Historia "Odry" Opole: Panie Henryku, proszę opowiedzieć naszym czytelnikom jak rozpoczęła się Pana kariera piłkarska?

Henryk Brejza:Moją karierę rozpocząłem w juniorach "Małejpanwi" Ozimek. Następnie przeszedłem do pierwszego zespołu, który występował w A-klasie. Jak każdy młody piłkarz z województwa opolskiego, marzyłem o występie w "Odrze" Opole. Sam fakt dostania się do klubu na treningi był wielkim wyróżnieniem, a o grze to już naprawdę można było pomarzyć. Byłem niesamowitym miłośnikiem "Odry", ale sam nie wierzyłem w swoje siły i obawiałem się, że nigdy nie spełnię swojego marzenia. Któregoś dnia zainteresował się moją osobą Juliusz Mariański, który był koordynatorem szkolenia z Opolskiego Związku Piłki Nożnej i postanowił powołać mnie na spotkania o Puchar Kałuży do kadry województwa. Z wielką przyjemnością przyjąłem powołanie, a Mariański dał znać "Odrze", że ma perspektywicznego piłkarza. Blisko współpracował z Jasiem Śliwakiem i tak doszło do pierwszego spotkania z działaczami "Odry" oraz moją rodziną w Ozimku. W tym czasie byłem tuż przed maturą i mój ojciec wyjaśnił panu Śliwakowi, że dopiero jak zdam maturę, będę mógł przenieść się do Opola. Jasiu Śliwak był gotowy do współpracy na tej zasadzie, gdyż zależało jemu zawsze na tym, aby młodzi piłkarze "Odry" nie mieli żadnych prywatnych i sportowych problemów. Jesienią 1957 r., po zdaniu matury przeszedłem do opolskiej "Odry" spełniając tym samym swoje marzenie.

"HO": Jak potoczyły się Pana losy w "Odrze"?

H.B.: Niemożliwe tempo...Tylko po jednym treningu zaliczyłem swój debiut w pierwszej drużynie "Odry"! Wystąpiłem w meczu z "Górnikiem" Zabrze, z którym przegraliśmy sromotnie aż 1:8!

"HO": Przypomina Pan sobie ten mecz?

H.B.: Oczywiście! Tego meczu nigdy nie zapomnę. Byłem przed spotkaniem bardzo zdenerwowany. Wystąpiłem na prawej obronie a moim przeciwnikiem był wspaniały piłkarz, reprezentant Polski - Roman Lentner. Miałem sporo pracy. Najgorsze w tym wszystkim, był fakt, że w drugiej połowie meczy nasz bramkarz Franek Kściuk poległ kontuzji i musiał opuścić boisko. W tym czasie nie można było robić zmian podczas meczu, a drużyna która rozpoczęła zawody musiała w tym samym składzie zakończyć mecz. Od momentu kontuzji Kściuka, nie mieliśmy bramkarza i jeden z nas musiał pójść do bramki. Na tę pozycję poszedł Engelbert Jarek i naturalnie brakowało go w polu. Musieliśmy wysoko przegrać w tej sytuacji mecz z "Górnikiem".

"HO": Pamięta Pan inne ważne dla Pana mecze?

H.B.: Bardzo wiele, ale pięknym przeżyciem był dla mnie mecz w barwach reprezentacyjnych w dniu 5 stycznia 1966 r., czyli mój debiut w pierwszej reprezentacji. Wystąpiłem w spotkaniu przeciwko Anglii w Liverpoolu (mecz zakończył się wynikiem 1:1 przyp.red). Był to wielki moment w moim życiu, zagrać na takim stadionie, przed tysiącami widzów, tego uczucia nie można opisać, to trzeba przeżyć! Niedługo po tym wspaniałym wydarzeniu otrzymałem ponowne powołanie do reprezentacji na tournee po Ameryce Południowej. Podczas tego wyjazdu zagraliśmy z Brazylią a moim zadaniem było pilnowanie samego "króla futbolu", Pelego! Musiałem mocno się napocić, aby nie pozwolić strzelić jemu gola. Chyba dobrze wywiązałem się z zadania, ponieważ Pele bramki nam nie strzelił, choć przegraliśmy mecz 2:1, a spotkanie w Rio de Janeiro oglądało aż 140 tys. widzów! To były cudowne przeżycia i wierzę, że takich momentu w życiu nigdy się nie zapomni.

"HO":Jak Pan wspomina swój pobyt w Opolu i współpracę z działaczami "Odry"?

H.B.: Mój pobyt w Opolu wspominam bardzo miło i chętnie, gdyż byłem naprawdę bardzo szczęśliwy w tym mieście. W "Odrze" zostałem miło przyjęty i występowałem w ogromną przyjemnością. Byłem skromnym człowiekiem i mało pewnym siebie. Każdy w klubie wobec mnie był otwarty i od samego początku czułem się jak w wielkiej rodzinie. Obojętnie czy Stemplowski, Kściuk, Jarek, Bania…na każdego mogłem liczyć. Naturalnie na kierownictwo klubu również, które było dla nas podporą. Pamiętam, że załatwiłem mojemu koledze z Ozimka - Jasiowi Fraskowi, co nie było planowane, jego przyjście do "Odry" wspólnie ze mną.

"HO": Mimo, że występował Pan jako obrońca, to strzelał Pan wiele bramek.

H.B.: To prawda. Często zdobywałem bramki strzałem głową po rzutach wolnych i rożnych. Byłem nawet kiedyś w drugiej lidze, po pierwszej rundzie królem strzelców z 6-ciom golami na koncie. Lubiłem zapędzać się pod pole karne przeciwnika i czasem coś strzeliłem.

"HO": Kiedy zakończył Pan karierę piłkarską?

H.B.: To nie stało się w jeden dzień i nie było planowane. Mając 33 lata zostałem w trakcie spotkania "Odra" - "Olimpia" Poznań kontuzjowany (mecz odbył się 23.05.1971 r. - przyp. red.). Przy ataku mojego przeciwnika postawiłem chyba źle nogę i złamałem przy tym kość śródstopia. Wszyscy sądzili, że to koniec mojej kariery, jednak ja nie chciałem jeszcze kończyć przygody z piłką. Zmobilizowałem się jak tylko mogłem i po 6-ciu tygodniach ponownie rozpocząłem treningi. W tym czasie, trenerem "Odry" był "Betel", z którą wyjechał na obóz przygotowawczy do Biełgorodu. Ja pojechałem z drugą drużyną na zgrupowanie, ale już wkrótce zagrałem w meczu "Odra" - ŁKS Łódź zremisowanym 1:1. Byłem przygotowany na odczuwanie bólu, starałem się o tym nie myśleć, ale nie udało się…mecz z ŁKS-em okazał się moim ostatnim w barwach klubu z Opola.

"HO": Zakończył Pan karierę i musiał Pan znaleźć sobie swoje miejsce w życiu.

H.B.: Po zakończeniu przygody z futbolem, rozpocząłem pracę w Hucie Małapanw w Ozimku, ponieważ nigdy podczas mojej kariery nie porzuciłem pracy. Jeździłem z Opola codziennie na trzy godziny do pracy w hucie. W tym czasie dowiedzieli się o tym działacze klubu z Ozimka, że jestem wolny i że zakończyłem karierę piłkarską. Zaproponowali mi pracę trenerską z klubem "Małejpanwi". Wiedziałem, że nie będzie łatwo, ale zgodziłem się. Po trzech latach doprowadziłem w 1975 r. drużynę z okręgówki aż do 2 ligi! W tym czasie w drugiej lidze występowała także "Odra" po spadku z pierwszej ligi. Pamiętam doskonale derby w Ozimku z "Odrą". Ozimek liczył ok. 8 tys. mieszkańców, a na meczu zjawiło się 9 tys. ludzi! "Odra" zwyciężyła 2:1 a jedną z dwóch bramek strzelił Józek Klose.

"HO": W 1981 r. wyjechał Pan z rodziną do Niemiec. Czy miał Pan dalej styczność z futbolem?

H.B.: W trakcie pierwszych 18 miesięcy zajmowałem się wyłącznie rodziną i kursami języka niemieckiego. Później rozpocząłem w klubie z Paderborn trenować juniorów oraz pierwszą drużynę. Od czasu do czasu występowałem w oldboyach. Pracowałem w firmie komputerowej NIXDORF a następnie w Siemens.

"HO": Bywa Pan jeszcze w Opolu?

H.B: W Opolu właściwie mniej, jestem nieraz w Ozimku. Chciałem bardzo przyjechać do Opola na 60-letni jubileusz klubu, ale nie udało mi się, ponieważ przechodziłem wtedy operację serca. Ale jak chodzi o "Odrę", to jestem z nią połączony na całe życie. Odbieram w Niemczech polską telewizję i obserwuję dokładnie tabele i wyniki meczów "Odry".

"HO":Dziękujemy serdecznie za rozmowę i życzymy mnóstwo zdrowia.

H.B.:Dziękuje również za pamięć i pozdrawiam wszystkich fanów opolskiej "Odry".

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online