Sergiusz "Snajper" Chudy wie na bieżąco co się dzieje w opolskim klubie. Zna zawodników, wyniki meczów, komentuje wydarzenia w Odrze. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mieszka tysiące kilometrów od Opola w Miami na Florydzie.

"Snajper" to postać wręcz mityczna dla większości sympatyków opolskiego klubu. Pisze na stronie kibiców "Niebiesko-Czerwoni" swoje felietony, wspomnienia z meczów z lat 70. i 80. ubiegłego wieku, przysyłał ze Stanów Zjednoczonych pieniądze w ramach akcji "Odra - mój klub" na wypłaty dla piłkarzy.

- Wyszukując w internecie wzmianek na temat Odry, natrafiłem na stronę internetową kibiców. Tam staram się dzielić z innymi swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi sytuacji w klubie. Tam wymieniam się uwagami o wszystkim, co dotyczy naszej drużyny. Ponieważ moje opinie wysyłam z dystansu kilku tysięcy kilometrów, przyrównuję je do strzałów snajpera z dużej odległości. Stąd właśnie się wzięła moja ksywka - tłumaczy.

Historia kibicowania

Pamięta zdecydowanie więcej od grupy ludzi odwiedzających stronę NC, a mieszkających w naszym mieście. Ci w większości to młodzi ludzie, a on to już prawie pan w średnim wieku. Ma 41 lat, ale jak podkreśla cały czas czuje się bardzo młodo. W Opolu mieszkał na skrzyżowaniu ulic 1 Maja i Plebiscytowej. W latach 70. i 80. najwięcej sympatyków Odry mieszkało właśnie na 1 Maja i w Śródmieściu, na osiedlach: Chabrów i Dambonia.

- ZWM to była bardzo młoda dzielnica i kibiców tam było niewielu, natomiast Zaodrze dopingowało głównie drużynę hokejową Odry - zaznacza.

- Nie miałem więcej niż pięć lat, kiedy tato po raz pierwszy zabrał mnie na mecz. Nie zapamiętałem zbyt wiele. Kibice wołali "sędzia kalosz", co mnie bardzo śmieszyło. Tak naprawdę kibicować zacząłem od jedynego meczu Odry na Oleskiej w Pucharze UEFA [wrzesień 1977 roku-red.] przeciwko bardzo dobrej drużynie z Magdeburga, w której było wielu reprezentantów NRD - wspomina.

To spotkanie, mimo porażki 1:2. uważane jest przez starszych sympatyków Odry za jedno z najlepszych w historii klubu, a na pewno jedno z najbardziej pamiętnych. Miało też wyjątkową otoczkę. Zlikwidowano wówczas bieżnię poszerzając boisko. Zamontowano sztuczne oświetlenie, jedno z najlepszych w kraju. Trybuny zapełnione były do ostatniego miejsca kibicami z Opola, jak i delegacjami z innych miast regionu. Na stadionie przy Oleskiej było ponad 20 tysięcy widzów.

- Doskonale pamiętam bardzo dobrą grę naszego zespołu pod okiem trenera Piechniczka, słynne tupanie nogami przez wszystkich kibiców i głośne "ole" w momencie wykonywania rzutu wolnego lub rożnego. Wspaniała atmosfera, wspaniali kibice. Przegraliśmy, ale nikt nie wychodził ze stadionu zawiedziony - tłumaczy Snajper. - Po tym meczu wiedziałem, że terminy kolejnych będę zakreślał w kalendarzu na czerwono i obowiązkowo na nie przychodził. W domu głównymi tematami do dyskusji z ojcem i matką były: piłka nożna i Odra - dodaje.

Wspomina również mecze ze słynnej drugiej połowy 1978 roku, kiedy to opolski klub zakończył rozgrywki ekstraklasy na pierwszym miejscu z tytułem mistrza jesieni. - Nasz stadion w tamtym okresie pękał w szwach. Zwłaszcza na wygranych spotkaniach z ŁKS-em Łódź i Ruchem Chorzów. Kibice nie mieszcząc się na trybunach wchodzili na drzewa, a nawet na jupitery. Z meczów wyjazdowych na zawsze zapamiętam wyjazd do Bytomia na mecz z Szombierkami. Naszą Odrę dopingowało ponad tysiąc kibiców - wyjaśnia. Zaliczył również wyjazd do Warszawy, gdzie nasi piłkarze rozbili Legię 5:3 przegrywając do przerwy 0:2. Za zespołem Odry jeździł zresztą po całym kraju i to zarówno w I, II jak i III lidze.

Piłkarze podziwiani

- Z byłych zawodników szczególnie lubiłem Franciszka Rokitnickiego za serce do gry, przywiązanie do klubu i serdeczność dla kibiców. Podziwiałem wspaniałego napastnika Wojciecha Tyca, który nie miał sobie równych w polu karnym. Roman Wójcicki to podpora nie tylko obrony Odry, ale i reprezentacji Polski. Józek Młynarczyk - bramkarz lepszy od Jana Tomaszewskiego i obecnie Jurka Dudka. Mogę tak wymieniać bez końca: Zbigniew Kwaśniewski - super drybler, Wiesław Korek, Józef Adamiec, Józef Klose, Krystian Koźniewski - wylicza jednym tchem.

Wśród ulubionych piłkarzy są nie tylko ci z przełomu lat 70. i 80.

- Z późniejszych to Jerzy Misztur, Marek Czakon z najlepszym wyskokiem - mistrz główek, Darek Wolny, Adam Ledwoń i żywa legenda Odry Józek Żymańczyk, który poświęcił dla tego klubu blisko czterdzieści lat: od kibica do piłkarza i ponownie do kibica. Oczywiście grywał w innych klubach, ale z Odrą sercem był zawsze - wyjaśnia.

Swoją wiedzę o obecnej drużynie czerpie na różne sposoby. Dzień zaczyna od kawy i przeglądu tego, co nowego na stronie kibiców Odry. Meczów słucha przez internet w Radiu Opole. - W potrzebie zawsze pomocą służy też tato, gdy padnie bramka w meczu, daje mi sygnał - zaznacza Snajper.

Piłka to dla niego głównie Odra, a także nasza reprezentacja. - Innym drużynom nie kibicuję. Sympatyzowałem trochę z Schalke Gelsenkirchen ze względu na Polaków Tomasza Hajtę i Tomasza Wałdocha. Trochę też za Liverpoolem, a to z powodu Jurka Dudka. Ściskam kciuki za kluby, z którymi kibice Odry "mają zgody": Polonię Bytom, Zagłębie Lubin i Piasta Gliwice. Zawsze na pierwszym miejscu jest jednak Odra. W domu wszyscy są skazani na opowieści o tym wspaniałym klubie. Niedziele w domu są bardzo różne. Jeśli Odra wygra, jest wesoło, jeśli przegra, to mam zły nastrój - wyjaśnia.

Z dala od kraju

Polskę po raz pierwszy zapragnął opuścić podczas stanu wojennego. Posiadanie paszportu przez młodzież graniczyło wówczas z cudem. W przypływie młodzieńczej fantazji postanowił więc wraz z przyjacielem uciec z kraju przez zieloną granicę. Pieszo i autostopem chcieli się dostać do Włoch, a stamtąd już do Ameryki. Zostali zatrzymani na granicy węgiersko-jugosłowiańskiej.

- To, co wtedy przeżyliśmy, mogłoby być scenariuszem na film. W kraju czekały na mnie reperkusje: zakaz opuszczania Opola na dłużej niż 24 godziny, codzienne meldunki w wojewódzkiej komendzie milicji, naloty na mieszkanie, czyli rutynowe kontrole przez "niebieskich" - tłumaczy. - W sercu pozostała wielka zadra i wiedziałem, że prędzej czy później opuszczę ojczyznę - dodaje.

Wyjechał na początku przemian politycznych w 1989. - Pomógł mi teść. Mieszkał w Stanach, wspomógł finansowo, doradził. Zdobyłem wizy i wyjechałem razem z żoną Izabellą. Nie miałem żadnych chwil niepewności, mit o Ameryce był olbrzymi. Taki był początek długiego rozstania z rodzicami, Polską, Opolem i moją Odrą. Nie wiedziałem tylko, że to potrwa aż tyle lat - relacjonuje.

Nie ukrywa, że początki w Stanach bez znajomości języka były trudne. - Z upływem lat było jednak lepiej. Zdobywałem praktykę, kształciłem się, nauczyłem się angielskiego i udało mi się awansować społecznie z "myciogara" na dyrektora technicznego w szpitalu - zaznacza.

Jak mówi Ameryka jest piękna, a ciepła Floryda najpiękniejsza. Minusem są huragany i tornada. - Praktycznie co rok jest nerwówka w sierpniu i we wrześniu, bo wtedy ich ilość jest największa. W 1992 roku przeżyłem huragan "Andrew". Wracając z wakacji w Orlando zatrzymałem się w miejscowości Hommestad, w której niespodziewanie było epicentrum. Przeżyliśmy z żoną straszne chwile. Leżeliśmy w rogu pokoju nakryci materacami i platformami łóżek. Drzewa i kamienie rozbijały się o ściany, dach z olbrzymim hukiem runął nam tuż przy nogach. Piasek z ziemią zalepiał oczy i usta. Nasz motel po przejściu straszliwego Andrew przypominał raczej bunkier, na który ktoś rzucił kilka granatów - opowiada. - Żona potem przez kilka tygodni była w silnej depresji. To były chyba najstraszniejsze godziny w moim życiu. Dlatego teraz zawsze jak zbliża się huragan staram się wyjechać w miarę bezpieczne miejsce.

Z myślą o "Odrze"

Prowadzi teraz ustabilizowane życie. Żona pracuje w banku. Mają dwie córki. Starsza 18-letnia Natalia jest uczennicą ostatniej klasy szkoły średniej. W przyszłym roku wybiera się na Uniwersytet Florydzki. Ćwiczy też karate (ma czarny pas) i taekwondo. Młodsza 11-letnia Nicole - uczennica szkoły podstawowej gra na gitarze i trenuje piłkę nożną. - Na treningach zawsze jest w koszulce Odry - mówi dumny tato.

Sam też często zakłada szalik i klubową koszulkę opolskiego klubu. - Ludzie w Stanach często mnie pytają, co to za klub. Spodziewają się odpowiedzi w stylu: Real Madryt, Manchester United czy Celtic Glasgow, a ja zawsze z dumą odpowiadałem, że to Odra Opole - polski klub, obecnie trochę słabiej grający. Koszulkę lub szalik miałem ze sobą w wielu różnych miastach USA.

Przysyłał do Opola pieniądze w ramach akcji "Odra - mój klub" na wypłaty dla piłkarzy. - A jak mogłoby być inaczej? Przecież te pieniądze miały w jakimś małym stopniu podratować nasz upadający klub, który dał mi tyle radości w życiu. Ludzie, którym ciężko żyje się w Polsce, wspomogli Odrę na tyle, na ile było ich stać. I tak miałem wyrzuty sumienia, że ta pomoc jest tylko symboliczna - wyjaśnia.

Wspomagał też zbiórki kibiców na flagi i oprawę meczów.

Dość często gra w totka. - Ostatnio do zgarnięcia było 50 milionów dolarów. Jeśli wygram dużą sumę, to mam już postanowione, ile dam na Odrę. Przywróciłbym jej ekstraklasę i wielkość. Tak więc kibice w Opolu: trzymajcie za mnie kciuki - śmieje się.

W Opolu będzie w przyszłym roku. Planuje też wyjazd na Wyspy Brytyjskie na mecz polskiej reprezentacji z Anglią, gdzie to spotka się z ojcem i kolegami.

Czy Odra to jego miłość? - Tyle myśli, wspomnień, działań, czasu jest z nią związanych, że proszę sobie samemu odpowiedzieć na to pytanie - kończy.

Źródło: M. Sagan, Gazeta Wyborcza (2005)

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online