Henryk Krawczyk z mikrofonem na spotkaniu autorskim z Sebastianem BergielemNa początku czerwca do Opola zjechali się byli piłkarze, trenerzy oraz działacze klubu, aby celebrować jubileusz 70-lecia Odry Opole. Wśród nich nie zabrakło Henryka Krawczyka będącego mistrzem Polski juniorów z 1972 r. oraz podstawowego piłkarza Odry trenera Antoniego Piechniczka. Krawczyk stał się również jednym z bohaterów jubileuszowego wydania książki "Znani niebiesko-czerwoni.

Przy okazji kilkudniowej wizyty w Opolu, postanowiliśmy zadać kilka pytań byłemu piłkarzowi Odry związanych z jego karierą, kibicami jak i aktualną sytuacją Odry. Zapraszamy do lektury.


Historia Odry Opole: Jesteś jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii klubu. Co szczególnie utkwiło w Twojej pamięci? Jakie sukcesy, ludzie?

Henryk Krawczyk: Najbardziej w mojej pamięci utkwił mecz przeciwko 1.FC Magdeburg rozegrany 28.09.1977 r. Złożyły się na to dwa bardzo ważne czynniki. Po pierwsze był to mój pierwszy występ po zerwaniu ścięgna Achillesa. Do gry wróciłem po roku przerwy! Miałem zatem spore obawy o mój występ tym bardziej, że przeciwko nam wystąpiła niemal reprezentacja ówczesnej NRD! Jak się okazało pucharowy pojedynek, będący jednocześnie ostatnim występ Odry w europejskich pucharach, wypadł w moim wykonaniu bardzo dobrze. Zagrałem całe spotkanie w środkowej strefie obronny, a trener Piechniczek desygnował mnie do indywidualnego krycia samego Pommerenke!

Jeśli chodzi o postacie z którymi miałem okazję spotkać się w czasie mojego pobytu w klubie, to bez wątpienia wymieniłbym jedną osobą. Jest nią Józef Młynarczyk! Miałem przyjemność grać i podziwiać jego niebywałe umiejętności. „Kolba” był piłkarzem, którego po prostu podziwiałem. A tak przy okazji niedawnego plebiscytu organizowanego przez jedną z opolskich gazet, która organizowała konkurs na 11-stkę 70-lecia Odry, w którym zwyciężył Andrzej Krupa, to w mojej ocenie jej wyniki były bardzo kuriozalne…Nie znalazło się w niej wielu zasłużonych piłkarzy…

HOO: Jakie uczucie towarzyszy piłkarzowi, który zdobywa złoty medal mistrzostw Polski juniorów?

H.K.: To pytanie można porównać z dobrym czerwonym winem. Francuzi mawiają, że czym ono starsze tym jest lepsze. W moim przypadku zacząłem się delektować tym zwycięstwem dosyć dawno, pojmując znaczenie i wagę tego, co się stało w Kraśniku Lubelskim w 1972 r. Był to wielka zasługa wspaniałej generacji młodych opolskich piłkarzy oraz nieoceniona praca „łowcy talentów” Jasia Śliwaka. To był wspaniały sukces, który wielu chłopakom dał szansę debiutu w pierwszym zespole Odry a nawet reprezentacji Polski juniorów.

Mistrzowie Polski juniorów z 1972 roku

HOO: Komu zawdzięczasz najwięcej podczas swojej kariery piłkarskiej?

H.K.: Byłbym niesprawiedliwy, gdybym wyszczególnił w tym miejscu tylko jedną osobę. Wychowanie i wyszkolenie piłkarza do tzw.  fazy użytkowej nie jest takie proste i wymaga poświęcenia wielu trenerów.. Mimo wszystko chciałbym wymienić kilka nazwisk trenerów, którym zawdzięczam możliwość stania się piłkarzem kompletnym. Podstaw futbolu uczył mnie znakomity trener młodzież Juliusz Mariański. Następnie trafiłem pod skrzydła trenera Engelberta Jarka, który szlifował mój talent, a prawdziwy egzamin z rzemiosła piłkarskiego zdawałem u samego profesora, trenera Antoniego Piechniczka.

HOO: Jak wspominasz opolskich kibiców?

H.K.: Uczestnicząc w obchodach jubileuszu 70-lecia Odry Opole, mogłem odrobinę porównać moje czasy do obecnych po tym względem, ponieważ wziąłem udział jako kibice w spotkaniu Odry ze Skrą Częstochowa. Dziś czasy się zmieniły, kibice mają stały dostęp do internetu, stron społecznościowych, które na bieżąco informują ich o tym co dzieje się w klubie. Za moich czasów większość wiernych, ciężko pracujących kibiców miała tylko jedną rozrywkę w postaci co tygodniowego meczu przy Oleskiej 51. Oczekiwali na każde nasze spotkanie z utęsknieniem w oczekiwaniu od nas walki i determinacji na boisku. Byli wobec nas wierni i oddani, a każde nasze zwycięstwo dawało im silną motywację do codziennej pracy i stawiania nie raz trudnym sytuacjom życiowym.

HOO: Niedawno uczestniczyłeś w jubileuszu 70-lecia Odry Opole. Jak wspominasz spędzony czas na „starych śmieciach”?

H.K.: Tysiące przejechanych kilometrów i możliwość spotkania się z kolegami z zespołu, znajomymi i przyjaciółmi były warte wszystkiego! Każda z osobna postać patrząc subiektywnie napisała własną historię występując na boisku czy innych arenach sportowych w niebiesko-czerwonych barwach, uszczęśliwiając wielu nam nieznanych ludzi i to jest piękne! Jednym słowem cieszę się, że mogłem uczestniczyć w obchodach klubu.

Henryk Krawczyk oraz inni bohaterowie książki Znani i zasłużeni niebiesko-czerwoni

HOO: Śledzisz na bieżąco wyniki opolskiej Odry, która tuła się na peryferiach polskiego futbolu?

H.K.: Owszem śledzę, ale nie na bieżąco. Potrzebny jest spokój, czas no i czasami po prostu trochę szczęścia tak jak to miało miejsce za naszych czasów kiedy to spotkali się na swojej drodze prezes Feliks Gruchała i Antoni Piechniczek. Te piękne miasto Opole, zasługuje na grę w najwyższej lidze.

HOO: Czego brakuje Odrze w porównaniu z klubem, w którym pracujesz w Luksemburgu?

H.K.: Jestem przekonany, że bazy treningowej za miastem z prawdziwego zdarzenia. Na samej Oleskiej potrzebny jest nowy budynek klubowy z kompleksem nowoczesnych szatni i całego zaplecza odnowy biologicznej z niewielką siłownią czy sauną. Tego nam w Luksemburgu nie brakuje, jednak narzekamy na brak zawodników odpowiedniej klasy, których przecież w Polsce nie brakuje.

HOO: Dziękujemy za rozmowę. Życząc wszystkiego dobrego już teraz zapraszamy na kolejny wielki jubileusz Odry za 5 lat :-)

H.K.: Również serdecznie dziękuję. Pozdrawiam kibiców Odry Opole.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online