Z pewnością młodsza generacja kibiców „Odry” Opole ucieszy się z faktu, iż w dniu dzisiejszym rozpoczynamy kilkuodcinkową podróż „wspomnieniową”.

Po dyskusji w gronie redakcyjnym, postanowiliśmy przypomnieć naszym czytelnikom dosyć niedawny okres historii „Odry” z czasu jej gry na boiskach II-ligowych (w 2008 r.). Notatki, które nasza redakcja sporządzała podczas niektórych spotkań, uznaliśmy na tyle wartościowe i interesujące, iż decyzja o ich opublikowaniu narzuciła nam się niemal natychmiastowo.
 
Wypada nam więc zaprosić do lektury.     
 
 
(ligowy, II liga) 15.03.2008: ODRA OPOLE – POLONIA WARSZAWA 1:1 (Samba Ba 88 – Piątek 45)
 
Mimo, iż spotkanie rozgrywane było w marcu, aura była dosyć przyjazna. Nie zmienia to faktu, że – mimo wszystko - każdy „normalny” kibic był w coś ciepłego ubrany. Tak na wszelki wypadek…
 
Do Opola przyjechał wymagający przeciwnik, walczący o I ligę (ówczesnym trenerem„Polonii” był Dariusz Wdowczyk- red.). 4 tys. kibiców liczyło na emocje i dobry wynik dla miejscowej drużyny.
 
Spotkanie "Odra Opole - "Polonia" Warszawa 1:1 (15.03.2008)
 
Zaczęło się interesująco. Tuż przed rozpoczęciem meczu Guido Vrelus (ówczesny prezes„Odry” – red.) pożegnał Jana Śliwaka, który odchodził na emeryturę. Brała w tym udział również telewizja, która transmitowała mecz na żywo.
 
Początek był więc obiecujący. Im dalej jednak w las, tym było ciemniej. Wbrew przypuszczeniom widowni, opolanie nie rzucili się na polonistów, grając - jak bym to określił - w stylu norweskim. "Gospodarze" bardziej dbali o to by nie stracić bramki, raczej nieporadnie starając się od czasu do czasu zagrozić bramce Liberdy.
Ze spotkania "Odra" - "Polonia" (15.03.2008)
 
Po 20 minutach… poczynania piłkarzy „Odry” można było określić totalnym chaosem! Z "polonistami" nie było wcale lepiej, ale oni nie potykali się o własne nogi, jak to było u "gospodarzy". Kibice szybko zaczęli się irytować nieporadnością „Odry”. Słyszało się gdzieniegdzie narzekania na holenderską szkołę trenerską. Nieliczne rzuty wolne wykonywane przez „Odrę” było wykonywane na aferę, bez pomyślunku.
 
I połowa stała na bardzo słabym poziomie. „Człowiek” bardziej interesował się co się działo po bokach, niż oglądał mecz. Najciekawszą rzeczą jaką doświadczyłem w czasie pierwszych 45 minut było rozwinięcie przez opolska „Żyletę” ogromnych rozmiarów koszulki „Odry”.
 
Kiedy powoli czekaliśmy na gwizdek sędziego… padła bramka! Błąd popełnił Feć, który źle wypiąstkował wrzuconą w pole karne piłkę. W takim wypadku Piątek nie miał problemów ze strzeleniem bramki.
 
II połowa w wykonaniu „Odry” była jeszcze gorsza. Widoczny był brak zgrania i pomysłu na grę. Gra była tak „ciekawa”, że z nudów zacząłem rozmawiać z siedzącym obok mnie kolegą. Byłem mocno rozczarowany grą opolskiej „Odry”. I dopiero kiedy na 10 minut przed końcem Copik – po drugiej żółtej kartce – opuścił boisko, w grze zespołu coś się zmieniło. „Odra” nie mając nic do stracenia zaczęła w końcu grać. Bardziej w tym było ambicji niż pomyślunku. Akcje były nieco chaotyczne…ale o dziwo „Polonia” zaczęła pękać. Zaczął się prawdziwy bój o jeden punkt. I udało się!

 
Rzut wolny… wrzutka w pole karne… totalny kocioł w polu karnym… złe wypiąstkowanie piłki przez Liberdę… przejęcie piłki przez Samba Ba… lob…. gol!!! Bramka była naprawdę przedniej urody (po niewątpliwym błędzie Liberdy). Stadion podniósł się z miejsc i oszalał z radości.



 
Ostatnie minuty w wykonaniu obydwu drużyn były dosyć spokojne, z lekką przewagą „Odry”. Remis – nieco szczęśliwy, ale odebrany niemalże jak zwycięstwo.
 
Redakcja "HO" podczas spotkania "Odra" - "Polonia" (15.03.2008)
 
Jan Morawiak

Archiwalne zdjęcia

Facebook

Polecamy

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online