Po raz pierwszy wyjechałem na wyjazdowe spotkanie "Odry" do Bytomia z miejscową "Polonią". To było wspaniałe przeżycie. Było nas chyba pięciu, może sześciu. Chcąc dostać się do Bytomia stanęliśmy na trasie wylotowej w kierunku Katowic i załapaliśmy się na przejeżdżającego Ziła, którym dojechaliśmy na miejsce. To była jazda! Siedzieliśmy na pace a nasze flagi trzepotały tak, że byliśmy z pewnością widoczni na drodze. W ogóle był to pierwszy mój wyjazd poza Opola bez opieki rodziców, więc przeżyłem to mocno.

Pamiętam do dziś, gdzie wysiedliśmy w Bytomiu. Kierowca wysadził nas przy dworcu kolejowym i jak starszy kolega pytał się o drogę na stadion miejscowych. Podczas samego meczu oczywiści był ciągły doping z naszej strony. Wtedy co prawda nikt jeszcze nie myślał o żadnej komitywie z kibicami Polonii, ale poza stadionem nasi dogadali się z Polonią. Wiem, że poszli do knajpy razem na piwo i tak pozostało do dzisiaj.

Wychodząc ze stadionu krzyknąłem "Odra"! Mój kumpel z miejsca powiedział do mnie, żebym się zamknął, bo może ktoś na nas krzywo patrzeć. Wedle zalecenia schowałem flagę pod pazuchę. Dobrze, że barwy były te same.

Tak rozpoczęła się moja przygoda z wyjazdami na mecze. Byłem łącznie w 15-tu miastach za moją drużyną, a warto dodać, że w tych czasach to był niezły wyczyn.

Mecz zakończył się wynikiem 1:1 a bramkę dla "Odry" zdobył Józef Klose.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

Polecamy

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online