Historia "Odry" Opole: Jak trafił pan do "Odry" Opole?

Karol Kot: Po części za namową brata Antka, a po części pana Jana Śliwaka, który właściwie zwerbował nas obu do "Odry".

HO:Jakie były pańskie początki w klubie?

KK:W sumie zacząłem od podawania piłek w czasie spotkań ligowych "Odry". Trochę później, za namową pana Śliwaka, zacząłem chodzić na treningi. Rozpoczynałem grę w trampkarzach. Zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu, a w niedzielę przeważnie odbywał się mecz.

HO:Kto był pana pierwszym trenerem?

KK:Właściwie to było ich dwóch. Pan Pastuszka i pan Bihun. Trenowali mnie mniej więcej w tym samym czasie. Bihun był trenerem trampkarzy, a Pastuszka miał chyba pod swoją opieką juniorów młodszych. Z chęcią chodziliśmy - ja z bratem - na te treningi.

HO: Proszę opowiedzieć nam o pańskim okresie gry w "Odrze".

KK: Poważniej grać w piłkę zacząłem w juniorach. Potem pojechałem na Mistrzostwa Polski gdzie w 1968 r. zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. W 1969 r. dostałem się do kadry I zespołu. W sumie polegało to na tym, że trenowałem z I drużyną. O graniu wtedy nawet nie było mowy. W tamtych czasie trenerem "Odry" był Teodor Wieczorek. Za jego kadencji zadebiutowałem w I zespole. To było spotkanie z Zagłębiem Sosnowiec. Przegraliśmy go 0:2. Można powiedzieć, że był to powrót Engelberta Jarka do zespołu. Był to idol, bożyszcze Opolszczyzny i po dłuższej kontuzji właściwie wtedy wracał do drużyny. Zaczynał na nowo i mnie się udało wraz z nim w tym meczu zagrać. Po moim debiucie z Zagłębiem grałem przeważnie w rezerwach. To się zmieniło w 1970 r. "Odra" miała wtedy problemy kadrowe i udało mi się załapać do I drużyny. I wtedy, podczas rundy jesiennej rozegrałem z 6-7 meczy. W drugim swoim spotkaniu - było to w Opolu przeciwko Wiśle - strzeliłem swoją pierwszą bramkę. Wygraliśmy wtedy 1:0. Do końca sezonu strzeliłem jeszcze 3-4 bramki. W następnym sezonie - po spadku z I ligi - PZPN ustalił nowy przepis gdzie musiało grać trzech młodzieżowców w I drużynie. I przez to właśnie ci juniorzy, którzy zdobyli wicemistrzostwo Polski...Dziadek, Kokot, Latawiec, ja, brat Edward�mieliśmy szansę dostać się do pierwszego zespołu. W II lidze graliśmy dosyć dobrze czego potwierdzeniem był awans do I ligi po rocznej absencji.

HO:W międzyczasie dochodziło do roszad trenerskich?

Karol Kot po prawej stronie z autorem wywiadu Zbyszkiem Janikiem

KK:W 1969 r., kiedy "Odra" miała problemy z utrzymaniem się w I lidze, zaczął nas szkolić Jarek. Był naszym trenerem przez jakieś 5 lat, do końca mojego pobytu w "Odrze".

HO:Dlaczego zdecydował się pan zmienić "Odrę" na inny klub?

KK:W sumie byłem przywiązany do "Odry", ale później...po tych pięciu latach�miałem problemy zdrowotne. Przez dwa lata - z przerwami - leczyłem kontuzję. Później zdecydowałem się odejść z Opola. Szkoda mi było, ale były to czasy, kiedy opolscy działacze sprowadzili Masztalera, Młynarczyka i jeszcze kilku dobrych zawodników. Miałem spore kłopoty aby dostać się do pierwszego składu. Dlatego postanowiłem zmienić klub.

HO:Jak się dalej potoczyła pańska kariera?

KK:Przeniosłem się do II-ligowego Ozimka. Wtedy grało tam 6-7 byłych zawodników "Odry". Szybko się tam zaaklimatyzowałem. W Ozimku grałem 5 lat, a następnie w 1983 r., przejąłem drużynę na jeden sezon jako trener. Później pół sezonu spędziłem w Wieluniu i dwa lata w Zdzieszowicach. W końcu, we wrześniu 1989 r. wyjechałem z Polski do Niemiec.

HO:Po przyjeździe do Niemiec miał pan związek z piłką nożną?

KK: Grałem troszeczkę w drużynie oldbojów�dla siebie, dla przyjemności. Miałem wtedy już 40 lat i kończyłem przygodę z piłką.

HO: Pamięta pan jakąś ciekawą anegdotkę związaną z pana pobytem w "Odrze"?

KK: Można było usłyszeć, że piłkarze są mało inteligentni�czy coś w tym stylu. Była taka sytuacja, że na egzaminie przychodzi profesor i pyta się z dziedziny technologii Jasia:

Profesor: - Powiedz, jakie mamy stale?

Jasiu: - Stal Mielec, Stal Rzeszów...

Profesor: - No bliżej, bliżej...

Jasiu: - Stal Zawadzkie, Stal Nysa...(śmiech)

HO: Należy pan do piłkarskiej rodziny. Grał pan z dwoma swoimi braćmi w jednej drużynie. Zdarzało się to często?

KK: Faktycznie z Antkiem grałem. Edward - ze względu na fakt, że musiał odsłużyć wojsko rozegrał ze mną tylko 2-3 spotkania.

HO: Dochodziło do krytyki między wami jeżeli chodzi o grę?

KK: Nie, właściwie nie. Antek był zdecydowanie lepszy z naszej trójki. On miał decydujący głos w tych sprawach.

HO: Co pan może powiedzieć o kibicach "Odry" z okresu pańskiej gry w Opolu?

KK: Wiadomo jaki jest kibic. Kibic chce aby drużyna zawsze wygrywała. Jak się wygrywało to kibice nosili na rękach, ale jak się przegrywało to troszeczkę "psioczyli".

HO: Czy ma pan kontakt z byłymi piłkarzami i trenerami "Odry"?

KK: Czasami uda nam się spotkać na takich spotkaniach typowo piłkarskich. Trener Jarek organizuje co 3-4 lata "Oppelnertreffen". Wtedy też rozgrywamy mecze oldbojów z udziałem wielu byłych zawodników "Odry". Spotkać wtedy mogę m.in. Prudłę, Brejzę, Kornka, Krawca, Klose, Koźniewskiego, Kabata. Zawsze się znajdą chętni do gry.

HO: Odwiedza pan Opole?

KK: Raz w roku jestem w Opolu. W samym klubie jestem rzadko, chyba że na mecz pójdę.

HO: Co sądzi pan o stronie poświeconej historii "Odry"?

KK: Jestem na pewno pod wrażeniem. To jest z pewnością strona dla pasjonatów futbolu, szczególnie dla opolskich kibiców chcących poznać historię swojej drużyny.

HO: Serdecznie dziękujemy za udzielenie nam wywiadu.

Pozdrowienia dla czytelników strony Historii Odry Opole od bohatera wywiadu

Galeria prywatnych fotografii Karola Kota:

Karol Kot w budynku klubowym Odry

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online