Historia "Odry" Opole: Panie Krystianie jakie były Pana początki gry w piłkę nożną. Pochodzi Pan z niewielkiej miejscowości niedaleko Raciborza, z pewnością nie było łatwo...

Krystian Gruszka: Karierę rozpoczynałem w malutkim klubie LZS Rudniku. Stamtąd jako młody chłopak 16-letni przeniosłem się do "Unii" Racibórz, gdzie rozpoczynałem grę jako junior występując w pierwszej lidze juniorów. Po ukończeniu okresu gry w juniorach, dostałem się do kadry pierwszego zespołu z Raciborza, który występował w trzeciej lidze.

HO: Jak Pana rodzice zapatrywali się na Pana grę w piłkę nożną, która w pewnym momencie musiała pochłaniać sporo czasu. Czy miał Pan problemy pogodzenia nauki z uprawianiem piłki nożnej?

KG: Nie. Nie miałem z tym problemu. Owszem nie było łatwo, ale jakoś udało się pogodzić jedno z drugim. Chodziłem normalnie do szkoły, następnie przychodziłem do domu, odrabiałem zadania domowe, a później wychodziłem na boisko trenować, co sprawiało mi ogromną satysfakcję.

HO:Występował Pan na boisku na pozycji obrońcy. Predestynowały do tego z pewnością Pana warunki fizyczne. Czy od zawsze wiedział Pan, że ta pozycja jest dla Pana przeznaczona?

KG: Faktycznie od samego początku mojej gry występowałem na pozycji forstopera, ale również grywałem jako pomocnik. Z roku na rok, gdy zdobywałem doświadczenie, moi trenerzy zaczęli mnie stopniowo przesuwać do tyłu i ostatecznie zadomowiłem się w linii obrony.

HO: Kto zatem był Pana pierwszym trenerem i co mógłby Pan o nim powiedzieć?

KG: Tak, oczywiście, że pamiętam. Był nim Gerard Michalski notabene były bardzo znany piłkarz "Unii" Racibórz. Jako trener osiągnął dwukrotnie mistrzostwo Polski juniorów oraz awansował z zespołem do pierwszej ligi, która walczyła przez dwa lata w pierwszej lidze m.in. z "Odrą" Opole.

Krystian Gruszka w trakcie rozmowy z Sebastianem Bergielem dla Historii Odry Opole

HO: "Unia" Racibórz przez długi okres czasu była głównym rywalem "Odry" Opole, jeśli chodzi o zespoły juniorskie w naszym regionie. Często "Unia" walczyła z "Odrą" o prymat w regionie. Czy miał Pan okazję jako piłkarz "Unii" rywalizować przeciwko opolskiej drużynie?

KG: Tak, oczywiście. W ciągu dwóch lat gry w zespole juniorskim, miałem okazję występować kilkakrotnie przeciwko "Odrze". Jednak w tych czasach kiedy występowałem, młodzi piłkarze z Opola byli poza naszym zasięgiem, a w 1972 roku zdobyli nawet mistrzostwo Polski juniorów.

HO: Musiał Pan jednak zrobić dobre wrażenie na działaczach "Odry" Opole w trakcie tych spotkań, ponieważ pojawiło się zainteresowanie Pana osobą właśnie w tym klubie. Czy pamięta Pan moment kiedy "Odra" się po Pana zgłosiła?

KG: Tak, pamiętam doskonale. Miałem 20 lat, to był mój drugi rok występów w seniorskim zespole z Raciborza. Dostałem propozycję reprezentowania młodych talentów Opolszczyzny w kadrze wojewódzkiej i tam zauważył mnie trener Antoni Piechniczek.

HO: Jak Pan się zapatrywał na tą propozycję? "Odra" wówczas była marzeniem każdego młodego piłkarza w regionie...

KG: Powiem szczerze, że nie byłem wcale zdecydowany, aby przejść do "Odry"! Rywalizacja w drużynie z Opola była ogromna, a sam zespół był niesamowicie silny. Miałem obawy przed podjęciem decyzji, ponieważ nie chciałem spędzić tego czasu na ławce rezerwowych. Ostatecznie podjąłem decyzję o przeniesieniu się do Opola, aczkolwiek liczyłem się z tym, że może mi się nie udać. Była to moja osobista decyzja, a rodzice w tym przypadku nie mieli na nią żadnego wpływu. Oczywiście do tej pory nie żałuję, że zdecydowałem się występować w "Odrze". Pomimo, że moje początki w Opolu były trudne, jakoś sobie poradziłem. Czułem się w pierwszych dniach i miesiącach bardzo zagubiony w wielkim mieście. Dużo mi pomogli koledzy z boiska, szczególnie mieszkający ze mną w hoteliku klubowym Alfred Bolcek.

HO: Wspomina Pan o pomocy kolegów z boiska. Wielu byłych zawodników naszego klubu często wspomina, niesamowitą atmosferę panującą miedzy piłkarzami, działaczami i trenerami. Można nawet powiedzieć, że panowała rodzinna atmosfera. Pomagało to w aklimatyzacji ?

KG: Tak było! Zawodnicy byli bardzo uprzejmi. Ja akurat miałem szczególnie dobre kontakty z tymi najlepszymi piłkarzami. Sam nie wiem dlaczego tak się działo, ale miałem świetne relacje z Antkiem Kotem, Bogdanem Masztalerem, Andrzejem Krupą czy Zbigniewem Kwaśniewskim. Oni przyjęli mnie bardzo dobrze w zespole. Byłbym zapomniał o Joachimie Szczepanku, z którym łączyły mnie również bardzo dobre kontakty. Nie zmienia to faktu, że z pozostałymi młodymi piłkarzami także miałem dobre relacje jak z Bronkiem Kabatem, Sławkiem Masztalerem czy Jankiem Szwedem.

Krystian Gruszka w trakcie rozmowy z Sebastianem Bergielem dla Historii Odry Opole

HO: Jest Pan już piłkarzem "Odry" i rozpoczyna się walka o miejsce w składzie. Trenerem drużyny jest młody Antoni Piechniczek, który w pewnym stopniu zaczyna kształtować własny warsztat szkoleniowy. Jak oceni Pan z perspektywy czasu trenera Piechniczka ?

KG: Jako trener był bardzo dobry. Potrafił z naszym zespołem pracować i zachęcić nas do tej pracy. Wszystkich nas traktował jednakowo i nie forował żadnego piłkarza. Każdemu starał się dawać szansę, jeśli tylko ktoś na nią zasługiwał. Lubił stawiać na młodzież, tutaj można wymienić takie nazwiska jak Podgórny, Szczech czy Kabat, którzy w ciągu krótkiego okresu czasu wskoczyli do pierwszej drużyny po okresie juniorskim. Piechniczek zwracał szczególnie uwagę u piłkarzy na dobre warunki fizyczne.

HO: Pan również był młodym 20-letnim piłkarzem. Czym zatem Pan zaimponował trenerowi Piechniczkowi, który wstawiał Pana do pierwszego składu.

KG: Tego nie wiem. Trzeba byłoby się zapytać samego trenera Antoniego Piechniczka. Jednak jak tak sobie pomyślę to chyba imponował jemu mój...spokój. Byłem spokojny, a jednocześnie agresywny.

HO: Spokojny i agresywny ?

KG: (śmiech) ...można powiedzieć, że byłem na boisku zrównoważony, a w sytuacjach, które tego wymagały byłem rzeczywiście taki ciężki "orzech do zgryzienia". Tak to mogę wytłumaczyć.

HO: HO: Ale jednak w jakiś sposób musiał Pan trenerowi zaimponować swoimi umiejętnościami czysto piłkarskimi. Jakim był Pan piłkarzem w "Odrze" i czego się Pan nauczył występując w Opolu? Pana wady i zalety piłkarskie...

KG: Niestety nie byłem szybkim piłkarzem i miałem problemy gry głową. Natomiast cechowała mnie ogromna waleczność oraz dobra technika. Cały czas starałem się doskonalić swoje umiejętności pod okiem trenera Piechniczka.

HO: Jak wspomina Pan treningi pod okiem trenera Piechniczka?

KG:Treningi były bardzo ciężkie…bardzo dużo biegaliśmy, szczególnie tzw. interwały, czyli bieg, sprint, odpoczynek. Wyskok, podskok, przewrót, podskoki, wyskoki…wszystko opierało się na bieganiu. To była dla mnie zupełna nowość. Metody treningowe jakie wprowadzał pomogły mi w dalszej karierze. Muszę wspomnieć o taktyce, która była dla niego istotną kwestią. Zadania taktyczne należało wypełniać w 100%. Starałem się ze wszystkich sił robić to co nakazywał trener, ale u Piechniczka było tak, że obojętnie jak to robiłeś to zawsze było…źle! To był jego sposób motywacji piłkarzy do pracy. Chciał aby piłkarz stawał się coraz lepszy, dlatego potrafił być bardzo wymagający. Bez względu na wszystko, był dla nas nie tyle trenerem ile kolegą w drużynie. Młody trener z niektórymi zawodnikami jeszcze niedawno spotykał się na boisku, także był z nami na przyjacielskiej stopie, co ułatwiało kontakt z nim.

HO: Regularne występy w zespole drugoligowym musiały być dla Pana wielkim przeżyciem. Był Pan jednym z autorów awansu do ekstraklasy po pierwszym roku pracy Antoniego Piechniczka w Opolu.

KG: Faktycznie, grałem regularnie do czasu mojej kontuzji. Pierwszy raz występowałem przed liczną publicznością na trybunach, ale to mnie tylko mobilizowało do lepszej gry. Nie ukrywam, że tremę delikatnie odczuwałem i denerwowałem się jak wypadnę. Ale jak wychodziłem już na boisko to zapominałem o wszystkim.

HO: Zdarzało się Panu grać nie fair wobec przeciwnika ?

KG: (zastanowienie)...mogę powiedzieć tylko tyle, że założenia taktyczne należało wypełniać na boisku. Starsi zawodnicy mi często doradzali: Chcesz mieć młody spokój na boisku? Musisz mu zatem pokazać kto tu rządzi, aby miał przed tobą respekt! W jakiej formie miałem to uczynić? ...to już wiadomo: Niekiedy ta sztuka udawała się, a czasami rezygnowałem z ostrej gry.

HO: Był Pan stosunkowo młodym piłkarzem. Pojawiły się pierwsze pieniądze zarobione na uprawianiu futbolu, warunki bytowe miał Pan zapewnione przez klub. Czy nie uderzyła Panu woda sodowa do głowy?

Krystian Gruszka w trakcie rozmowy z Sebastianem Bergielem dla Historii Odry Opole

KG: Dla mnie finansowe sprawy nie odgrywały najważniejszej roli. Jeżeli człowiek jest młody, przychodzi do tak wspaniałej drużyny, to najważniejsze jest grać najlepiej w piłkę. Chciałem się rozwijać piłkarsko i doskonalić własne umiejętności. Przeskok z trzeciej do drugiej ligi zrobił swoje i chcąc nie chcąc byłem zmuszony do myślenia o tym co będzie na boisku a nie poza tym. Starałem się inteligentnie podchodzić do prowadzonego trybu życia. Oczywiście pieniądze były w pewnym stopniu istotne, ale wiedziałem, że jeśli będę dobrze grał to awansuję do lepszej drużyny. Automatycznie wtedy mógłbym liczyć na większe zarobki.

HO: Których z opolskich działaczy klubu wspomina Pan najmilej.

KG: Bardzo miło wspominam Pawlaka i Mariusza (Marka) Łańcuckiego. Jednak to prezes klubu Feliks Gruchała był chyba najlepszym działaczem "Odry". Bardzo dobry i wspaniały człowiek. Robił zawsze wszystko, aby zawodnicy i trenerzy mieli najlepsze warunki pracy i aby krzywda im się nie działa. Można było na niego liczyć w każdej sytuacji.

HO: Po rozegraniu kilku, kilkunastu spotkań w pierwszym zespole "Odry", z pewnością zaczął być Pan osobą rozpoznawalną wśród kibiców klubu nie tylko na stadionie, ale i poza nim. Jacy byli ówcześni kibice "Odry"?

KG: Tak właśnie było. Z kibicami nigdy nie miałem problemów, często z nimi rozmawiałem na mieście jak z innymi znajomymi. Nie przypominam sobie żadnych zatargów z kibicami, czegoś takiego nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Zdarzało się, że z kibicami w kawiarni wypiliśmy wspólnie lampkę wina czy małe piwko. Przy tej okazji kibice mogli nas pochwalić albo wyżalić się na naszą grę. Jednak zawsze byli za nami i z nami, a na wsparcie z ich strony mogliśmy liczyć na każdym meczu.

HO: Po awansie do ekstraklasy, następuje w Pana karierze piłkarskiej nowy etap. Debiutuje Pan w najwyższej klasie rozgrywkowej w bardzo młodym wieku. Co Pan czuł występując wśród najlepszych piłkarzy w kraju ?

KG: Pomyślałem, że teraz muszę włożyć jeszcze więcej pracy, żeby nadal utrzymać miejsce w pierwszym składzie. Przyszli do zespołu nowi piłkarze i łatwo nie było, dlatego starałem się z całych sił pozostać w kadrze pierwszoligowego zespołu. Musiałem rywalizować z tak znakomitymi piłkarzami jak Harańczyk, Korek, Krawczyk i Zbyszkiem Gano. Pomimo rywalizacji między nami mieliśmy dobre relacje międzyludzkie. Często spotykaliśmy się po meczach w tym gronie omawiając naszą grę. Pierwszy sezon w ekstraklasie wspominam z mieszanymi uczuciami. Na początku szło nam bardzo dobrze, byliśmy beniaminkiem i nawet liderowaliśmy przez kilka kolejek. Krótko przed zakończeniem sezonu jesiennego, 14 listopada 1976 roku w spotkaniu przeciwko "Widzewowi" Łódź doznałem poważnej kontuzji kolana ( "Odra" przegrała w Łodzi 3:2, a Gruszka zszedł z boiska w 31 min - przyp.red.). W przypadkowym zderzeniu z zawodnikiem "Widzewa", złamałem sobie kość… Pierwsze rokowania lekarskie nie były dla mnie pomyślne. Lekarze stwierdzili, że być może będę musiał zakończyć karierę. Postanowiłem, że nie poddam się i , że jestem zbyt młody, aby kończyć moją karierę, co mnie bardzo zmotywowało do rehabilitacji i szybkiego powrotu na boisko. Kontuzję leczyłem przez prawie 2 lata! Przeszedłem dwie skomplikowane operacje, a kolano nie chciało się goić. W trakcie leczenia klub mi bardzo pomagał i nie odwrócił się ode mnie ani razu. Duży na to wpływ miał Bogdan Masztaler, który starał się pamiętać o kontuzjowanych kolegach. Po powrocie do zdrowia w roku 1978 wróciłem na boisko. Niestety wtedy było bardzo trudno dostać się do składu. Wtedy to zdecydowałem się na odejście do innej drużyny, w której miałbym szansę występów. Otrzymałem propozycję z drugoligowej "Małejpanwi" Ozimek i stałem się jej piłkarzem. Tak zakończyła się moja kariera w Opolu, ponieważ już więcej nie powróciłem do "Odry".

HO: Żałował Pan, że w ten sposób zakończyła się kariera w "Odrze"?

KG: Nie żałowałem i nie żałuję. Nadal utrzymywałem kontakty z kolegami, do których miałem przecież zaledwie kilkanaście kilometrów z Ozimka. Także nie czułem jakiegoś wielkiego dyskomfortu w związku z przenosinami do Ozimka. Zresztą w Ozimku występowało kilku piłkarzy z "Odry". Najważniejsze dla mnie było to, że mogłem znowu po tak długim czasie znowu grać w piłkę. Nie czułem jakoby to był jakiś krok wstecz w mojej karierze. W Ozimku występowałem przez trzy lata i to w podstawowym składzie. W trzecim roku gry, kiedy spadliśmy do trzeciej ligi, odszedłem do drugoligowego ROW Rybnik.

HO: Jak doszło do Pana transferu do zespołu ze Śląska?

KG: Próbowałem szukać drużyny, która jest niedaleko mojej rodzinnej miejscowości. Jak tylko otrzymałem propozycję z Rybnika to praktycznie z miejsca podjąłem decyzję o przeniesieniu się na Śląsk. W ROW-ie występowałem sześć lat i tam zakończyłem swoją karierę. Miałem 31 lat i postanowiłem opuścić kraj wyjeżdżając do Niemiec, gdzie pracowałem jako robotnik.

HO: Czy mógł Pan osiągnąć więcej patrząc z perspektywy czasu?

KG: Niczego nie żałuję. Tak miało być. Miałem swój piękny czas, którym się cieszyłem. Zawsze trenerzy nam powtarzali, abyśmy korzystali z życia i cieszyli się chwilą, bo jak pójdziemy do pracy to zobaczycie, że zatęsknicie za tym co macie. Trudno powiedzieć czy moja kontuzja zahamowała moją karierę…teraz mogę tylko gdybać. Kiedyś jak regularnie występowałem w "Odrze" to ponoć było zainteresowanie moją osobą trenerów reprezentacji Polski do lat 21, ale nigdy powołania nie otrzymałem.

HO: Często Pan odwiedza rodzinne strony i Opole?

KG: Tak, dość często. Jestem kilka razy do roku w Raciborzu, a Opole również staram się regularnie odwiedzać.

HO: Interesuje się Pan na bieżąco sytuacją w "Odrze" Opole?

KG: Śledzę to co się dzieje w "Odrze" poprzez Internet czy moich kolegów z boiska. Wiem, że obecnie "Odra" przeżywa ogromne problemy finansowe i nie mogę sobie tego wyobrazić, że "Odra" może zniknąć z piłkarskiej mapy Polski. "Odra" była i jest najważniejszym klubem Opolszczyzny, a miasto powinno zrobić wszystko, aby klub mógł istnieć dalej. Ludzie w Opolu muszą mieć raz na jakiś czas rozrywkę na dobrym poziomie.

Krystian Gruszka w trakcie rozmowy z Sebastianem Bergielem dla Historii Odry Opole

HO: Na koniec zapytamy o nasz serwis Historia "Odry" Opole. Czy uważa Pan, że to dobry pomysł, aby odtwarzać i przypominać bogatą historię "Odry" Opole w internecie?

KG: Uważam, że istnienie takiego serwisu to świetny pomysł. Jestem Waszym stałym czytelnikiem od jakiegoś czasu. Należy odświeżyć wspaniałe czasy kiedy "Odra" była wielka, a młodzi ludzie powinni się dowiedzieć czegoś więcej na temat historii klubu.

HO: Dziękujemy pięknie za rozmowę Panie Krystianie.

KG: Dziękuję również i pozdrawiam wszystkich sympatyków opolskiej "Odry".

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online