Historia "Odry" Opole: Jak wyglądały Pana początki związane z piłką?

Edward Kot: Piłka rozpoczęła się dla mnie na podwórku. Dla każdego młodego chłopaka, w tamtych czasach była to jedyna rozrywka. Nie było wtedy innej możliwości zabicia nudy. Mieszkałem wtedy w Zakrzowie i z innymi chłopakami ganiałem za futbolówką. Rodzice trochę narzekali, bo po wielu takich zabawach buty miałem z przodu trochę "oskubane".

HO: A jak trafił pan do "Odry" Opole? Było w tym coś z przypadku?

EK: Nie można powiedzieć, że był to przypadek. Starszy brat Antek w tamtych czasach dostał się do juniorów "Odry". Ja i brat Karol poszliśmy popatrzeć co on tam robi. A że nudno było wtedy i leżało kilka piłek z boku, dopadliśmy jedną z piłek i zaczęliśmy się nią bawić. Trener juniorów zauważył nas i zapytał się, czy nie mamy ochoty trenować. Powiedział, że mamy za dwa-trzy dni przyjść na zajęcia trampkarzy do pana Pastuszki. Od tamtego czasu zaczęliśmy - jeszcze dosyć nieregularnie - chodzić na treningi.

HO: Jak przebiegała dalej pana kariera?

EK: Pierwszym moim trenerem był pan Pastuszka. Potem trafiłem na pana Bihuna. Reprezentował on starą, dobrą szkołę szkoleniową. Trening musiał się tak odbywać jak on to zaplanował. Jak mu coś nie pasowało...nie krzyczał, ale umiał dociąć. Od 1966 r. rozpocząłem systematyczniejszy trening i w latach 1967-1968 grałem już w juniorach "Odry" Opole.

Po juniorach musiałem odsłużyć wojsko (1969 - red.) Przysięgę odbierałem w Brzegu i tam z początku grałem. Później rok czasu spędziłem w II-ligowym Śląsku Wrocław, a następnie zacząłem grać w III-ligowym Górniku Radlin. Byliśmy wtedy bliscy awansu ale ubiegł nas w tym silniejszy kadrowo i finansowo Górnik Wałbrzych. Po zakończeniu służby wojskowej, w 1971 r. wróciłem do "Odry". Zacząłem ponownie trenować z pierwszą drużyną. Z początku byłem eks-rezerwistą…takim dwunastym zawodnikiem. Kiedy ktoś miał kontuzję lub był przeznaczony na zmianę, ja wchodziłem na boisko. Można powiedzieć, że za dużo nie grałem, ale zawsze rozegrałem w sezonie kilka spotkań w pełnym wymiarze czasowym. Przeważnie jednak wchodziłem na murawę jako zmiennik.

W 1976 r. przeszedłem do II-ligowej Małejpanwii Ozimek, która dopiero co awansowała z III ligi. W Ozimku - wraz z bratem Karolem - grałem 2 lata. W 1978 r. wyjechałem do Niemiec.

 

Zbyszek Janik w trakcie rozmowy z Edwardem Kotem (z prawej)

HO: Jak się potoczyła pańska kariera po wyjeździe w 1978 r. do Niemiec?

EK: Pierwszy kontakt miałem z KSV Baunatal. Grali wtedy w II lidze południowej. Byłem tam przez 4 miesiące, ale nie miałem zgody na grę od PZPN. Za zgodą Niemieckiego Związku Piłkarskiego mogłem grać w drużynach amatorskich. Latem 1979 r. przeszedłem do KSV Hessen Kassel. W czasie próbnego treningu spodobałem się trenerowi i za zgodą Baunatal przeszedłem do Kassel. Po roku czasu awansowaliśmy do II ligi południowej, a następnie do II ligi, gdzie rozegrałem 8 spotkań Niestety dopadł mnie pech, złapałem poważną kontuzję kolana i zabawa z piłką na szczeblu półzawodowym dla mnie się zakończyła. To było w roku 1981. Miałem później pół roku pauzy, operację, ale lekarze zabronili mi dalszej gry w piłkę. Pomimo tego, po roku czasu zrobiłem kurs trenerski, dzięki któremu mogłem prowadzić w Niemczech amatorskie zespoły...i od 1982 do 1990 r. jako trener i piłkarz grałem jeszcze w lidze okręgowej. W roku 1990 zakończyłem aktywne uprawianie futbolu, ale dalej trenowałem zespoły A-klasowe. Można powiedzieć, że do roku 2000 byłem jeszcze aktywnym trenerem.

HO: Jakie były relacje pomiędzy piłkarzami, a kibicami i Zarządem "Odry"?

EK: Można powiedzieć, że z kibicami był najlepszy kontakt. To było na zasadzie kibice i zawodnicy. Z Zarządem mieliśmy mało do czynienia, chyba tylko wtedy, kiedy były jakieś problemy, tzn. kiedy słabiej graliśmy. Wtedy Zarząd szukał winnych, głównie wśród piłkarzy.

HO: A jaka atmosfera panowała w samej drużynie?

EK: W zasadzie nie było grupek. Wiadomo, że nie wszyscy byli jednakowo sympatyczni. Na treningu niekiedy grało się ostro. Ktoś kogoś w nogę trafił i dochodziło do sprzeczek. Dwa tygodnie tacy się krzywo patrzyli na siebie, ale potem godzili się i wszystko wracało do normy.

HO: Należy pan do tzw. piłkarskiej rodziny. Grał pan z dwoma swoimi braćmi w jednej rodzinie.

EK: Tak. Grałem z Antkiem i Karolem.

HO: Czy wystąpiliście wspólnie w jakimś ze spotkań?

EK: Tak. Takie sytuacje miały miejsce…ale tylko raz albo dwa razy.

Zbyszek Janik w trakcie rozmowy z Edwardem Kotem (z prawej)

HO: Jak reagowała pańska rodzina, kiedy się spotkało trzech piłkarzy w domu? Dla was piłka nożna była głównym tematem rozmowy przy stole?

EK: Zależy, jacy goście byli w domu. Jak byli mężczyźni - ludzie co się piłką nożną interesują - to tematem numer jeden był futbol. Ojciec nie chodził na spotkania ligowe ale zawsze interesował się naszymi boiskowymi wyczynami. Mama nie interesowała się w ogóle piłką.

HO: Może pan dokonać oceny opolskich kibiców. Tych dzisiejszych z dawniejszymi?

EK: Za moich czasów ci kibice byli…oni nie oczekiwali tak dużo jak teraz. Wiadomo, że jak drużyna dobrze gra to wtedy kibice są...poszliby za drużyną w ogień. Były czasy jak "Odra" ocierała się o pierwsze miejsce. Wtedy bardzo rzadko u siebie przegrywaliśmy. Jak się takie wypadki zdarzały było to dużym zaskoczeniem dla naszych kibiców. Trzeba jednak dodać, że nawet jak przegraliśmy - przy naszej dobrej grze - kibice na nas nie byli źli.

HO: Często bywa pan w Opolu?

EK: W zasadzie co 3 lata. Wtedy to odwiedzam mojego brata Antka. Pamiętam, że kilka lat temu uczestniczyłem w spotkaniu piłkarzy "Odry" z okazji 60-lecia klubu.

HO: Czy ma pan kontakt z byłymi piłkarzami i trenerami z drużyny?

EK: Coraz rzadszy. Jarek co 2-3 lata organizował "Oppelnertreffen", gdzie byli piłkarze "Odry" mogli się spotkać, porozmawiać i pograć. Teraz rzadziej się spotykamy. Jesteśmy coraz starsi.

HO: Co sądzi pan o stronie poświęconej historii "Odry" Opole? Jest ona potrzebna?

EK: Jest wiele osób którzy kibicowali "Odrze", a teraz rozjechali się po świecie. Dzięki tej stronie mogą przypomnieć sobie piękne momenty swojej młodości, a byli piłkarze jeszcze raz wrócić myślami do pięknych momentów swojej kariery.

HO: Dziękujemy za możliwość spotkania się z Panem i przeprowadzenia rozmowy dla naszych czytelniów. Życzymy wszystkiego najlepszego.

EK: Dziękuję również za pamięć i pozdrawiam wszystkich kibiców "Odry" Opole.

Pozdrowienia dla naszych czytelników od Edwarda Kota

Archiwalne zdjęcia

Facebook

Polecamy

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online