Wywiad z Klubem Kibica "Odry" Opole (lata 60/70-te) (16-17.07.2008 r.)

W dniach 16-17 lipca w Opolu miały miejsce dwa arcyciekawe spotkania zagorzałych fanów opolskiej "Odry", którzy w latach 70 oraz 80-tych tworzyli klub kibica. Inicjatywa wyszła od naszego zaprzyjaźnionego współpracownika Zbyszka Janika, który postanowił odwiedzić rodzinne Opole, aby nadrobić zaległości m.in. w spotkaniach z byłymi kolegami z podwórka i...stadionu.

Redakcja strony internetowej poświęconej historii "Odry" Opole została oczywiście zaproszona na spotkania. Skrzętnie z zaproszenia skorzystaliśmy licząc na idealną okazję do wzbogacenia swojej wiedzy o naszym klubie z perspektywy zapalonego kibica.

Pierwsze spotkanie odbyło się na opolskich ogródkach w nieco jeszcze okrojonym składzie, w którym uczestniczył główny zainteresowany Zbyszek Janik, Zbigniew Tracz (były zawodnik "Odry"), redakcja "HO" oraz...małżonka inicjatora całego przedsięwzięcia - Pani Stenia. Notabene serdecznie pozdrawiamy szanowną małżonkę, której cierpliwość była godna pozazdroszczenia. Nie każdy potrafi w spokoju, bez okazania odrobiny zniecierpliwienia wysłuchać ponad czterogodzinnej rozmowy o..."Odrze" Opole. Wielki szacunek dla Pani!:)

Zbyszek Janik w akcji

Fragmenty rozmowy z 16 lipca zamieszczamy poniżej:

Historia "Odry": Panie Zbigniewie. Był pan na ponad 30-tu meczach wyjazdowych Odry i na niezliczonej ilości spotkań przy ul. Oleskiej. Czy są takie spotkania opolskiej Odry, które szczególnie zapadły panu w pamięci?

Janik: Nie licząc spotkania Odry z Legią, kiedy wygraliśmy 5:3 (28.10.1978 - red.) przeżyłem dużo pięknych chwil związanych z występami naszej drużyny. Bardzo miłe wspomnienia mam z meczu pucharowego z Widzewem (w Częstochowie - red.). Uśmiałem się nieziemsko jak tuż przed rozpoczęciem meczu rzucono piłkę z helikopteru. Być może te wydarzenie zdeprymowało widzewskich graczy, bo ledwo rozpoczął się mecz a padła bramka dla nas. O ile pamiętam, Wojtek Tyc zaskoczył wtedy bramkarza Widzewa. Był też mecz z Lechem, kiedy to Odra wygrała 7:1. Nie zapomnę tego meczu!!! Mieliśmy wtedy z Kolejorzem bardzo dobre stosunki. Wygraliśmy tak wysoko, że obawialiśmy się reakcji kibiców Lecha. Ale oczywiście do niczego nie doszło. Naszym wyszedł świetny mecz, a Lechitom fatalny. Zawsze jednak "gorąco" było, kiedy jechaliśmy do Poznania. Jechało się przez Wrocław, z którym byliśmy w złych relacjach...i tam niekiedy było naprawdę nieprzyjemnie.

"HO": Były jednak i takie mecze jak z Metalem Kluczbork, kiedy to kibice Odry prowokowali miejscowych kibiców.

Janik: Tak, ale takiego kibicowania nie popieram. Jechać na mecz tylko po to by "powstanie warszawskie" robić jest idiotyzmem, a idiotów masz wszędzie! Obecnie mieszkam w Walsrode w Niemczech. Bardzo spokojne kilkutysięczne miasteczko, gdzie oprócz Niemców mieszka spora grupa Polaków i Turków. Tam, kibice miejscowi i przyjezdni bardzo spokojnie się zachowują. Kiedy bramkę strzelą przyjezdni, ich kibice - co oczywiste - cieszą się na głos...ale do niczego nie dochodzi. W Opolu za moich czasów było z tym różnie, ale niewątpliwie jako kibice "żyliśmy" na nich.

"HO": Ale ostatnio bardzo nam się podobało zachowanie opolskich kibiców na meczu z Turem Turek przegranym przez Odrę 0:1. Nota bene. Piłkarze ten mecz odpuścili?

Od lewej Zbyszek Tracz, od prawej Zbyszek Janik

Tracz: Ja też słyszałem podobne pogłoski, ale nie, mecz nie był sprzedany. Zagrali kichę totalną, ale prawdę mówiąc do sezonu byli fatalnie przygotowani...i to było widać w rundzie wiosennej.

"HO": Wspominamy o tym meczu, ze względu na ładne zachowanie kibiców Odry. Otóż przyjechali kibice z Turka, usiedli na trybunie krytej wśród kibiców Odry. Kiedy piłkarze z Turowa strzelili bramkę grupka osób będących wśród kibiców z Opola wstała z miejsc i zaczęła się cieszyć. W jednym momencie taka konsternacja. Coś jest nie tak. A z drugiej…wszyscy popatrzyli na to…w porządku, fajnie. Cieszą się, mają prawo siedzieć koło nas. Dlaczego oni mają siedzieć tam gdzie nie ma krzesełek, na betonowych skarpach? Też mają prawo aby w odpowiednich warunkach obejrzeć widowisko piłkarskie. Dlaczego ja mam komuś pluć w twarz, bić go, wyzywać, bo on jest z obcego klubu? Przykładowo chcielibyśmy pojechać do Wrocławia, usiąść pomiędzy kibicami Śląska i wstać z radości jak Odra bramkę strzeli. Dlaczego stosunki ze Śląskiem są tak nieprzyjazne? Nie było prób nawiązania lepszych relacji?

Janik: Ze Śląskiem pamiętam taką sytuację. Na Armii Krajowej był pub. Tam przyjechali kibice ze Śląska. Ja tam poszedłem z paroma kumplami do tej "mordowni":

- Cześć.

- Cześć.

Piwo się z nimi wypiło. Zaproponowaliśmy porozumienie. A jeden z nich mówi, że on nie jest prezesem, ale przekaże naszą propozycję.

- Nie ma sprawy.

Mówię sobie: - Będzie wszystko w porządku.

No i tak to się skończyło. Przed meczem ok. 3-4 tysięcy kibiców Śląska przeszło ul. Krakowską w drodze na stadion, gdzie powyrządzali trochę szkód. No i zaczyna się mecz. Oczywiście dużo milicji.

Zaczęły się kibicowskie przyśpiewki. Najpierw zaczęli kibice Śląska:

- Opole, Opole. Dzisiaj macie cztery gole!

A my:

- Opole, Opole. Dzisiaj strzelimy cztery gole!

I tak w kółko. I co mi się udało...tu mam satysfakcję do dzisiaj. Udało mi się samemu wbiec na murawę, na środek boiska i pomodlić się o zwycięstwo. Wtedy się jeszcze "paluszka" nie znało, ale znałem gest Kozakiewicza.

Miałem satysfakcję jak im ten gest pokazałem. Oczywiście z sektora kibiców Śląska poleciały bluzgi. Ja tymczasem spokojnie wracam do swojego sektoru.

Akurat już na stadionie Odry stało ogrodzenie, które zainstalowano na mecz Odry z Magdeburgiem, bo takie były wymogi UEFA. Ja jeszcze wtedy, szczupły, młody chłopak a już milicjant stoi z pałeczką...I wiecie co on zrobił? Niby tam trochę klepnął mnie tą pałką…ale bardziej pomógł przeskoczyć na sektor.

Powiedział mi jeszcze na ucho:

- Dobrze zrobiłeś!

Dostałem się na własny sektor, a tam mnie kibice Odry fajnie przywitali...i tak to się skończyło z tą próbą nawiązania przyjaźni ze Śląskiem. A potem był mecz rewanżowy.

Ja pojechałem na mecz ze Zbyszkiem Januszewskim. Jesteśmy we Wrocławiu. Oczywiście szaliki pochowane. Wchodzimy do tramwaju. A w nim spotykam gościa, z którym rozmawiałem na temat zawarcia pokoju między klubami. Kurcze mole. Bałem się, że będzie awantura. Ale jakoś dojechaliśmy na stadion.

Odra przegrała wtedy ze Śląskiem. Wierzcie mi, że jak Śląsk strzelił bramkę to my biliśmy brawo. A wiecie czemu? Wiecie co kibice Śląska zrobili? Postawili swoich, aby "wyczaili" kto jest kibicem Odry. I to tak miało wyglądać, że jak Śląsk strzeliłby bramkę, to wiadomo by było, że ci którzy się nie cieszą są z Opola.

Ale szybko się w tym wszystkim pokapowaliśmy. Jak więc Śląsk strzelił, to było minorowo... ale trzeba było wstać i bić brawa, żeby nie poznali kto jest z Opolszczyzny.

"HO": A od kiedy pomiędzy Śląskiem a Odrą panuje "wojna"?

Janik: To wszystko przez Zbyszka :)

Janik: Opole, od kiedy pamiętam było postrzegane przez Wrocław za "gorsze". Oni uważali, że w Opolu mieszkają sami Niemcy. Wrocławianie zresztą jak przyjeżdżali do nas byli bardzo aroganccy. Przechodząc przez ul. Krakowską, niszczyli wszystko co im wpadło w ręce...głównie doniczki.

"HO": To się musiało zacząć pod koniec lat 60-tych lub na początku 70-tych. Posiadamy materiały meczowe, np. z 1964 r. we Wrocławiu z I ligi, które świadczą o dobrych, wzajemnych relacjach pomiędzy Oboma klubami. Nawet kreuje się w nich Odrę na przyjaciela wrocławskiego Śląska. Dlaczego potem te stosunki się tak bardzo popsuły?

Janik: Być może tak było. Być może jakiś idiota czy z Opola czy z Wrocławia "wyskoczył" i już był zaczątek do konfliktu. My jako ówcześni kibice Odry staraliśmy się poprawić relacje nie tylko z Wrocławiem, ale i z Krakowem…ale z tym różnie bywało. Krakowiacy kiedyś przyjechali do Opola pogadałem z nimi i nawet nawiązałem z nimi dobre relacje. Pojechaliśmy na Wisełke. Przegraliśmy, chyba 3:1 i te "cholery" zaczęły nas wyzywać. A obok była milicja. Myślicie, że milicja cos pomogła?

Wtedy to szybę w autobusie klubowym rozbito, kilku kibiców Odry pobito. Ale afera się skończyła. Wylegitymowano nas. Siedzimy w autobusie i jedziemy. Patrzę czy wszyscy są… Przechodzę koło jednego z naszych kibiców i się go pytam, czy wszystko OK? A on mi odpowiada:

- Coooo? Ciiieeerpię...

"HO": Jaki mecz jeszcze niemiło wspominasz?

Janik: W Chorzowie. Tam też było ciężko...Myśmy trzymali z Polonią Bytom, a oni mieli z nimi wojnę. Przed meczem kilku kibiców Ruchu zabrało naszym jedną z klubowych flag. W czasie meczu chcieli ją spalić. W nas taka złość wstąpiła, że postanowiliśmy zrobić wszystko co możliwe by nie dopuścić do jej spalenia. To jest długa opowieść…ale koniec końców, z pomocą milicjantów - którzy pilnowali spokoju na stadionie - odzyskaliśmy naszą własność.

"HO": Kibice Odry za pańskich czasów mieli jakiś własny, klubowy hymn?

Janik: Piosenek i przyśpiewek było wiele, ale najbardziej przeze mnie znaną jest następująca:

"My ten cały styl angielski bardzo dobrze znamy

Dał nam przykład Leeds United, jak zwyciężać mamy

Marsz, marsz Odra, ukochana ma drużyno

Czy wygrywasz, czy przegrywasz pozostaniesz z nami"

...I to jest hymn Odry, jaki często śpiewaliśmy w latach 70-tych.

"HO": Jak się zaczęło pańskie kibicowanie?

Janik: Jak się zaczęło moje kibicowanie? Ja miałem wtedy 15 lat. Mieszkałem w blokowisku na Ozimskiej, obok mnie mieszkało kilku piłkarzy Odry...i szybko złapałem kibicowskiego bakcyla. Szczególnie pamiętam, jak wyjeżdżaliśmy na wyjazdy. To była przygoda!!! Prawie że bez pieniędzy, z kolegami stawaliśmy na ul. Strzelców Bytomskich. ZiŁA żeśmy zatrzymali, na pakę i flaga czerwono-niebieska...i "jedziemy chłopy". To były czasy!!! Często było tak, że na mecz jechałem bez złotówki! Inni kibice jechali, zatrzymywali i się pytali czy jadę? Ja mówiłem, że nie mam za co pojechać. I się okazywało, że to nie był problem. Zawsze ktoś pomógł.

Jechałem więc oficjalnie na mecz, wszedłem oficjalnie, wypiłem oficjalnie, zjadłem oficjalnie i wróciłem oficjalnie. Taka była komitywa wśród opolskich kibiców.

Kiedyś, autentycznie Opole żyło Odrą. Przyznam szczerze, że ja chociaż byłem na wielu spotkaniach Odry, to ich nie widziałem. Ach… piękne wspomnienia. Myśmy za tą Odrę dalibyśmy się sprzedać!

Ze Zbyszkiem Traczem mieliśmy te szczęście, że akurat za naszych czasów Odra bardzo wysoko stała w hierarchii ligowców. Ja miałem te szczęście, że mieszkałem w takiej dzielnicy, gdzie również mieszkało wielu piłkarzy Odry, z którymi często miałem kontakt. Miałem szczęście, nic więcej.

Spotkanie

"HO": Czy autokar klubowy zabierał was kibiców na mecze wyjazdowe Odry?

Janik: Jak było miejsce to tak. Miło np. wspominam mecz z Widzewem. Z Łodzi żeśmy wracaliśmy. I stoimy. Człowiek nie wiedział jak wróci. Najważniejsze żeby dojechać na mecz. Na meczu być, a potem nieważne. I raz, patrzę się... Stoi autobus Odry i kierowca mówi: - Z dziesięciu kibiców Odry wezmę. No i ja jechałem. Jak było jakieś wolne miejsce to nas zabierali.

"HO": Jak to było z murawą na opolskim stadionie? Z tego co wiemy to pan Jan Śliwak bardzo dbał o murawę. To prawda?

Janik: Śliwak dbał o murawę jak o własne dziecko, a my z kumplami...miałem wtedy 12 lat...poszliśmy na stadion Odry grać. Klub był otwarty. I my gramy...w pewnym momencie widzimy, że ktoś w naszym kierunku leci i krzyczy:

- Co wy tu robicie?

Pouciekaliśmy ze stadionu, ale szybko się zorientowałem, że na murawie zostawiłem swoją kurtkę, a nie wrócę do domu bez niej...No to z powrotem, do klubu do pana Śliwaka. On mi zaczął tłumaczyć, że... trawa...murawa...i że jak obiecam, że już takich rzeczy nie będę robił to mi kurtkę odda.

"HO": W 1975 r. Odra Opole jako jeden z kilku ówcześnie klubów w Polsce, mogła się pochwalić sztucznym oświetleniem. Jakie były pierwsze twoje - jako piłkarza - wrażenia?

Tracz: Światła zamontowała nam jakaś duńska firma. Przychodzimy na trening a na boisku takie potężne czółno. Okazało się, że jak wieczorem zapalano dla nas światła, ich snop padał pod tak dziwnym kątem, że tworzyło się takie właśnie czółno. Pierwsze spotkanie (towarzyskie - red.) przy sztucznym oświetleniu graliśmy w lipcu albo w sierpniu z radziecką drużyną.

"HO": 1 maja zawsze się w Opolu dużo działo. Jak ten dzień spędzali piłkarze?

Spotkanie

Tracz: 1 maja wszyscy działacze i piłkarze Odry musieli defilować. A jak nie... to płaciłeś karę

"HO": Opole w ówczesnym czasie to nie tylko piłka nożna, ale i żużel, siatkówka, piłka ręczna, boks...

Janik: Pamiętam, że boks w Opolu stał na wysokim poziomie, a i można było zobaczyć najlepszych polskich kolarzy (Wyścig Pokoju w latach 60-tych gościł w Opolu - red.). Widziałem jak kolarze wjeżdżali na stadion Odry….to było niebezpieczne, bo zakręt prowadzący na stadion był pod ostrym kątem. Ale atmosfera na stadionie była wspaniała. Jak na meczu! Wtedy chyba wygrał Szozda. Z innych wydarzeń ogromne wrażenie na mnie zrobiły dożynki, które również odbywały się na stadionie Odry.

"HO": To prawda, że za waszych czasów były organizowane w Opolu cykliczne turnieje w piłce halowej?

Janik: Faktycznie. Kiedyś w Opolu organizowane były turnieje halowe. Grał w nich m.in. Zbyszek Harańczyk.

Tracz: Pamiętam, że pierwsze turnieje halowe organizował Paweł Kiszka. Hala pełna była kibiców. Eliminacje zaczynały się rano a finał rozgrywano pod wieczór.

"HO": W okresie świetności klubu jak na dziedzinę kultury fizycznej na Opolszczyźnie zapatrywali się mieszkańcy miasta?

Janik: Jak najbardziej pozytywnie. Było przecież wiele sekcji sportowych…a teraz? Nic. Za moich młodzieńczych czasów Odrą żyło całe Opole. Były takie mecze, że 4-6 tysięcy opolan jechało na mecz wyjazdowy naszej drużyny.

Spotkanie

"HO": Panie Zbigniewie. We wrześniu 1980 r. piłkarze "Odry" jako pierwsi w kraju założyli niezależny sportowy związek zawodowy. Czy pan pamięta tamten okres?

Tracz: Tak. To było tak, że kilku z piłkarzy chodziło do nas i proponowali wstąpienie do związku. My wtedy mieliśmy wiele własnych, osobistych problemów. Nie myśleliśmy o wstępowaniu do związku...mieliśmy wtedy własne problemy...

"HO": Niezależny związek zawodowy jednak powstał. I nagle Odra popadła w kryzys, który skończył się spadkiem z I ligi w 1981 r. Czyżby zemsta KW PZPR na niepokornym klubie?

Tracz: Może tak, ale trudno mi się w tej kwestii wypowiadać. Ja wtedy byłem już graczem Śląska. Ale musiało coś być na rzeczy, że Odra tak szybko upadła. Początki kryzysu...i upadku widzę jednak w 1978 r., kiedy wybuchła afera "polonezowa".

"HO": Pamięta pan mecze, które rozegrał przeciwko Odrze w barwach Śląska?

Tracz: Tak. Pierwszy mecz graliśmy we Wrocławiu, na stadionie Olimpijskim. Wygraliśmy 3:2 (wtedy trenerem Odry był Stanko, sezon 1980/1981 - red). Więc skład na Odrę trener ustalał...i nagle mówi:

- A w ataku zagrają dwa karakany. Dwa karakany... Znaczy ja i Jasio Sybis.

Mówię sobie...Jasio Sybis. No dobra, że karakan metr sześćdziesiąt parę, ale to co gościu miał...szybkość, technikę. Jasio Sybis po treningach zawsze zostawał i on jeszcze z godzinę trenował. Razem z nim zostawał drugi czy trzeci bramkarz i obaj ćwiczyli rzuty wolne, karne itp.

Mówił też do mnie:

- Zbyszek, zostań. Pomożesz mi.

- No dobra. Pomogę ci. Coś się tam nauczę.

Panowie...myśmy w dwójkę zostawali na tym dodatkowym treningu. Trening...dajmy na to 1,5 godziny, a my jeszcze z godzinkę. Ci już wykąpani, wiecie - już na piwko szli a my ciągle trenowaliśmy.

Janik: Zbyszek był bardzo dobrym technicznie piłkarzem.

Tracz: ...Ja i Janek Sybis...dwa karakany (śmiech)

A przed meczem piłkarze Odry przyjechali. Witam się z moimi jeszcze niedawnymi kolegami:

- Cześć.

-Cześć.

- Po meczu zabieram się z wami.

A Wojtek Tyc:

- No, jak k... nie strzelisz bramki to pojedziesz.

Nie chciałem tego meczu grać, ale trener mnie wystawił. Gramy, gramy. W szatni się przebieramy. Taki Henio Kowalczyk grał na stoperze w Śląsku i mówi:

- K... Zbychu. Jak odpuścisz to masz jutro na treningu takiego kopa, że się nie pozbierasz.

No kurcze...następny. Motywację do gry ...k... miałem taaaaaką!

"HO": Nie miałeś jednak ochoty zagrać tak by Odry nie skrzywdzić?

Tracz: Powiem tak. Przed meczem, jak rozmawiasz z kolegami to wiecie... W świadomości jest coś takiego:

- Aaaaa, dobra, gram na 80 %. Będę się starał. Tam jakieś sytuacje będę miał to nie będę strzelał, tylko zagram do "lepiej" ustawionego kolegi.

Ale później…sędzia gwiżdże,...a jak dostaniesz pierwszą kosę to już człowiek zapomina o wszystkim. Gramy na Olimpijskim. Gramy, gramy jakieś 10 minut. Ja sobie piłkę przyjąłem, wypuszczam a tu...jaka kosa poszła od FRANKA ROKITNICKIEGO?

"HO": To był chłop jak dąb...

Tracz: Ale na niego miałem sposób. On był "nieczuły" na siatki. A nie był techniczny...On się rozpędził, a ja mu "łyk".

A raz dostał podwójną siatkę. On poleciał na mnie... założyłem mu siatkę, szybko się wrócił ..i znowu sytuacja się powtórzyła. Wiecie…a starszyzna boiskowa w śmiech.

A on do mnie podszedł:

- Już nie żyjesz.

To ja podchodzę do trenera:

- Trenerze. On chce mnie k... zabić. A trener ciągle się śmiejąc:

- Spokojnie młody...

"HO": Panie Zbigniewie. Był pan jednym z wielu wychowanków Jana Śliwaka. Co może pan o nim powiedzieć?

Tracz: Pana Śliwaka znam od małego, od trampkarzy. Zawsze był dla mnie autorytetem. On był zawsze kierownikiem drużyny juniorów. Miał niesamowitego nosa do wyszukiwania talentów. Ktoś mu tam powiedział, że jest chłopak na wsi, że gra fajnie...że można by go sprowadzić do Odry, sprawdzić jego umiejętności. No i pan Śliwak jechał jak nie samochodem to siadał na motorower i jechał zobaczyć chłopaka. Zapraszał na trening do Odry...i się okazywało, że "chłop do grania". Klub wiele mu zawdzięcza. To dzięki niemu do Opola trafiło wielu, później wybitnych piłkarzy Odry.

"HO": Ostatnimi czasy Odra nie miała szczęścia do zarządów...

Tracz: Tak. Niestety były i takie sytuacje, że osoby, które nigdy nie miały styczności z futbolem zajmowały się sprawami organizacyjnymi klubu…a potem było tak jak na jednym z meczów Oderki.

Raz sobie na meczu siedzimy. Akurat byłem na balkonie, na górze...i z balkonu oglądamy spotkanie. A tam deszcz padał. Obok nas stał sobie działacz. Podchodzi do mnie i się pyta:

- Oooo...przepraszam, a nasi, w których strojach grają?

Ten "pan" stoi i pół meczu ogląda :

- A ci w których strojach...ja cię. Co ty tu kurczę robisz? I się później okazuje, że to jakiś działacz jest...Odry!!! To jest dramat!

"HO": A jak to wyglądało w drużynie Śląska?

Tracz: Jak przez dwa lata w Śląsku grałem, organizacyjnie klub był bardzo dobrze ułożony Tam każdy człowiek, począwszy od gospodarza , kończąc na dyrektorze klubu... każdy miał swoją działkę i każdy za nią odpowiadał. Nie było "wpieprzania" się osób w nie swoje kompetencje.

"HO": Dlaczego klub nie korzysta z wiedzy byłych piłkarzy i nie zatrudnia ich? Np. Józefa Żymańczyka?

Tracz: Ja im tłumaczę tam obojętnie kto siedzi na górze. Ale jak schodzimy na temat piłki...na temat Odry i ktoś mi zacznie mówić że czarne jest białe to już mnie zaczyna wkurzać. Ja im tłumaczę na tej zasadzie. Słuchaj. Najlepsze zachodnie kluby zatrzymują swych wychowanków. Kto siedzi w zarządzie tych klubów? Kto zajmuje się szkoleniem młodzieży? Byli zawodnicy, którzy się utożsamiają z klubem. Przykład: Bayern, Schalke, Real, Barcelona…Sami byli zawodnicy.Po co szukać trenerów, albo sprowadzać z Holandii, jak tego Holendra. Dostał takie pieniądze, że równie dobrze można było sprowadzić 3-4 piłkarzy. Do czego zmierzam...

Mało jest tutaj byłych zawodników, którzy mają uprawnienia trenerskie począwszy od tych starszych? Jest przecież Antek Kot, Andrzej Krupa, pan Wiesław Łuczyszyn, Darek Kaniuka, Krzysiek Job.

Tego Holendra tu zatrudnili, a się okazuje - tuż przed sezonem - że on nie ma uprawnień na trenera. On jest w Holandii menadżerem, a nie żadnym trenerem!!! Trzeba było dodatkowo zatrudnić tłumacza i osobę, która ma papiery na trenera. Przez takie nieprzemyślane decyzje narobiono takie długi, jakie teraz Odra ma.

Holendrzy zwinęli żagiel. Mało...trener był jeszcze na tyle bezczelny, że na łamach prasy oskarżył czterech podstawowych zawodników, że oni mecze sprzedawali. Że grali tak, aby nie wygrać. Oni mu założyli sprawę ale teraz trzeba ustalić jego adres, bo ten adres co tam był w Internecie to jest nieprawda!

Wspólna fotografia:Janek, Seba oraz dwóch Zbyszków

"HO": Jak się dowiedzieliście o naszej stronie?

Tracz: Ja o stronie poświęconej Odrze dowiedziałem się od Zbyszka (Janika - red.).

Janik: U mnie było w tym dużo przypadku. O waszej stronie dowiedziałem się na naszej-klasie przez Zbyszka Kurzydło, też "starego" kibica Odry. Napisał mi, że ma znajomych w Opolu, którzy piszą o historii Odry Opole. Podał mi adres waszej strony.

"HO": Dziękujemy serdecznie za rozmowę.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

Polecamy

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online