Zbigniew Janik  o swojej miłości do Odry OpoleJego kibicowska przygoda rozpoczęła się kiedy miał 10 lat i trwa po dzień dzisiejszy. To właśnie dzięki jego inicjatywie ruch kibicowski w Opolu nabrał rozpędu i rozpoczął zorganizowaną działalność. Dziś mimo upływu lat i tysiąca kilometrów jakie dzielą go od Opola, stara się utrzymywać regularne kontakty z klubem oraz swoimi idolami z dzieciństwa, rozsianymi po całym świecie. Uosobienie niezwykłego oddania niebiesko-czerwonym barwom i przykład dla wielu kibiców Odry młodego pokolenia. Zbyszek Janik bo o nim mowa, specjalnie dla naszego serwisu opowiada o swojej kibicowskiej przygodzie, która trwać będzie do końca życia i jeden dzień dłużej.

Historia Odry Opole: Młodsi kibice być może nie kojarzą Twojej osoby, zatem opowiedz w kilku zdaniach o tym jak to się stało, że zostałeś jednym z założycieli pierwszego Klubu Kibica Odry Opole?

Zbigniew Janik: Przygodę z Odrą rozpocząłem w 1969 roku. Miałem wówczas 10 lat. Nie pamiętam z kim przyszedłem na mecz, ale pamiętam, że stałem niedaleko trybuny głównej, w okolicach dzisiejszego sektora A. Do dzisiaj widzę jeszcze Manfreda Urbasa z jego słynną łysinką. Jednak najmocniej utkwił mi w pamięci transparent opolskich kibiców z przeciwnej strony trybun, i oczywiście słynne trąbki a nawet syrena alarmowa! To był moment, w którym połknąłem bakcyla kibicowskiego.

Duży wpływ na moje życie kibicowskie mieli także moi starsi koledzy z podwórka. Mieszkając przy skrzyżowaniu ulic Ozimskiej z Plebiscytową, miałem mnóstwo dobrych kontaktów z chłopakami z 1-Maja, Plebiscytowej i okolic. Właśnie z nimi w późniejszym czasie zacząłem chodzić na mecze. Wspominam z łezką w oku jak byłem dzieckiem i mogłem wejść na mecz za darmo pod opieką starszej osoby. Oj ilu wtedy mieliśmy tatusiów ;-) Oczywiście porządkowi wiedzieli o całym procederze, ale przymykali na nas oko.

No i się zaczęło! Doskonale pamiętam, że chłopaki z 1-Maja zaczęli kibicować Odrze w takiej formie jak teraz. Oczywiście dołączyłem do nich. Po jakimś czasie można było zauważyć parę innych grupek młodych kibiców, przez co w pewnym momencie powstał chaos. Każda grupka dopingowała na swój sposób i wówczas zdecydowałem się na działania mające nasz wszystkich połączyć. Porozmawiałem z innymi…i zacząłem dyrygować! Proces integracji przebiegł bardzo szybko. Byliśmy pełni entuzjazmu i poświęcenia. Nie mieliśmy oczywiście takich możliwości jak dziś… Prowizorka była naszym kluczem do sukcesu. Zawsze czekaliśmy na jakieś święto np. Dni Opola czy 1-Maja ponieważ wówczas mieliśmy okazję do zdobycia materiału na flagi, ubrania i szaliki ;-)

Duży wpływ na ten kibicowski boom miała oczywiście gra naszej Odry. Frekwencja na meczach była ogromna, a jak na stadionie pojawiło się 5-6 tys. widzów, to mówiło się, że słabo dzisiaj jest…A obecnie taka frekwencja byłaby marzeniem.

Zbigniew Janik z pamiątkami Odry Opole

Zaczęliśmy jeździć na wyjazdowe mecze. Mój pierwszy zaliczyłem w Bytomiu. Mam przed oczami łopot flag i przybycie do Bytomia. Wysiedliśmy na stacji, a następnie piechotką na stadion. Utkwiła mi pamięci drewniana trybuna główna na stadionie. Wówczas jeszcze nie znaliśmy się z kibicami Polonii. Mecz zakończył się remisem 1:1, a gola dla naszych zdobył Józef Klose. W sumie uczestniczyłem w blisko 30 wyjazdach za Odrą. Najdalszym była Gdynia, a Odra zwyciężyła 1:0. Oj przeżyło się wiele różnych sytuacji na wyjazdowych meczach. Książkę można spokojnie napisać ;-) Podczas drugiego wyjazdu do Bytomia nawiązaliśmy kontakt z kibicami Polonii. Pamiętam bar, gdzie wypito pierwsze piwo z nimi nawiązując przyjaźń, która trwa po dzień dzisiejszy. Za moich czasów mieliśmy jeszcze zgody z Arką Gynia, Lechem Poznań, Zawiszą Bydgoszcz i prawie…z Legią Warszawa! Niestety w tym wypadku przeszkodzili niestety nasi…

W związku z coraz silniejszym dopingiem na stadionie i poza nim, zainteresował się nami ZSMP (takie były czasy…). Zaprosili nas do swojego lokalu przy dawnym Placu Armii Czerwonej. Powstał wtedy oficjalnie Klub Kibica. Przyznam szczerze, że podobało mi się to, mimo, że byłem przeciwko komunie, ale czego nie robiło się dla swego ukochanego klubu.Po powstaniu Klubu Kibica, mieliśmy o wiele lepsze możliwości. Na wyjazdy klub podstawiał nam autobus, posiadaliśmy kartę kibica za niewielką opłatą, nasze flagi mogliśmy zostawiać w jednym z klubowych garażów, a dzięki ZSMP nawiązaliśmy kontakt z pewną mieszkanką Opola, która miała nam szyć flagi, szaliki itp. W klubie spotykaliśmy się z Zarządem i milicją w związku z bezpieczeństwem na stadionie. Posiadaliśmy specjalną Księgę Kibica, w której notowaliśmy nasze kibicowskie sukcesy.Niestety dla mnie to się szybko skończyło. Po meczu Odry z Zagłębiem Sosnowiec, nasi kibice pobili i rozbili dwa autobusy stojące przy ul. Wodociągowej. Zrobiła się z tego duża afera. W Trybunie Opolskiej pisali, że złapano setkę chuliganów, którzy poniosą konsekwencje.

Niestety na końcu zapłaciłem tylko…ja, chociaż w ogóle nie uczestniczyłem w tym zdarzeniu. Dostając wyrok jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata (pomijam inne kary…), rozpocząłem powoli wyłączać się z „młyna”. Moją rolę przejęli inni, ale kibicem Odry oczywiście pozostałem. Do końca życia. Mimo wszystko wspominam tę moją kibicowską przygodę z sentymentem a przy okazji chciałbym pozdrowić i podziękować wszystkim współtowarzyszom naszej kibicowskiej przygody z tamtych czasów. To były piękne chwile, które wspominam do dziś. Szczególne podziękowania należą się naszym mamo, siostrom, babciom i znajomym, którzy pomagali nam bezinteresownie w szyciu i zdobywaniu emblematów Odry. Chciałbym także oddać cześć tym wszystkim kolegom, którzy już od nas odeszli, a jest ich niestety bardzo wielu…

Pamiętasz piękne czasy prosperity klubu za czasów trenera Antoniego Piechniczka. Jak wspominasz sukcesy naszych piłkarzy i który z nich zapadł Ci najbardziej w pamięci?

Tych wspomnień jest naprawdę wiele. Nie zawsze były związane z pierwszą ligą. Pamiętam mecz barażowy z Hutnikiem Kraków 0:0 u nas a następnie 2:0 dla nas w Krakowie. Trenerem był wówczas Engelbert Jarek. Miałem wtedy z nim dobry kontakt. Zdradził mi dlaczego tak Odra zagrała. Kazał zmienić piłkarzom korki przystosowując sprzęt do potencjału drużyny. Pamiętam doskonale sezon 75/76 za czasów trenera Piechniczka w drugiej lidze. To było szaleństwo. Odra robiła co chciała zwyciężając mecz za meczem mając doskonały bilans bramkowy. Jak zremisowała dość pechowo ze Starem Starachowice 0:0, to po zakończeniu meczu dosłownie płakałem…No a potem przyszła pierwsza liga i niezapomniane mecze z Widzem, Legią, Stalą Mielec czy ŁKS-em Łódź na którym to meczu zasiadło ponad 20 tys. widzów! Takie gwiazdy polskiej piłki nożnej jak Boniek, Lato czy Tomaszewski widzieliśmy na własne oczy. Oczywiście każdy z nich otrzymał odpowiednie „powitanie”. Boniek przykładowo była dla nas łódzkim rudzielcem, na którego długo gwizdaliśmy.

Bardzo miło wspominam mecz z Legią w Warszawie, kiedy to zwyciężyliśmy 5:3, a wygrana w Pucharze Ligi w Częstochowie z Widzewem, na którym miałem okazję być i udział w Odry w Pucharze UEFA…długo można opowiadać. Na finał do Częstochowy były podstawiane specjalne autobusy z zakładów pracy i za kilka złotych miałeś transport. Pamiętam jak szliśmy na stadion, aby zobaczyć próbę generalną sztucznego oświetlenia w 1975 r. Nie zapomniane krzyże na płycie stadionu Odry, aby technicy mogli ustawić poszczególne lampy no i Piechniczka chodzącego po murawie.

Mieliśmy świetną drużynę za Piechniczka z wieloma znakomitymi piłkarzami. Przykładowo Bogusia Harańczyka nazywaliśmy Haratańczykiem, ponieważ on nie grał…on orał o harował na murawie. Zawsze nam pomachał z boiska czy porozmawiał.

Dlaczego mimo upływu wielu lat oraz Twojej emigracji do Niemiec w dalszym ciągu jesteś zagorzałym kibicem Odry i stale wspomagasz klub poprzez utrzymywanie kontaktów z byłymi zawodnikami?

Odra Opole zawsze była ważnym elementem mojego życia. Zawsze byłem w niej zakochany i nie ma odwrotu. Dzięki dzisiejszej technice udało mi się nawiązać kontakt z licznymi byłymi zawodnikami i działaczami klubu, co daje mi dużo satysfakcji. Ludzie, którzy byli dla mnie kiedyś idolami mogę dziś swobodnie rozmawiać, a ja sam staram się pomagać klubowi.

Zbigniew Janik Odra Opole - wywiad

Jak byś porównał dzisiejszych fanatycznych kibiców Odry z kibicami z Twoich czasów?

Nie widzę żadnej różnicy. Tak samo wszyscy kochali i kochają Odrę. Czasy się oczywiście zmieniły, są inne możliwości. Są dobrze zorganizowani. My nie mieliśmy telefonów komórkowych, internetu…To dwa różne światy, chociaż frekwencję mieliśmy lepszą.

Niedawno klub obchodził 70-lecie istnienia. Niestety z powodu choroby nie mogłeś uczestniczyć w tym ważnym dla Odry wydarzeniu. Znając Twoją miłość do klubu z pewnością mocno przeżyłeś swoją nieobecność?

Przeżyłem strasznie brak mojej obecności na obchodach 70-lecia. Już dwa lata wstecz planowałem przyjazd, nawiązywałem kontakty m.in. z zespołem 1.FC Magdeburg, aby odbył się mecz wspomnieniowy. Jednak z różnych względów nie doszło do spotkania. Mimo tego mam wielką satysfakcję, że wielu byłych piłkarzy i działaczy pojawiło się w Opolu także dzięki mojej skromnej pomocy. Cieszy mnie, że otrzymałem książkę Znani i zasłużeni niebiesko-czerwoni, którą dodałem do mojej bogatej kolekcji pamiątek Odry. Żałuję tylko, żę nie mogłem odebrać książki i odznaki na płycie boiska…ale niestety nie wszystkie marzenia się spełniają.

Czego życzysz klubowi w nadchodzącym sezonie i czy będzie można Ciebie spotkać na meczach w Opolu?

Odrze życzę wszystkiego co najlepsze, aby w końcu powróciła do pierwszej ligi i była ponownie naszą WIELKĄ ODRĄ.MY TEN CAŁY STYL ANGIELSKI BARDZO DOBRZE ZNAMY DAŁ NAM PRZYKŁAD LEEDS UNITED JAK ZWYCIĘŻĄĆ MAMY MARSZ MARSZ ODRO UKOCHANA MA DRUŻYNO CZY PRZEGRYWASZ CZY WYGRYWASZ POZOSTANIESZ Z NAMI

Pozdrowienia dla wszystkich związanych z Odrą!

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online