Henryk Gruca Ernest Pohl będący jednym z najlepszych polskich piłkarzy w historii naszego kraju, przwidywał temu piłkarzowi wielką przyszłość. Wiele się nie pomylił, choć losy Henryka Grucy nie do końca ułożyły się po myśli naszego bohatera.

O swojej przygodzie z piłką, występach w "Odrze" Opole, karierze na boiskach Bundesligi oraz o epizodzie reprezentacyjnym opowiada dla naszych czytelników Henryk Gruca. Zapraszamy do lektury.


HO: Jak wyglądały Pana początki związane z futbolem?
 
HG: Od dziecka grałem z kolegami w piłkę. Moim pierwszym klubem był „LZS” Rudziniec.Grałem tam do 16-tego roku życia. Następnie przeszedłem do „Chemika” Kędzierzyn. Grałem tam z rok czasu. W międzyczasie dostałem propozycję przejścia do „KKS-u” Kluczbork, ale z niej zrezygnowałem, ze względu na dużą odległość dzielącą oba miasta. I wtedy nadeszła propozycja gry w „Odrze” Opole.
 
 
HO: Co Pan czuł przechodząc do „Odry” Opole?
 
HG: Przechodząc do „Odry” zaczynał się dla mnie zupełnie nowy Świat! Pierwszych treningów nie mogę jednak wspominać zbyt dobrze. Zbyszek Kwaśniewski co rusz zakładał mi pomiędzy nogami „siatki”.
 
 
HO: Jak przebiegała aklimatyzacja w Opolu? Nie obawiał się Pan, że przygoda z „Odrą” może przybrać niekorzystny obrót?
 
HG: Do Opola przyszedłem jako napastnik, ale konkurencja na tej pozycji była bardzo duża. Nie miałem praktycznie szans grać na tej pozycji. Powiedziałem sobie, że mam pół roku aby złapać się do pierwszego składu. Przeszedłem na lewą obronę i na tej pozycji praktycznie już zostałem. Po dwóch miesiącach pobytu w „Odrze” dostałem powołanie do reprezentacji Opolszczyzny, a po następnych dwóch tygodniach do Kadry U-17.
 
 
HO:  Z pewnością czuł Pan satysfakcję, że w tak młodym wieku reprezentował Polskę za granicą…

HG: Na pewno. Kiedy grano hymn Polski miałem – szczerze powiedziawszy – łzy w oczach.


Henryk Gruca na zgrupowaniu reprezentacji Polski pod okiem Mieczysława Broniszewskiego
 
 
HO: Proszę opowiedzieć więcej o swojej reprezentacyjnej przygodzie?
 
HG: W reprezentacji występowałem na lewej obronie… czułem się na tej pozycji najlepiej. Trenerem reprezentacji był Mieczysław Broniszewski. Najlepiej pamiętam turniej, który odbywał się w Korei. Turniej zaczęliśmy dobrze, od pokonania gospodarzy 1:0, ale potem to już jedynie „asystowaliśmy”. A skład mieliśmy dobry. Oprócz mnie grali wtedy m.in. Andrzej Rudy, Tomasz Szewczyk, Jacek Ziober, Jarosław Araszkiewicz i Jarosław Bako. W sumie turniej trwał dwa tygodnie, a my w nim rozegraliśmy pięć spotkań.
 
 
HO: Jak długo występował Pan w opolskiej drużynie?
 
HG: W Opolu grałem w latach 1981-1987. Następnie wyjechałem do Niemiec.
 
 
HO: Pamiętasz Pan jakieś zdarzenie, które utkwiło szczególnie w pamięci?
 
HG: Będąc w Rudzińcu, „Odra” grała z „Górnikiem” Zabrze. Wygraliśmy 3:1. Wszystkie bramki były mojego autorstwa. Po spotkaniu podszedł do mnie Ernest Pohl, podał rękę i powiedział:
- Chłopcze. Ty będziesz tak dalej grał a będziesz kiedyś grał w „Górniku”.
 
 
HO: Z kim w zespole „Odry” utrzymywał Pan najbliższe kontakty?
 
HG: Z Frankiem Rokitnickim. Jeździliśmy wspólnie na obozy i byliśmy zakwaterowani w tych samych pokojach. Bardzo dobrze mi się rozmawiało z Kapicą i Bolckiem.
 
 
HO: Pana najlepszy mecz w barwach „Odry”?
 
HG: Nie wiem czy najlepszy ale dla mnie szczególny. Był to mój pierwszy mecz w barwach „Odry”. Graliśmy z „Celulozą” Kostrzyń. Byłem strasznie stremowany. Jako pierwsi strzelili nam bramkę ale udało nam się zremisować. Po meczu powiedziano, że byłem najlepszym zawodnikiem na boisku. A ja byłem tym wszystkim tak przejęty, że sam tego nie widziałem…
 
 
HO: Jak oceni Pan ówczesną opolską publiczność?
 
HG: Kibiców mieliśmy niezwykle wiernych. Piękne były spotkania na środku boiska z fanami. Jakieś ukłony arabskie się wyczyniało. Takich ludzi trzeba szanować, bo mając 10 dni urlopu, 4 dni brali na mecze w przykładowym Gdańsku. Jak wracaliśmy z Wybrzeża to staraliśmy się im pomóc, aby przynajmniej dwóch-trzech dostało się do naszego busa i mogli z nami wrócić.
 
 
HO: Przyjeżdżając w 1987 r. do Niemiec miał Pan kontakt z piłką?
 
HG: W Niemczech od razu trafiłem do Bayeru Leverkusen, który dopiero co wywalczył Puchar UEFA (pod wodzą Ericha Ribbecka – red.). W składzie drużyny byli: Heiko Herlich, Georginho, Tito, Andrzej Buncol, Marek Leśniak. Początki w drużynie miałem ciężkie. Wyjeżdżając z Polski zostałem przecież dyscyplinarnie zawieszony przez Wydział Sportu Polskiego. W 1990 r. przeszedłem do Bayeru Uerdingen. Grałem tam dwa lata (trenerami drużyny w tym czasie byli: Fridel Funkel, Matthias Herget, Paul Han – red.). Następnie trafiłem do Duisburg 08 (1992-1993, Verbandsliga – red.). Moim ostatnim klubem był Hamborn 07 (1993-1995, Oberliga – red.). W wieku 31 lat zawiesiłem buty piłkarskie na kołku.
 
Henryk Gruca na zgrupowaniu Bayeru Leverkusen na Teneryfie
 
HO: Utrzymuje Pan kontakt z byłymi zawodnikami „Odry”?
 
HG: Dobry kontakt mam z Hubertem Kapicą, Wiesławem Korkiem, Franciszkiem Rokitnickim. Będąc ostatnio w Opolu spotkałem Jurka Harasa, Heńka Majera, trenera Józefa Zwierzynę.
 
 
HO: Co sądzisz Pan o dzisiejszej sytuacji „Odry”?
 
HG: Czasy się zmieniły i praktycznie teraz nie ma miejsca na kluby amatorskie. Potrzebny jest pełny profesjonalizm. A tego w „Odrze” nigdy nie było. Trzeba to szczerze powiedzieć, że w klubie od dawna były poważne problemy finansowe. Tak było również za czasów mojej gry.
 
 
HO: Jakie ma Pan wrażenia po odwiedzeniu serwisu  www.historia-odry.opole.pl?
 
HG: Muszę powiedzieć, że to bardzo fajna rzecz. Praktycznie każdego dnia zaglądam na tę stronę.
 
HO: Dziękujemy za rozmowę i za pochwały pod naszym kierunkiem.


Rozmowa została przeprowadzona w 2009 roku przez Z.J.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online