Franciszek Rokitnicki specjalnie dla naszego serwisu opowiada o swojej przygodzie w "Odrze" Opole Niewielu jest piłkarzy, dla których przywiązanie do barw klubowych jest niezmiernie ważne. Niewielu piłkarzy jest z klubem na dobre i na złe. Niewielu również potrafi przejść z klubem drogę od ekstraklasy do trzeciej ligi. Jednym z takich sportowców, jest niezwykle zasłużony dla naszego klubu Franciszek Rokitnicki, sprowadzony do opolskiej "Odry" za czasów trenera Antoniego Piechniczka.

Zapraszamy do lektury wywiadu z byłym znakomitym obrońcą "Odry", który w drugiej połowie lat 70. był niezastąpionym ogniwem bloku defensywnego, jednego z najwyższych w lidze!

HO: Jakie były początki pańskiej przyszłej kariery piłkarskiej?

FR: Kiedyś modne były „dzikie drużyny”, kiedy to „ulice” na „ulice” grały. Ja nigdy się w takie coś nie bawiłem. Grałem wtedy w piłkę ręczną. Ale kiedyś zabrakło jednej z drużyn zawodnika i przyszli po mnie… czy abym nie chciał zagrać. Pomyślałem, że mogę spróbować. Postawili mnie na prawym skrzydle, bo miałem dobrą prawą nogę… i kazali grać. I tak jakoś się złożyło, że szybko się zgraliśmy i zdobyliśmy I miejsce w „dzikich” drużynach. Zauważył nas trener ze „Stali” Brzeg, pan Cierpisz. Chciał wziąć tylko kilku z nas, a ja twardo obstawiłem:
- Albo wszyscy, albo nikt.
W końcu zgodził się na „nasze” warunki… i wziął wszystkich. Po drodze jednak większość poodpadała. W Brzegu rzucono mnie na prawą obronę. Byłem nie do zdarcia. Za długo ze mną nikt nie wytrzymał, bo albo musiał zejść albo nie wytrzymał kondycyjnie.

HO: Jak reagowała rodzina na twoje „hobby”?

FR: Rodzina nie robiła przeszkód. Z klubu jakieś pieniądze były wypłacane i szły do domowego budżetu. Na pewno się przydały bo u nas w domu bogato nie było.


HO: Opowiedz o swoim pierwszym klubie, w którym grałeś.

FR: Pierwszym moim klubem była wspomniana już „Stal” Brzeg. Graliśmy w okręgówce, ale udało nam się dostać do baraży uprawniających do gry w wyższej klasie. Spotkaliśmy się tam z „Walką” Makoszowy i „Moto-Jelczem” Oława. Oławianie mieli ze wszystkich najsilniejszy skład i to oni awansowali. Spodobałem im się jednak we wspomnianych spotkaniach i wykupili mnie ze „Stali” (1975 r. – red).


HO: Jak długo grałeś w Oławie?

FR: Grałem prawie dwa lata. Franciszek Rokitnicki podczas meczu z "Legią" w Warszawie w 1977 roku.

HO: Jak trafiłeś do „Odry” Opole?

FR: Po meczu ze „Spartą” Zabrze - bardzo dobrym w moim wykonaniu - dostałem ofertę nie do odrzucenia od działaczy ROW-u Rybnik. Był to niewątpliwie dla mnie awans sportowy i materialny. I z pewnością grałbym w Rybniku, ale pewnego dnia przyjechała „po mnie” „czarna wołga” z Opola. Osoba, która do mnie podeszła powiedziała :
- Pan Piechniczek na pana czeka.
Ja odpowiedziałem, że nie mogę, bo mam już podpisany kontrakt z innym klubem. Ale jakoś działaczom udało się załatwić moje przejście do Opola.



HO: Jednakże działacze z Oławy chcieli ciebie zawiesić i zablokować w ten sposób przejście do „Odry”…

FR: Tak, i nawet gazety o tym głośno pisały. Chciano mnie zawiesić na dwa lata. Dlatego pierwszy mecz w składzie „Odry” był dla mnie bardzo stresujący, bo jeszcze godzinę przed nim nie wiedziałem czy będę mógł w ogóle grać.


HO: Jak zareagowała twoja rodzina, na przejście do „Odry”?

FR: Na pewno się cieszyli. Mieli po prostu bliżej do Opola niż do Rybnika.


HO: Jakie były twoje pierwsze wrażenia?

FR: Grając w Brzegu mówiłem sobie:
- Boże święty. Żeby przyszedł taki czas, bym mógł grać w II lidze. Choćby na ławce…
Grając w II lidze marzyłem by kiedyś zagrać w I lidze. Podobnie było jak przeszedłem do „Odry”:
- Boże…, niech na ławkę mnie choć raz wpuszczą. Na pięć minut…
Przychodząc do Opola miałem już 26 lat. Niektórzy w takim wieku kończyli karierę. A ja ją dopiero zaczynałem. Byłem ambitny.


HO: Byłeś dość wiekowo zaawansowany kiedy przyszedłeś do I-ligowej „Odry”. Nie obawiałeś się, że możesz sobie nie poradzić?

FR: Obawy miałem, ale wierzyłem w siebie. Ciężką pracą na treningach udało mi się spełnić marzenie gry w I-ligowej „Odrze”.


HO: Jak to się stało, że etatowy obrońca „Odry” Antoniego Piechniczka - mający świetne warunki fizyczne, ambicję, waleczność - nie zrobił kariery w reprezentacji?

FR: Żurnaliści… nie miałem siły przebicia u nich. Nawet jak rozegrałem bardzo dobry mecz otrzymywałem przeciętne noty. Żebym grał w takiej „Legii” czy „Górniku”… to pół biedy. Opole było małym miasteczkiem i żeby się wybić, ktoś musiał ci pomóc.
Zresztą, jak Piechniczek był trenerem „Odry” zawsze się dziwił:
Kurczę, czemu oni ciebie nie widzą? Jak bym był trenerem Kadry to na pewno byś w niej grał.
Później został trenerem reprezentacji… ale też mnie nie wziął (śmiech).


HO: Antoni Piechniczek sprowadził ciebie do Opola. Co możesz o nim powiedzieć?

FR: Takich jak on, rzadko zdarza się spotkać. Dużo mu zawdzięczam. Sprowadził mnie do Opola, dał mi szansę grania. Zawsze wiedział kiedy zganić, kiedy pochwalić. Takich ludzi jest po prostu mało!


HO: Jakie metody treningów stosował?

FR: Miał własne metody. Przykładowo w poniedziałek była sauna, a we wtorek szliśmy do lasu… gdzie wyciskał z nas siódme poty. Wiedział co komu potrzeba. Bardzo wiele czasu poświęcał indywidualnym treningom. Nie sztuka zrobić ze świetnych piłkarzy renomowaną drużynę. Z materiału, który w Opolu zastał zrobił naprawdę dobrą ekipę.


HO: Jaki mecz utkwił ci najbardziej w pamięci?

FR: Mecze pucharowe z Magdeburgiem (1977 – red). U siebie przegraliśmy 1:2, a na wyjeździe zremisowaliśmy 1:1. Byliśmy nawet bliscy awansu. Również zwycięskie spotkanie finałowe Pucharu Ligi (1977 – red.) po prostu nie wypada zapomnieć.


HO: Co uważasz za swoje największe osiągnięcie w karierze sportowej?

FR: Fakt, że jako jedyny zawodnik z II ligi zostałem powołany przez Jacka Gmocha do reprezentacji… właściwie do szerokiej Kadry - na Mistrzostwa Świata w Argentynie w 1978 r. Ostatecznie tam nie pojechałem, ale był ze mną szczery:
- Facet, jesteś dobry. Ale jakbym cię wziął to by mnie ludzie zamordowali…bo ty jesteś z II ligi.


HO: Dlaczego „Odra” Opole (w sezonie 1978/1979) nie zdobyła mistrzostwa kraju?

FR: Na „wiosnę” w drużynie pojawiły się duże zgrzyty. To zaczęło bardzo wpływać na uzyskiwane wyniki.

HO: Jesteś swojego rodzaju symbolem „Odry”. Spędziłeś w niej najlepszy okres kariery. Zostałeś w klubie nawet, kiedy nadeszły gorsze chwile… spadek do II, a następnie III ligi. Niewielu zawodników zdecydowałoby się na taki krok.

FR: Miasto mi się podobało. Miałem tu rodzinę, a w klubie bardzo dobrze się czułem. Miałem też już swoje lata. Ułożyłem sobie w Opolu życie i nie chciałem tego na siłę zmieniać. Kiedy się okazało, że jestem - już w opinii działaczy - „zbyt wiekowy”, przeszedłem do drużyny rezerw, grając jeszcze w lidze okręgowej.


HO: Jak wspominasz opolską publiczność z okresu największej świetności „Odry”?

FR: Tego się nie zapomina! Były sytuacje, że wykonując rzut rożny, musiałem „odgarnąć” ludzi, aby się móc rozbiec. Z kibicami byłem w dobrych stosunkach, a oni wiedzieli, że w każdym meczu daję z siebie wszystko.


HO: Po ostatecznym pożegnaniu z „Odrą”, grałeś jeszcze w jakimś klubie?

FR: Po rozbracie z rezerwami „Odry”, grałem jeszcze jakiś czas w „Gwardii” Opole. Doszło nawet do spotkania w Pucharze Polski, kiedy pokonaliśmy moją byłą drużynę. Po zawieszeniu butów na kołku trenowałem zespoły w Budkowicach i Źlinicach. Następnie, w 1988 r. wyjechałem do Kanady.


HO: Po przyjeździe do Kanady miałeś jakąś styczność z piłka nożną?

FR: W London miałem przyjemność wrócić do uprawiania sportu. Co ciekawe, w wieku 39 lat trafiłem do zawodowej drużyny. Grałem tam z chłopakami mającymi 18-19 lat. Byli zdolnymi „uczniami”.


HO: „Odra” Opole – ze względu na problemy finansowe - zakończy w tym roku swoją działalność. Co czujesz wiedząc, że klub któremu oddałeś „serce” zniknie z piłkarskiej mapy kraju?

FR: Na taką wieść aż mi łzy lecą, bo dla mnie to jest niemożliwe. Jak można było do tego dopuścić!?

HO: Dziękujemy za rozmowę.


Więcej o postaci Franciszka Rokitnickiego można przeczytać w książce
"Odra" Opole Antoniego Piechniczka w latach 1975-1979

Archiwalne zdjęcia

Facebook

Polecamy

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online