Waldemar Kuter byl wicemistrzem Polski juniorów z opolską "Odrą" Historia Odry: Jak rozpoczęła się Pana kariera piłkarska i dlaczego wybrał Pan właśnie grę w piłkę nożną?

Waldemar Kuter: Od kiedy pamiętam zawsze biegałem za piłką. Już jako mały szkrab kopałem futbolówkę a moja kariera piłkarska rozpoczęła się w „Odrze” Opole w 1975 roku. Pamiętam była wówczas zima i wraz z kolegami udałem się na trening piłki nożnej w hali przy ul. Dubois. Tam dowiedziałem się, że jestem już trochę… za stary, ale mogę spróbować. Na treningu graliśmy kilka gierek trzech na trzech, a zwycięzca zostawał na boisku, z którego zszedłem chyba dopiero po ósmej kolejce, kiedy byłem bardzo zmęczony. Trener zdecydował, że może jednak do czegoś się nadam… i tak to po paru miesiącach zostałem kapitanem zespołu trampkarzy.

HO: Kto był Pana pierwszym trenerem oraz których trenerów wspomina Pan najmilej?

WK: Moim pierwszym trenerem była Pan Stojek a następnie Zdzisław Drożdżyński. Wszystkich trenerów, którzy mnie trenowali w okresie juniorskim wspominam bardzo miło. Byli to już w/w trenerzy oraz Leszek Stykała wraz z Wiesławem Łucyszynem. Mój pierwszoligowy debiut przypadł za kadencji trenera Józef Zwierzyny Miałem okazję trenować również pod okiem tak znakomitych trenerów jak: Stanisław Świerk, Eugeniusz Różański oraz Ireneusz Browarski.


HO: Największe sukcesy święcił Pan jako junior. To właśnie z Panem w składzie "Odra" zdobyła srebrny medal MP w 1981 roku. Jak wspomina Pan ten sukces i porażkę w finale z Zawiszą Bydgoszcz?

WK: Ten sukces był prawdziwą porażką. Byliśmy o wiele lepsi od naszych rówieśników z „Zawiszy” Bydgoszcz. Zmarnowaliśmy chyba z pięć tu procentowych okazji do zdobycia gola, w tym jedną niestety ja… Bramki straciliśmy po dwóch katastrofalnych błędach naszego bramkarza.


HO: Jako junior reprezentował Pan również barwy reprezentacji Polski. Proszę coś więcej powiedzieć o Pana przygodzie w młodzieżowej kadrze Polski? Miał Pan przecież okazję grać wspólnie z późniejszymi reprezentantami kraju w pierwszej drużynie.

WK: W reprezentacji Polski juniorów rozegrałem dwa turnieje. Pierwszy rozgrywany był w Krakowie w pełni sezonu. Wydaje mi się, że wypadłem tam bardzo dobrze, strzeliłem nawet jedną bramkę. Drugi odbywał się w czasie przerwy letniej i pomimo występu tak znakomitych piłkarzy jak Dariusz Dziekanowski, Dariusz Kubicki czy Dariusz Wdowczyk nie wypadliśmy najlepiej. Jesienią 1980 roku otrzymałem kolejne powołanie, jednak po „wspaniałym” pomyśle ówczesnego dyrektora klubu Ryszarda Szewczyka, jako 18-latek wylądowałem w brygadzie pancernej. Klub odpisał do PZPN, że w związku z odbywaniem służby wojskowej nie przyjadę na zgrupowanie. Zastąpił mnie wówczas z „Odry” Heniek Majer, który później reprezentował Polskę na mistrzostwach Świata w Australii. Ja w tym czasie pojechałem na poligon do Żagania… Jak łatwo policzyć, w finale mistrzostw Polski miałem za sobą już rok służby wojskowej i bardzo mało treningów, a mimo to byłem kapitanem tej drużyny do samego końca.  

Waldemar Kuter (piąty od lewej) w reprezentacji Polski juniorów

HO: Czy pamięta Pan swój debiut w pierwszym zespole "Odry" Opole i jak Pan go wspomina?

WK: Takich rzeczy się nie zapomina. Był to mecz z „Zagłębiem” Sosnowiec rozgrywany w Opolu. Ówczesny trener Józef Zwierzyna zaskoczył mnie na przedmeczowej odprawie wystawiając mnie w pierwszym składzie. Już sam wyjazd na meczowe zgrupowanie był dla mnie sporym przeżyciem i chyba pół nocy nie spałem. W debiucie niczym specjalnie się nie wyróżniłem i po pierwszych 45 minutach zostałem przez trenera zmieniony. 

Waldemar Kuter w wieku 23 lat
HO: Ile spotkań rozegrał Pan w ekstraklasie i czy jakieś szczególnie zapadło Panu w pamięć?

WK: W ekstraklasie rozegrałem trzy spotkania, dwa następne przesiedziałem na ławie. Najmilej wspominam mój drugi mecz z „Arką” Gdynia, w którym zagrałem pełne 90 minut strzelając swoją jedyną bramkę w ekstraklasie. Mecz zakończył się wynikiem remisowym 1:1, a gola dla „Arki” zdobył Janusz Kupcewicza. Pamiętam, że w katowickim „Sporcie” dostałem niezłą notę za występ…


HO: Których kolegów z boiska wspomina Pan najmilej i czy utrzymuje Pan z nimi do tej pory kontakt?

WK: Bardzo miło wspominam drużynę juniorów, z którą zdobyłem tytuł wicemistrza Polski. Nie grał w niej niestety ze względu na wiek mój kolega Adam Borecki, z którym przyjaźniłem się już wcześniej. W seniorach blisko trzymałem się głównie z moimi rówieśnikami: Markiem Mokrzyckim i Heńkiem Majerem. Podczas odwiedzin w Opolu mam okazję czasami uczestniczyć w meczach „Skauta” Opole. Bardzo lubię spotykać się z Markiem i Heńkiem jak również z Jasiem Wygasiem, Jasiem Szpilą czy Krzysiem Jobem.


HO: Pana okres gry w pierwszej drużynie Odry Opole przypadł na niezbyt dobry czas dla klubu, który z roku na rok staczał się coraz niżej w hierarchii piłkarskiej w Polsce. Czy w jakiś sposób odczuł Pan taki stan rzeczy na własnej skórze?

WK: Moim marzeniem było zawsze grać w jak najwyższej klasie rozgrywkowej. Jednak dwuletnie przerwa spowodowana służbą wojskową nie pozwoliła mi na kontynuowanie gry w I lidze. Gdy wróciłem w 1982 roku „Odra” grała już w II lidze. W najlepszych latach „Odry” byłem jeszcze młodym juniorem, dlatego nie mam porównania. W tym okresie interesowało mnie wyłącznie granie i specjalnie nie dało się odczuć większych problemów. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zrezygnowałem nawet z transferu do ówczesnego mistrza jesieni „Górnika” Wałbrzych. 


HO: Jak wspomina Pan kibiców w Opolu? Byli z klubem na dobre i na złe?

WK: Prawdziwych kibiców wspomina się bardzo dobrze. Mogliśmy zawsze liczyć na ich doping. Szkoda tylko, że brak sukcesów drużyny piłkarskiej sprawił, że było ich coraz mniej. Jako rodowity opolanin miałem nielicznych krytyków na własnym podwórku przy ul. Dekabrystów. 


HO: W jakich okolicznościach rozstał Pan się z Odrą Opole?

WK: Były to bardzo przykre okoliczności. Rok 1988 był dla mnie bardzo pechowy. Przeszedłem dwie operacje prawego kolana i ciągle odczuwałem dolegliwości. Nie rozegrałem praktycznie żadnego meczu w sezonie. Odczułem wtedy na własnej skórze jak jestem niepotrzebny klubowi… Jedyna osoba, która interesowała się moją sytuacją był prezes Witold Sobolewski. Widziałem, że klub powoli stacza się na samo dno a wszystkie działa łania idą w złym kierunku. Przedłużające się problemy z kolanem i brak perspektyw spowodowały, że zdecydowałem się wyjechać za granicę i zakończyć zawodowo karierę.


HO: Jakie ma Pan zdanie na to co wydarzyło się w ubiegłym roku tj. upadku klubu i postawienie klubu w stanie upadłości? Czy nie jest to przykra wiadomość dla Pana?

WK: Przykrą rzeczywistością jest poziom polskiej piłki nożnej i postawa naszych drużyn w europejskich pucharach. A to co się stało w „Odrze” jest dla mnie wielką katastrofą. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że może obecni zapaleńcy będą w stanie wprowadzić klub w lepsze czasy. Oczywiście nie w taki sposób, jak robili to niedawni poprzednicy. 

HO: Co Pan sądzi o serwisie internetowym HIstoria Odry Opole ?

WK: Podoba mi się sam pomysł utworzenia takiej strony, ale świetnie by było, aby wszyscy byli zawodnicy i działacze umieszczali tutaj swoje zdjęcia, wywiady i wspomnienia. Ja na pewno będę zaglądał na Historię „Odry” przy każdej okazji.

HO: Dziękujemy serdecznie za rozmowę

WK: Dziękuję również i pozdrawiam przy okazji wszystkich kibiców „Odry” Opole.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online