensywne przeprowadzili wzorowo. Unikając bezpośrednich starć z obrońcami, rozgrywali piłkę w głębi pola i strzelali z każdej, nadarzającej się okazji. Strzały Jarka i Stemplowskiego oddane zza linii pola karnego kilkakrotnie z największym trudem obronił Wittik. Jeden z tych strzałów, kiedy piłka odbiła się tuż przed robinsonującym bramkarzem, omal nie trafił do siatki.

Gorzej natomiast walczyła defensywa Odry. Strociak wysuwał się zbyt daleko do przodu, a obaj pomocnicy znów zbyt kurczowo trzymali się własnej bramki. Między atakiem a obroną Odry wytworzyła się luka, w której zbierali piłki, bez walki, pomocnicy gospodarzy. Nasi obrońcy popełnili także kilka fatalnych kiksów, grali nerwowo. A przecież stanowili dotychczas bodaj najlepszą formację Odry. Czyżby zabrakło im kondycji?

Grę utrudniał dosyć silny, boczny wiatr. Był on w pierwszej połowie sprzymierzeńcem Lecha o tyle, że prawie każdy wyskok do górnej piłki opolanina, kończył się popełnionym na nim faulem. Gospodarze zaś, że zastanawiając się nad tym, czy to dobrze, czy źle, bili bez namysłu wysokie bomby pod bramkę Kściuka. Stąd wiele spięć i zamieszania powstawało na przedpolu opolskiej bramki. Kściuk spisywał się jednak dzielnie i wyłapał lub odkopał od swej świątyni wiele nieprzyjemnych piłek.

Po przerwie nasz atak znowu rozpoczął grę z animuszem. Strzały Jarka, Stemplowskiego, a wreszcie piękna główka Bani o centymetry mijają bramkę. Obrona do końca jednak nie opanowała się. Pod bramką Kściuka raz po raz powstawało zamieszanie. W jednej z takich sytuacji Mazurkiewicz z najbliższej odległości lokuje piłkę w siatce. Jeszcze raz opolanie zrywają się do ataku, ale za późno.

Lech zaprezentował przede wszystkim rutynę i siłę. Obaj Aniołowie aczkolwiek – jak się już rzekło – nie trafili na dobrze dysponowaną obronę, nie błyszczeli.

W naszej drużynie bardzo pracowici byli Jarek i Stemplowski, ale oni też byli najbardziej staranie kryci.

No cóż… zawzięli się piłkarze Lecha i wygrali. Nie żałujemy im sławy. My mamy w kieszeni I ligę.

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online