Wywiad z Bernardem Blautem (1962).Bernard Blaut (ur. 3 stycznia 1940 r. – zm. 19 maja 2007 r.), w latach 1958-1961 przywdziewał barwy „niebiesko-czerwonych”. Międzynarodową markę – młody wówczas pomocnik – wyrobił sobie jednak w warszawskiej Legii, w której grał w l. 1962-1972. W czasie swojej zawodniczej kariery rozegrał w reprezentacji 36 spotkań, strzelając 3 bramki (w l. 1960-1971).
 
Przeprowadzka w 1962 r. z Opola do Warszawy była spowodowana koniecznością odbycia służby wojskowej. Działacze Legii, klubu - co tu się rozwodzić – wojskowego, często korzystali z „uprzywilejowanej” w kraju pozycji, by ściągać do siebie największe piłkarskie talenty. Tak uczyniono i z B. Blautem, który szybko zaadoptował się w I-drużynie, zostając w stolicy na długie 10 lat.
 
W tym miejscu warto zaprezentować wywiad z Bernardem Blautem („Trybuna Opolska”, nr 98 z 26 IV 1962), niejako z musu wytransferowanego do Warszawy.
 
 
 
O tym chłopcu opowiadano cuda. Jak zresztą zawsze w takim wypadku. Że ma w Warszawie fantastyczne warunki, łącznie z mieszkaniem na Placu Trzech Krzyży i że „zarabia” krocie, na co w dużym stopniu „rzutuje” stypendium naukowe ufundowane przez Legię.
 
B. Blaut, bo o nim tu mowa (zawodnik Odry, występujący obecnie w czasie odbywania służby wojskowej w Legii), po tych enuncjacjach roześmiał się serdecznie i chętnie odpowiedział na kilka pytań.
 
- Jak więc z tym mieszkaniem?
- Nie mieszkam ani na Placu Trzech Krzyży ani w Alejach Jerozolimskich. Jak większość sportowców Legii zamieszkuję w ośrodku tego klubu.
 
- A co ze stypendium?
- W tej chwili nie studiuję, być może uda mi się to zrobić w nadchodzącym roku akademickim. „Zarabiam” raczej niewiele, tyle co przeciętny żołnierz WP, czyli 18 zł na miesiąc nie licząc wpływów ze sprzedaży przydziałowych 10 „Sportów”, które chętnie odstępuję kolegom jako niepalący.
 
- Karta Piłkarza przecież przewiduje stawki dla piłkarzy I i II ligi.
- Owszem, ale nie dotyczy to sportowców – wojskowych będących w służbie czynnej.
 
- Po Opolu chodzą „gadki”, że pan już przepadł dla Odry?
- Owszem, Warszawa bardzo mi się podoba. Legia coraz bardziej, ale z całą pewnością w 1964 roku znów będę występował w swoim macierzystym klubie. Nie ma to, jak na własnych śmieciach.
 
- Wyczytałem w „Sporcie” o jakichś niesnaskach między panem a Strzykalskim?
- Kategorycznie zaprzeczam. Dodam tytułem wyjaśnienia, że Strzykalski (Marceli Strzykalski; pomocnik, w l. 1954-1963 w Legii – red.)  jest bardzo dobrym kolegą i raczej okazuje mi sympatię.
 
- Co sądzi pan o obecnych rozgrywkach ekstraklasy?
- Bardzo ciekawe. Typuję na zwycięzców grup Górnika i naszą Odrę. Przegrany mecz z Polonią (w 4. kolejce Sezonu 1962 – red.), to chyba tylko chwilowy spadek formy. Oczywiście strasznie cieszę się z tegorocznej postawy naszych chłopaków.
 
- Jak gra Legia?
- Tyły owszem, owszem. Ale atak cierpi na anemię strzałową.
 
- Co pan robi dzisiaj w Opolu (na boisku) w dodatku w koszulce Odry?
- Dostałem trzy dni urlopu z okazji świąt i aby nie wyjść z formy lekko trenuję. We czwartek jadę do Warszawy.
 
- Czy opolscy kibice pamiętają o panu?
- Owszem. Ale ponad poziom wybija się moja mama, która już dwukrotnie była na meczach Legii i w najbliższym czasie zapowiedziała, że przyjedzie na mecz Górnik Zabrze-Legia.
 
- Co pan ma do przekazania sympatykom futbolu z Opolszczyzny?
- Moc sportowych pozdrowień z życzeniami oglądania wielu zwycięstw naszej drużyny.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online