Po wieczorze pełnym wspomnień, maratonu historycznego ciąg dalszy. Na następny dzień zmieniliśmy lokal na restaurację Mnich, do której przybyli Zbyszek Tracz oraz inni kibice "Oderki" znający jej historię niemal od podszewki: bracia Marek i Wiesław Księżakowie wraz z Marianem Bąkiem. Rozgorzała z miejsca burzliwa dyskusja poprostu o naszym klubie. Każdy mówił o ...wszystkim, a historia potraktowana została jak trampolina, na której można odbić się i skoczyć z miejsca na miejsce.

Całą rozmowę przyćmił jednak pewien atrybut kibicowskiego stroju z jakim na spotkanie przybył Wiesław Księżak. Mieliśmy okazję zobaczyć historyczną...czapkę w barwach klubowych, która została "wyprodukowana" nakładem własnym w 1975 r. i stała się bardzo popularna wśród kibiców opolskich. To właśnie do czapki, której uniwersalność polegała na tym, iż można było ją nosić o każdej porze roku, zbierano fundusze na oprawy spotkań czy pieniądze na bilety PKP.

Właściciel czapki oczywiście demonstrował różne fasony i sposoby jej noszenia. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż czapka do dnia dzisiejszego nie była...prana! Dziś z pewnością staje się niemalże relikwią naszego klubu, o której niewielu ludzi związanych z "Odrą" zapewne wiedziało. Jest wartość jest porostu bezcenna.

Najciekawsze fragmenty rozmowy zamieszczamy poniżej:

Historia "Odry": Z pewnością przeżyli panowie piękne i niezapomniane chwile kibicując w latach 70-tych i 80-tych (niestety mniej udanych - red.) "Oderce". Kiedy wedle waszych ocen nastąpiło apogeum możliwości sportowych klubu?

Marian Bąk: Oczywiście w II poł. lat 70-tych. Odra była wtedy w I lidze... i była na czasie przez te 3 lata jak był Piechniczek. Ci, którzy byli za słabi by grać w I drużynie, grali w II. A wtedy "Odra" naprawdę miała silny skład. Wtedy też II zespół "Odry" zrobił mistrza III ligi. Klub nie zgodził się jednak na to, aby jej rezerwy grały w wyższej klasie rozgrywkowej. W Opolu była tak ostra konkurencja…tak silna była wtedy "Odra", że pierwsza drużyna grała w najwyższej klasie rozgrywkowej, a jej rezerwy powinny wtedy występować w II lidze.

"HO":Panie Wiesławie. Od pańskich kolegów z ławki kibiców, dowiedzieliśmy się, że posiada pan pewną rzecz, która dla każdego kibica "Odry" byłaby mile widziana we własnych zbiorach. Mówimy tu o kibicowskiej czapce "Odry", która była świadkiem wielu wydarzeń...

Wiesław Księżak: To prawda...wiele przeżyła. Ma chyba ze 30 lat. Mówię nawet, że jest całoroczna. Na każdą okazję i porę roku.

Być może była jedną z pierwszych czapek opolskich kibiców. Zawsze zabierałem ją na mecze wyjazdowe. Ona zawsze była wypełniona banknotami, bo niekiedy trzeba było zapłacić kary.

Podam przykład. Jak jechaliśmy na Szombierki, pewien kibic został pobity w pociągu. Jego matka nie wiedziała, co zrobić. Siedziała jednak pod hamulcem bezpieczeństwa. Pociągnęła za niego i pociąg stanął. A my w Pyskowicach mieliśmy przesiadkę. To było wtedy jedyne połączenie. Przyjechali sokiści. Hop do pociągu. Od razu klientowi mandat. No to my...czapkę zdejmujemy i zbieramy. Każdy rzucał, i to obojętnie czy był kibicem czy nie. Wszyscy musieli (śmiech).

Wiesław Księżyk prezentuje swoją czapkę (obok Marian Bąk)

"HO": Nazwał pan swoja czapkę całoroczną. Dlaczego?

W. Księżak: Dlaczego? Ja zawsze ją nosiłem na spotkania ligowe "Odry"...zimą, wiosną, jesienią...Do czapki był jeszcze szal...ale nie mam go teraz przy sobie. A szal też był w barwach czerwono-niebieskich. Miał 3 metry długości. Pokażę wam plakietkę "Odry" na mojej kurtce. Ma 25 lat! To jest jedna, ta sama plakietka.

"HO": Zbigniew Janik opowiadał nam, że za jego czasów (lata 70-te - red.) opolscy kibice byli z sobą dobrze zgrani. Jak trzeba było jechać na mecz wyjazdowy, a brakowało gotówki, to zawsze ktoś poratował...

W. Księżak: Tak faktycznie się zdarzało. Jechało się na wyjazd właściwie bez pieniędzy. Na wejście nie potrzebowałeś żadnej kasy. Wszystko było!!! Chłopaki tam byli, zrzucili się i się wchodziło.

"HO": Oprócz Polonii Bytom opolscy kibice przez wiele lat mieli dobre relacje z Kolejorzem. "Odra" miała na Lechitów patent, bo przeważnie wygrywała...i to wysoko!

M. Księżak: To prawda. Pamiętam jak "Odra" grała w ćwierćfinale Pucharu Ligi z Lechem w Opolu. Przegrywali już 0:3 ale po dogrywce wygrali 7:4.

Z. J.: A ja pamiętam jak Odra wygrała w lidze z Lechem 7:1. Spokojnie mogliśmy wejść na stadion. Nie było żadnych problemów. "Zgoda" pomiędzy Poznaniem i Opolem istniała. Nikt się z nikim nie bił.

"HO": Jaki stosunek mieli opolscy kibice do fanów takich drużyn jak, np. warszawskiej Legii?

W. Księżak: Bywało z tym różnie. Pamiętam półfinał Pucharu Polski, kiedy to do Opola przyjechało z pół Polski. My żeśmy o 7.00 rano czekali na dworcu. Milicjanci wyłapywali wszystkich. Na samym końcu wyłapano kibiców Legii. Akurat siedzieli w barze i popijali piwo. Legia tutaj rzadko oberwała, częściej Śląsk i Ruch.

"HO": Kiedy to popsuły się stosunki ze Śląskiem? Z materiałów, do których dotarliśmy wynika, że w latach 60-tych wzajemne relacje układały się pozytywnie.

Marek Księżak: Z tego co wiem, to cały czas były złe.

W. Księżak: Złe były już w latach 70-tych, a ostatecznie zepsuły się w latach 80-tych, kiedy to kibica "Odry" wyrzucono z pociągu koło Oławy. On wtedy na torach zginął.

Zbigniew Janik: Jak przyjechali kibice ze Śląska, poszedłem do Semafora. Zaproponowałem zgodę. Myśmy święci nie byli, ale z naszej strony wyszedł sygnał zawarcia "pokoju". Rozmawiałem tam z jednym członków grupy kibiców z Wrocławia, a on mi powiedział, że przekaże naszą propozycję "górze" i jak się "Mazur" zgodzi to zgoda może być. Dochodzi do meczu. I już wiedziałem, że to się dobrze nie skończy. Najpierw zdenerwowali nas przyśpiewkami, a jak pobili naszego porządkowego to sobie powiedziałem, że nie będę już do nich chodził i prosił. Wtedy mi się udało samemu wyskoczyć z trybun. Na środku boiska oddałem "modły" i pokazałem im gest Kozakiewicza.

Dyskusja była bardzo emocjonująca

"HO": W jakim przedziale wiekowym byli kibice "Odry" udający się na mecze wyjazdowe?

Z. Janik: W różnym, od osób starszych po chłopców takich jak ja. Pamiętam jak to było z moją mamą...jak niekiedy musiałem bajki wymyślać, by móc pojechać na mecz, np. do Szczecina. Mówiłem:

- Mamo, idę na mecz Odry...zaraz wracam. W domu mnie nie było ze trzy dni.

Zbigniew Tracz: No tak, bo to rewanż, dogrywka, karne... (śmiech).

Z. J.: Najlepszy był numer jak Odra grała mecze u siebie. Mało kto miał wtedy telefony. Wyglądam z bloku...tam przeleciała flaga czerwono-niebieska...a to gdzie indziej charakterystyczne szaliki. I już wiedziałem, że nasi zaraz będą grać...i szedłem na stadion.

"HO": Ze wcześniejszej rozmowy (ze Z. Janikiem 16 lipca 2008 r. - red.) wynika, że szczególnie "gorąco" witano was we Wrocławiu i Krakowie.

W. Księżak: W Krakowie to było przygoda! Na Wisełkę pojechałem kiedyś pociągiem. Siadamy w Opolu do pociągu. Jedziemy towarowym. Jak się okazuje on jechał w środę tylko do Katowic. No to w Katowicach wyskoczyliśmy, i czekaliśmy na kolejne połączenie. Okazało się, że będzie ze Szczecina. No dobra...nie było innej opcji i czekaliśmy na "Szczecin".

W końcu ten pociąg wjechał na katowicki dworzec. Na końcu pociągu niebiesko-czerwono…Pomyśleliśmy: - Nasi!!!

Ale nie byliśmy do końca pewni. Jechał jednak z nami taki Rysio. Powiedział do nas: - Tam z tyłu jadą chłopaki od nas. Pójdę się z nimi przywitać. Poszedł. My już dojeżdżamy do Krakowa a jego nie ma... W końcu wraca. Owinięty barwami, szalikami, flagami. I mówi: - To nie byli nasi. Oni byli z Pogoni!!!

Przyjechaliśmy do Krakowa. Wchodzimy na stadion, a tam kibice ze Szczecina. Czekali...i szukali gościa, który im "zwinął" szaliki klubowe. I młócka przy wejściowych bramach. Młócka niesamowita. Wróciliśmy z Krakowa, razem z nimi... ale jakie tam były przepały!? Z pół Polski się na ten mecz zjechało. To tak jak w Opolu na Legię (półfinał Pucharu Polski - red.). Kurczę, ale takiego drugiego meczu tu w Opolu nie było i już nie będzie...

"HO": A jak to bywało na innych stadionach?

Z. Janik: Pamiętam jak było na Szombierkach. Wtedy "Odra" bezbramkowo zremisowała (mecz rundy wiosennej sezonu 1978/1979 - red.). Pamiętam, z tego spotkania humorystyczny wątek. Byłem świadkiem, jak jakiś chłop, w wiejskich gumowcach, trzymając dumnie flagę "Odry" nie patrząc na nic i nikogo wszedł na stadion. A stadion Szombierek był bardzo ładny, jeden z piękniejszych wtedy w kraju.

W. Księżak: Pół stadionu było z Opola. Po drugiej stronie siedzieli ci z Szombierek i z Ruchu Chorzów. Ci z Ruchu jechali na nas całą pierwszą połowę, W przerwie meczu weszli kibice Polonii. Ledwo weszli...zrobiło się pusto! Kibice Ruchu dali nura ze stadionu. Ani jeden! Nie został żaden!! A ci z Polonii przyszli do nas i się spytali: - Czy już tamci poszli...?

"HO": Ale na meczach międzypaństwowych niechęć klubowa szła chyba na bok?

M. Księżak: Było spotkanie pomiędzy Polską a NRD. Jechaliśmy kibicami Śląska - przy wzajemnych docinkach - na mecz do Chorzowa. Jakimś cudem dojechaliśmy cało. Razem, w kilku sobie siedzimy na stadionie Śląskim i wtedy kibice z Ruchu przyszli. Taki wyrostek do "Siwego" podleciał, i zaczyna go bluzgać: - Ch...z Opola. A kibice Śląska ładnie się zachowali. Powiedzieli do tych z Ruchu: -To jest mecz międzypaństwowy. Jak jego ruszycie to będziecie mieli ze Śląskiem przechlapane.

"HO": Odra przez pewien czas grała w pomarańczowych koszulkach (jesień 1978/wiosna 1979). Mimo, że rozegrała w nich niewielką ilość spotkań, szybko dorobiła się przydomku "Holenderska Odra". Skąd wzięły się takie koszulki?

W. Księżak.: One raczej nie były pomarańczowe...bardziej żółte. Engelbert Jarek chyba chłopakom podarował taki komplet strojów.

Z. Tracz: Prawdopodobnie tak, bo on zawsze jakieś souveniry "Odrze" przywoził.

Zbigniew Tracz wspominający dawne czasy

"HO": "Odra" nieco wcześniej grała w koszulkach pasiastych (biało-czerwonych - red.), a jeszcze wcześniej w niebiesko-czerwonych. W jakich jeszcze strojach opolanie występowali?

W. Księżak: W białych dużo grali, w zielonych...

"HO": W zielonych?

W. Księżak: W zielonych. To jeszcze pamiętam za moich czasów, jak stoperem u nas byś Urbas. Urbas grał u nas w latach 60-tych z nr 5.

"HO": Właśnie. Na jakiej właściwie pozycji Urbas w Opolu grał? W Raciborzu był przecież napastnikiem.

Z. J.: Urbas w "Odrze" z napadu przesunięty został na pozycję stopera.

Z. Tracz: Jak grał w Raciborzu to był napastnikiem, ale jak przyszedł do "Odry" to grał stopera.

W. Księżak: Znaczy...on grał fortstopera z tyłu. Brejza, Dziadek i Urbas dobrze się uzupełniali.

"HO": Jakim właściwie systemem grała "Odra" w II połowie lat 70-tych?

Z. Janik:To był bardzo prosty system, tzw. trzy podania. Tak, jak kiedyś Polska grała w Mistrzostwach Świata...Gadocha - Deyna - Szarmach albo Lato. Trzy podania i piłka była pod bramką przeciwnika. Urbas świetnie się sprawdzał przy takim systemie. Wchodził z głębi iii...do dzisiaj nie zapomnę tego jego czoła!

"HO": Na jakim spotkaniu w Opolu było najwięcej kibiców? Informacje na ten temat często są sprzeczne...

M. Księżak: Wg mnie najwięcej ludzi było na meczu "Odra" - ŁKS (ok. 27 tys., ale w przerwie meczu mogło wejść kolejne 3 tys. - red.). Tomaszewski w tym meczu był na bramce. Naszej bramki strzegł Szczepanek.

M. Bąk: W łódzkim zespole grali wtedy Dziuba, Bulzacki, Sadek, a Leszek Jezierski ich trenował.

"HO": W Opolu wielkie kariery zaczynali m.in. Piechniczek, Młynarczyk, Blaut, Gut. Najciekawszą postacią wśród wyżej wymienionych jest Zbigniew Gut, który nie miał typowo piłkarskich warunków.

Z. Tracz: Zbyszek Gut był bardziej lekkoatletą niż piłkarzem. Kiedyś na stadionie "Odry" trenowali również lekkoatleci. Zbyszek chciał się trochę rozgrzać i przed treningiem piłkarskim skoczył tak sobie - dla zabawy - w dal... Mało rekordu Polski nie zrobił!

M. Bąk: Zbyszek miał skoczność...

M. Księżak: ...i szybkość. Był jednym z najszybszych piłkarzy w Polsce. Ale techniką odbiegał od innych.

M. Bąk: To jest zasługa trenerów "Odry", że zrobili z niego reprezentacyjnego zawodnika. To był surowy zawodnik. Prawa...lewa..prawa..lewa. Po trzech, czterech podaniach tracił piłkę….ale był niesamowicie szybki jako skrzydłowy "Odry" i reprezentacji Jak nasi atakowali zawsze odciągał z dwóch zawodników rywali, bo wszyscy wiedzieli, że jest niesamowicie szybki...i się go bali. A on biegł po prawej stronie. Niekiedy udało mu się przedrylować z dwóch pod rząd przeciwników i albo dalej gnał na bramkę albo podawał na boki, do: Maszczyka, Masztalera, Deyny... A Deyna dalej prowadził lub wykańczał akcję.

"HO": Można powiedzieć, że grał w podobnym stylu jak Kamil Kosowski?

M. Bąk: Coś w tym rodzaju. Techniki to może nie miał najlepszej, ale był naprawdę szybki.

"HO": Panie Marianie. Bardzo aktywnie działał pan na rzecz opolskiego sportu. Był pan nawet w szerokiej kadrze "Odry" za Piechniczka...

M. Bąk: Faktycznie byłem, ale nie miałem wystarczającej siły by się do I składu przebić. Na jednym z treningów trenerzy mi powiedzieli: - Nie masz szans na bramkę w I składzie, bo po prostu nie masz odpowiednich warunków. Ja byłem taki drobny, mały...i dałem sobie potem spokój z aktywną grą w piłkę. Ale przy futbolu zostałem. Razem z "Tadkiem" i jeszcze kilkoma innymi osobami zaczęliśmy organizować pod koniec lat 70-tych ligę "szóstek".

W pierwszym turnieju występowały 3-4 drużyny, ale z roku na rok tych drużyn przybywało. W pewnym momencie na hali widowiskowo-sportowej - w samych eliminacjach - startowało 127 drużyn, gdzie kadra każdej z tych drużyn musiała liczyć minimum 12 zawodników. Proszę sobie pomyśleć, że przy takiej ilości drużyn, turniej "szóstek" w Opolu pięknie się rozwijał. Wielu późniejszych piłkarzy "Odry" swoje pierwsze kroki stawiało w tychże turniejach. Kiedyś piłka halowa była dosyć silnie powiązana z piłką klubową. W halówkę, w turnieju "szóstek" grało bardzo wielu zawodników "Odry", Gwardii, Tempa.

"HO": Panie Zbigniewie. Po euforii związanej z kibicowaniem "ukochanej" drużynie, przychodzi również i gorycz. Jaka była - w pańskim wypadku - pierwsza, bolesna zadra związana z "Odrą"?

Z. Janik: Moim pierwszym, wielkim rozczarowaniem jako kibica "Odry" było odejście Dziadka. Nie mogłem uwierzyć, że opuszcza "Odrę" dla Lechii Gdańsk. Jeszcze wtedy człowiek nie rozumiał, o co chodzi. Miałem wtedy 10-11 lat.

"HO": Będąc kibicami Odry przeżyliście piękne chwile, jednakże dochodzimy do 1981 r. (spadek z I ligi - red.). Jaka jest geneza upadku "Odry"?

Z. Tracz: Jak się zrobiła "afera polonezowa". To był to początek końca...

M. Księżak: "Odra" za Piechniczka szła w górę, ale też za jego czasów powoli zaczęła się cofać. Być może, gdyby w sezonie 1978/1979 "Odra" zdobyła mistrzostwo losy klubu potoczyłyby się inaczej. Po straceniu szans na mistrza, władze wojewódzkie były mniej skore do wydawania większych sum pieniężnych. To doprowadziło do odejścia Piechniczka, Młynarczyka i jeszcze kilku dobrych zawodników.

M. Bąk: A w 1980 r. kilku piłkarzy założyło niezależne związki, co władze wojewódzkie przyjęły negatywnie. Trudności finansowe się nasiliły...a potem był spadek.

Zbyszek Janik, Marek Księżak wraz synem Dawidem

"HO": Wróćmy do czasów nam nieodległych. W ostatnich latach "Odra" nie miała zbyt dobrych zarządów. Szczególnie to widać w sposobie traktowania przez porządkowych byłych piłkarzy, którzy mają niekiedy problemy z wejściem na stadion w czasie spotkań!!!

M. Bąk: Jako klub, "Odra" nie utrzymuje kontaktu ze swoimi piłkarzami, szczególnie z tymi starszej daty. Chciałbym, żeby umożliwiono im cykliczne spotkania, Żeby mogli, co jakiś czas spotkać się na boisku i pokopać piłkę.

"HO": Niedawno (16 czerwca - red.), "Odra" obchodziła 63-rocznicę istnienia. Niestety, w większości zapomnianą przez opolskie media, władze i sam klub...

Z. Tracz: 4 lata temu - na 60-lecie klubu - zdziwiłem się jak po meczu towarzyskim z okazji jubileuszu "Odry" zaproszono mnie na górę…do klubu, który zasponsorował nam miłą uroczystość. Wtedy jeszcze "Odra" trochę pieniążków miała. Na 60-leciu byli Zbyszek Gano, Roman Wójcicki, Engelbert Jarek. Jarek z nami symbolicznie zagrał 10-15 minut i zszedł z murawy. Zobaczył jak my z przodu śmigamy to usiadł na ławce.

Z. J.: Fajnie by było gdybyśmy spotkali się w przyszłym roku w większym gronie. W gronie starszego i młodszego pokolenia kibiców jak i piłkarzy. Chciałbym zaproponować spotkanie kibiców Odry, piłkarzy i działaczy w przyszłym roku, na 64-lecie klubu.! Najlepiej 16 czerwca...To jest moje marzenie.

M. Księżak: Wspaniale by było, gdyby na 65-lecie klubu, nasza "Oderka" zagrała w ekstraklasie…i wtedy mógłbyś powtórzyć swoje modły do Allaha…. Najlepiej na meczu ze Śląskiem. To by było pięknie…

M. Bąk: Jak każdy z nas zadziała w tej kwestii to na pewno się uda. Przecież w przyszłym roku kolejna rocznica klubu i chciałbym, żeby była bardziej zauważona przez mieszkańców Opola niż było to w tym roku. Powinny nam przy tym pomóc media i zarząd klubu. Również same miasto powinno wykazać większą inicjatywę. Przecież Odra jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych wizytówek na Opolszczyźnie!!!

Z. J.: Proponuję więc spotkanie "naszych" kibiców i piłkarzy na stadionie "Odry" 16 czerwca przyszłego roku.

M. Bąk: Byłaby wtedy sposobność rozegrać kilka spotkań różnych roczników "Odry", np. "Odry" z lat 80-tych i tej z lat późniejszych..

"HO": I my popieramy inicjatywę spotkania wszystkich kibiców "Odry" oraz jej byłych zawodników w przyszłym roku, na 64-lecie istnienia klubu. W ramach naszych możliwości będziemy działać, by przyszłoroczne obchody były "godniejsze" od tegorocznych. Dziękujemy za interesującą rozmowę.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online