Początki mojej przygody - część 5. III LIGA - sezon 1984/1985

SEZON 1984/1985. W czerwcu 1984 roku „Odra” po raz pierwszy w swojej historii zaznała goryczy spadku do III ligi. Była to prawdziwa tragedia, ale cóż, życie toczyło się dalej i trzeba było zrobić wszystko, aby jak najszybciej wydostać się z tego piłkarskiego czyśćca.

Klub w dalszym ciągu był pogrążony w organizacyjnym i finansowym kryzysie. Długi ponownie zaczęły rosnąć. Tu i ówdzie można było usłyszeć, że sięgały nawet 50 milionów. Zaprzeczał temu oficjalnie ówczesny prezes klubu, Witold Sobolewski, stwierdzając w jednym z wywiadów, że w rzeczywistości zadłużenie klubu wynosi około 14 milionów złotych (wiosną 1985 roku spadło do 12 milionów). Doraźnym lekarstwem na ten problem miała był sprzedaż hali sportowej przy ulicy Dubois, która w tym czasie popadała już w ruinę. Trenerami pierwszej drużyny zostali Ireneusz Browarski i Antoni Kot. Pomimo degradacji udało się utrzymać niemal taki sam skład drużyny, jak w rozgrywkach w sezonie 1983/1984 na drugoligowym froncie. Był to niewątpliwie sukces klubu. W takim składzie personalnym „Odra” była niejako skazana na walkę o awans do II ligi. Przed rozpoczęciem rozgrywek fachowcy w roli faworytów widzieli przede wszystkim dwie drużyny: „Odrę” oraz rybnicki ROW. Pozostałe ekipy miały nikłe szanse na to, aby nawiązać równorzędną walkę z niedawnymi drugoligowcami (ROW został zdegradowany do III ligi w czerwcu 1983 roku). „Niebiesko-czerwoni” w sezonie 1984/1985 byli typową mieszanką rutyny z młodością – średnia wieku drużyny wynosiła dokładnie 24,3 lat. Spadek do III ligi miał także swoje konsekwencje w sferze medialnej. O klubie mówiło i pisało się znacznie mniej. Nawet w „Trybunie Opolskiej” o większości meczów wyjazdowych nie było praktycznie żadnych informacji. Podawano tylko suchy wynik. Tak było właśnie w przypadku pierwszej kolejki i meczu wyjazdowego do Nowej Rudy. Sądziłem, że jest to wypadek przy pracy, tymczasem stało się regułą. Do dzisiaj nie wiem nawet, jaki był wynik do przerwy oraz kto zdobył honorową bramkę dla „Odry”. Przygotowania do nowego sezonu rozpoczęto 12 lipca. W pierwszym tygodniu piłkarze trenowali na obiektach klubowych, natomiast 20 lipca wyjechali na obóz kondycyjny na Górę Świętej Anny. W „Zajeździe” pod Górą Chełmską stworzono im bardzo dobre warunki do treningów. W okresie przygotowawczym „Odra” rozegrała kilka meczów sparingowych z drużynami z II ligi. Ich wyniki napawały optymizmem – bezbramkowy remis z „Piastem” Gliwice, 1:0 z „Resovią” Rzeszów oraz 2:0 z „Górnikiem” Knurów.  

RUNDA JESIENNA – MAREK CZAKON SHOW

12 sierpnia 1984 roku piłkarze „Odry” rozpoczęli rozgrywki w V grupie III ligi. W pierwszej kolejce zaliczyliśmy falstart. Wyprawa do Nowej Rudy zakończyła się porażką 1:2. Był to dla mnie wręcz szokujący rezultat, wszak graliśmy z beniaminkiem III ligi! Był to fatalny prognostyk na przyszłość. Czas pokazał, że była to jedyna porażka naszej drużyny w rundzie jesiennej. „Piast” Nowa Ruda w ciągu całego sezonu wręcz rewelacyjnie spisywał się na własnym boisku, co, po części, było dla naszych piłkarzy usprawiedliwieniem. Poza tym, pewnie nie spodziewali się, że beniaminek tak wysoko postawi poprzeczkę. W drugiej kolejce wszystko wróciło do normy. Bardzo pewnie pokonaliśmy „Polar” Wrocław 4:0 Łupem bramkowym podzielili się: Cyrys 2, Haras i Czakon. Ten ostatni zaliczył pierwsze trafienie w meczu ligowym „Odry”. Był to początek prawdziwej kanonady tego nieprzeciętnego snajpera. W czasie meczu wręcz uderzająca była słabość beniaminka z Wrocławia. Do tej pory w Opolu widziałem tylko drużyny z ekstraklasy i II ligi. To, co pokazał „Polar”, ocierało się trochę o amatorski futbol. Szczególnie zapadł mi w pamięci ich bramkarz i jego nieskoordynowane ruchy. Ludzie zgromadzeni na widowni nieraz mieli niezły ubaw w czasie jego niepewnych interwencji. Tak słabego golkipera jeszcze nie widziałem. Tydzień później „Odra” pojechała do Piechowic i wywiozła stamtąd dwa punkty, dzięki zwycięstwu 1:0. Nie było łatwo. Spotkanie kończyliśmy w „10” po tym, jak Cyrys dostał czerwoną kartkę. W czwartej kolejce obejrzeliśmy bodaj najciekawsze spotkanie rundy jesiennej w Opolu. Mecz z „Metalem” obfitował w bramki, sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. W sumie przeżyliśmy niezłą huśtawkę nastrojów. W pierwszej połowie od 1:0 do 1:2, w drugiej dominacja „Odry” była coraz bardziej widoczna. Świetny mecz rozegrał Marek Czakon, który zaliczył hat-tricka. Dwa gole zdobył strzałami z rzutu wolnego. Była to jego specjalność w tej rundzie. Uderzał tuż nad murem w róg, w którym nie było bramkarza, a jako że jego strzały były bardzo precyzyjne, stanowiły ogromne zagrożenie dla golkipera. Czakon w czasie treningów często doskonalił ten element gry, co przynosiło wymierne rezultaty w czasie spotkań ligowych. Jego systematyczność i skuteczność były naprawdę imponujące. W piątej kolejce rozegraliśmy bardzo ważny mecz w Rybniku. Bezbramkowy remis z ROW-em przyjęliśmy z zadowoleniem. Dobrze, że przyszło nam potykać się z tą drużyną na początku sezonu, bo w pierwszej części zmagań na trzecioligowym froncie rybniczanie grali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Po czwartej kolejce byli na przedostatnim miejscu! Gdy jednak w końcu przełamali się zaczęli wygrywać niemal wszystkie mecze. Tydzień później „Odra” pojechała do Oleśnicy. Liczyłem na to, że tym razem zainkasujemy dwa punkty, tymczasem o mały włos nie zeszliśmy z boiska pokonani. Remis 2:2 uratował strzałem głową Kawka w 87 minucie spotkania. Po sześciu kolejkach „Odra” zajmowała trzecie miejsce w tabeli, tracąc dwa punkty do dwóch prowadzących drużyn - rewelacyjnego beniaminka „Carbo” Gliwice oraz „Pafawagu” Wrocław. W siódmej kolejce „Odra” w końcu zagrała w Opolu. Niestety uraczyła nas kiepskim widowiskiem z solidnym trzecioligowcem „Kryształem” Stronie Śląskie. Złotą bramkę głową zdobył niezawodny Marek Czakon.

W następnej serii spotkań rozegraliśmy jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w rundzie jesiennej. Zwycięstwo 3:0 z „Ostrovią” Ostrów Wielkopolski było bezdyskusyjne. Dwa gole zdobył, a jakże, Czakon, jedno trafienie dołożył aktywny w całym meczu Bolcek. Kolejne spotkanie i kolejne zwycięstwo – na Oleskiej bez specjalnego wysiłku „Odra” pokonuje 2:0 wałbrzyską „Victorię”. Wynik ustalono już w pierwszej połowie, dzięki trafieniom Czakona i Cyrysa. Dzięki temu zwycięstwu „Odra” została liderem i, co istotne, nie oddała przodownictwa w tabeli do końca sezonu! W dziesiątej kolejce doszło do meczu na szczycie. Wicelider „Pafawag” gościł naszą jedenastkę. Udałem się do Wrocławia pociągiem, aby na żywo obejrzeć ten ważny mecz. Stadion „Pafawagu” zrobił na mnie kiepskie wrażenie. Był strasznie zaniedbany, wiele ławek było zbutwiałych, inne były niemal zupełnie zniszczone. Z Opola przyjechało kilkunastu kibiców. Sam mecz nie był zbyt zajmującym widowiskiem. Obydwie drużyny grały bardzo ostrożnie, skupiając się głównie na defensywie. Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Bezbramkowy remis wiernie oddawał to, co działo się na boisku. Na szczęście na stadionie nie pojawili się szalikowcy „Śląska” Wrocław, pewnie ich drużyna grała wtedy swój mecz ligowy. W jedenastej kolejce na Oleskiej przyszło nam oglądać kolejne derby Opolszczyzny. Tym razem naszym rywalem był KKS Kluczbork. Dziwne to było spotkanie. „Odra” od samego początku zdecydowanie dominowała. Po celnych strzałach Czakona, Bolcka i Harasa prowadziliśmy 3:0 i stwarzaliśmy kolejne sytuacje. Z kolegą zastanawialiśmy się już czy przypadkiem „Odra” nie odniesie najwyższego zwycięstwa w rozgrywkach. Tymczasem w ostatnich dwudziestu minutach zupełnie spasowała, oddając inicjatywę gościom. Gdy w 82 minucie Rzeźnik po ładnej akcji zdobył kontaktową bramkę zrobiło się gorąco. Na szczęście „Odra” dowiozła zwycięstwo do końca, muszę jednak przyznać, że jej nonszalancka gra była dość irytująca. Piłkarski minimalizm, który uskuteczniała w ostatniej fazie meczu mógł zakończyć się zimnym prysznicem. Tydzień później znowu rozegraliśmy derbowy mecz. Tym razem w Kędzierzynie-Koźlu z „Chemikiem”. Już wcześniej w tej rundzie byłem na kilku meczach „Chemika”, aby pooglądać sobie inne drużyny z naszej grupy. Tego meczu nie mogłem oczywiście opuścić. Warto było pojechać, bo „Odra” w drugiej połowie rozegrała znakomite spotkanie. Jego przebieg przypominał mi nieodległy wówczas w czasie występ biało-czerwonych na Mundialu w Hiszpanii w 1982 roku, kiedy to pokonaliśmy Peru 5:1, bezbramkowo remisując do przerwy. W Kędzierzynie-Koźlu do przerwy także nie zobaczyliśmy żadnej bramki, natomiast w następnych 45 minutach nasi zawodnicy urządzili sobie niezłe strzelanie, aż czterokrotnie trafiając do siatki rywala (Rabenda 2, Haras i Cyrys). To był prawdziwy piłkarski nokaut. Miejscowi szalikowcy odnosili się do nas z nieskrywaną wrogością, pozostali kibice nie przejawiali jakiejś ostentacyjnej wrogości. Z Opola przyjechało sporo osób. Byli to nie tylko szalikowcy, ale także normalni kibice, którzy siedzieli w różnych miejscach na stadionie. Z tego względu trudno było precyzyjnie określić, ile osób przyjechało z Opola. W tym sezonie takich tłumów na meczu trzecioligowym jeszcze nie widziałem i później nie zobaczyłem. Stadion wypełniony był po brzegi. Jeśli wierzyć „Trybunie Opolskiej”, zasiadło na nim około 5 tysięcy widzów. W 13. kolejce doszło do kolejnego meczu na szczycie. Lider z Opola podejmował wicelidera z Gliwic. „Odra” rozegrała bardzo dobry mecz zdecydowanie dominując na boisku. „Carbo” w pierwszej połowie zdołało zachować czyste konto, jednak po przerwie rozwiązał się worek z bramkami. Celnie trafili: dwukrotnie Czakon, Haras i Kawka. Był to jeden z niewielu meczów, w czasie którego dołączyłem się do „młyna” i gorąco kibicowałem „niebiesko-czerwonym”. Oczywiście rej wodził wówczas Jurek „Cioła”, który w niezmordowany sposób nakręcał doping. Mimo, że „młyn” był nieliczny, było to kilkadziesiąt osób, to jednak atmosfera była znakomita. To, co działo się w końcówce spotkania, to prawdziwy amok. Niemal zupełnie zdarłem sobie gardło.

Odra Opole w sezonie 1984/85 i Marek Czakon Show

Jeśli chodzi o cały sezon 1984/1985, to właśnie ten mecz wspominam najmilej. To były niezapomniane chwile! W przedostatniej kolejce graliśmy na wyjeździe z outsiderem z Wielunia. WKS tydzień wcześniej dostał baciory od „Metalu” przegrywając w Kluczborku 0:4. Wydawało się więc, że mecz z beniaminkiem będzie tylko czystą formalnością. Postanowiłem pojechać na to spotkanie. Do Wielunia nie było aż tak bardzo daleko, poza tym było doskonale połączenie autobusowe. Na stadionie było kilkunastu kibiców „Odry”. Mecz był zupełnie bez historii. Nudne widowisko, w którym brakowało jakichkolwiek sytuacji podbramkowych. „Odra” grała tak, jakby nie zależało jej na zwycięstwie. Był to zupełnie inny zespół niż ten z meczu z „Carbo” i „Stalą” Chocianów, z którą graliśmy tydzień później. Trenerem WKS-u był wówczas Karol Kot, brat Antoniego, który w tym sezonie był jednym z trenerów naszej drużyny. Wieluń walczył o utrzymanie i każdy punkt był dla nich na wagę złota. My zajmowaliśmy pewnie pierwsze miejsce, mając pięć punktów przewagi nad ROW-em Rybnik. Do dzisiaj nie jestem przekonany czy wszystko odbyło się zgodnie z duchem fair play. Mecz rundy wiosennej z Wieluniem i słynne 13:0 tylko wzmocnił moje podejrzenia. Na zakończenie rundy jesiennej graliśmy z kolejnym beniaminkiem. Tym razem była to wspomniana „Stal” Chocianów. Pogoda tego dnia była wyjątkowo paskudna. Cały dzień mocno lało. Kolega, z którym chodziłem na wszystkie mecze, tym razem postanowił sobie odpuścić. Osobiście nie żałowałem ani trochę, że zmokłem jak szczur. „Odra” w efektownym stylu wygrała 5:0. Był to prawdziwy „Marek Czakon Show”. Tym razem nasz snajper zaaplikował rywalom cztery gole! Dzieła zniszczenia dopełnił w ostatniej minucie meczu Waldemar Kuter. Niestety, ale był to ostatni mecz naszego idola na Oleskiej. Od pewnego czasu był on bacznie obserwowany przez sztab trenerski „Górnika” Zabrze. Nie inaczej było w czasie tego spotkania, kiedy to na trybunach zasiadł Jan Losza. „Górnik” był wtedy, jak na polskie warunki, krezusem. W tym czasie budował właśnie niezwykle silną ekipę, która w czterech kolejnych sezonach sięgnęła po tytuł mistrzowski. Nie było siły, aby zatrzymać Marka na Oleskiej, tym bardziej, że Hubertowi Kostce, który wówczas był trenerem „Górnika”, bardzo zależało na tym transferze. Po I rundzie spotkań „Odra” zajmowała pierwsze miejsce z dorobkiem 24 punktów. Nad ROW-em Rybnik i „Carbo” Gliwice miała cztery punkty przewagi. Jesienią „Odra” wybornie grała na swoim boisku – zwyciężyła we wszystkich 7 spotkaniach. Bilans bramkowy, zaiste, był imponujący - 23:4. Na wyjeździe było już znacznie gorzej: 8 meczów i 10 zdobytych punktów, bilans bramkowy 11:4. W tym ostatnim przypadku była to zasługa dwóch spotkań - z „Chemikiem” (4:0) i „Ostrovią” (3:0). W innych szło nam jak po grudzie. Wyróżniający gracze? Zdecydowanie Marek Czakon, który zaliczył fenomenalną rundę. W 13 meczach zdobył 16 goli, co było fantastycznym osiągnięciem. Jeszcze w pierwszym meczu sezonu z „Piastem” Nowa Ruda grzał ławę i wszedł na boisko tylko na ostatni kwadrans. Wszystko odmieniło się od spotkania z „Polarem”, w którym zdobył bramkę oraz zaliczył asystę. Jego specjalnością były strzały głową oraz rzuty wolne. Stały fragment gry wykonywał podobnie, jak w późniejszych latach Józef Żymańczyk (ewidentnie czuć tu rękę Zygfryda Blauta). Były to bardzo precyzyjne, techniczne strzały, niejednokrotnie dość zaskakujące dla bramkarzy. Jeśli chodzi o innych graczy to na słowa uznania zasłużyli: Bolcek i Kawka, ponadto do mocnych punktów drużyny należeli często Cyrys i Rokitnicki. Dobrze wprowadził się do drużyny młody Misztur. Nierówno grali Kuter, Haras i Rabenda. 

RUNDA WIOSENNA – AWANS DO II LIGI PO PASJONUJĄCEJ WALCE

Do rundy wiosennej „Odra” przygotowywała się na obozach w Rytrze i Turawie. W sumie nasi piłkarze rozegrali 10 meczów sparingowych. Oto rezultaty jakie osiągnęli: 3:1 ze „Stalą” Nysa, 1:1 z „Moto-Jelcz” Oława, 5:0 z „Piastem” Gliwice, 2:1 z AKS Niwka, 3:0 z „Moto-Jelcz” Oława (drugi sparing z tym zespołem), 3:1 z „Górnikiem” Knurów, 4:1 z „Resovią” Rzeszów, 2:2 ze „Stoczniowcem” Gdansk, 1:2 z „Motorem” Praszka, 3:0 ze „Stomilem” Olsztyn. Wyniki były zachęcające, zważywszy że niejednokrotnie mierzyliśmy siły z drużynami z II ligi. Kadra zmieniła się w znikomym stopniu. Do „Odry” powrócił z BKS-u Bielsko-Biała Marcin Babac. Ogromnym osłabieniem było odejście Marka Czakona do „Górnika” Zabrze. Pierwszy mecz rundy wiosennej rozegraliśmy w Opolu. Naszym rywalem był „Piast” Nowa Ruda. Beniaminek był jedynym zespołem, który jesienią zdołał pokonać „Odrę”. Zwyciężyliśmy pewnie 2:0 po bramkach Harasa i Bolcka, choć niepokojąca była rażąca nieskuteczność pod bramką rywala. Najważniejsze były jednak punkty i fakt, że udało się nam zrewanżować za nieoczekiwaną porażkę w Nowej Rudzie. Tydzień później graliśmy na wyjeździe z „Polarem”. Był to już drugi mój wyjazd do Wrocławia w tym sezonie. Kameralny stadion znajdował się na obrzeżach miasta, tuż obok znanej fabryki, która była głównym sponsorem klubu. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie, bo, pomny pierwszego meczu w Opolu, nie spodziewałem się innego scenariusza wydarzeń. Rzeczywistość była nieco inna. Tym razem „Odra” musiała się trochę namęczyć, aby odnieść zwycięstwo. „Polar” zagrał zdecydowanie lepiej niż w Opolu, przede wszystkim w defensywie. Na szczęście w drugiej połowie udało się nam zdobyć zwycięską bramkę i opolska „jedenastka” mogła dopisać kolejne dwa punkty do swojego konta. Tym razem również nie pojawili się kibole „Śląska”, dzięki czemu obyło się bez niepotrzebnych incydentów. W 18. kolejce podejmowaliśmy na własnym boisku „Lechię” Piechowice. Był to solidny trzecioligowiec, zajmujący 7 miejsce w tabeli. Wygraliśmy 2:0, bramki zdobyli Kuter i Budziszewski. I tym razem nie grzeszyliśmy skutecznością, a brak Czakona był aż nadto widoczny. W kolejnych spotkaniach będzie to jeszcze bardziej zauważalne. 19. kolejka przyniosła derby Opolszczyzny. Przyszło nam potykać się w Kluczborku z tamtejszym „Metalem”. Zaliczyłem kolejny wyjazd, choć tym razem pod względem sportowym był on średnio udany. Niechęć wobec przyjezdnych była spora, większa nawet niż w Kędzierzynie-Koźlu. Do Kluczborka przyjechało sporo kibiców „Odry”, atmosfera na trybunach była więc gorąca. Po pierwszej połowie wygrywaliśmy 1:0, dzięki bramce Kawki. Wyglądało to całkiem nieźle. „Odra” przeważała, stwarzała sytuacje bramkowe, jej dominacja, może nie jakaś zdecydowana, była jednak zauważalna. Niestety, po przerwie opolanie zagrali bardzo pasywnie, skupiając się tylko na obronie korzystnego wyniku. Zostali za to ukarani bramką młodziutkiego Okaja. Znowu dał o sobie znać piłkarski minimalizm. Choć kibice obydwu drużyn nie szczędzili sobie „uprzejmości”, to na szczęście skończyło się tylko na tym. W 20. kolejce doszło do meczu na szczycie. Do Opola przyjechał wicelider z Rybnika, który de facto był jedynym rywalem, mogącym nam poważnie zagrozić w marszu do II ligi. Mecz był bardzo nerwowy, gra wyrównana, żadna ze stron nie kwapiła się do zdecydowanych ataków. Do przerwy prowadziliśmy 1:0, dzięki trafieniu głową Kawki. Scenariusz drugiej połowy przypominał mecz z Kluczborka. „Odra” grała defensywnie, wyczekując niecierpliwie na koniec spotkania. Została za to ukarana bramką Dworczyka. Obiektywnie rzecz biorąc remis był sprawiedliwym rozstrzygnięciem tej rywalizacji. Na szczycie tabeli nic się zatem nie zmieniło - „Odra” miała nadal pięć punktów przewagi nad ROW-em. Nasza sytuacja była więc niemal komfortowa. Po 21. kolejce była jeszcze lepsza, bowiem „Odra” rozgromiła „Pogoń” 5:0, natomiast ROW niespodziewanie uległ na swoim boisku gliwickiemu „Carbo” 1:2. Z „Pogonią” Oleśnica celne trafienia zaliczyli: Majer, Kuter, Bolcek, Cyrys i Misztur. Na dziewięć kolejek przed końcem sezonu mieliśmy już 7 punktów przewagi. I w tym momencie zmagań na trzecioligowym froncie coś się zacięło. W następnym tygodniu ze Stronia Śląskiego nadeszła bardzo niekorzystna wiadomość. Oto bowiem „Odra” przegrała po raz pierwszy od 1. kolejki, tym razem 1:2. Nasze potknięcie skrzętnie wykorzystał ROW, który wygrał 3:2 w Oleśnicy z tamtejszą „Pogonią”. No i znowu mieliśmy tylko pięć punktów przewagi. Nieszczęścia ponoć chodzą parami. Tak było przynajmniej wówczas w przypadku „Odry”, ponieważ w 23. kolejce znowu zeszliśmy z boiska pokonani. Była to niewątpliwie jedna z największych sensacji tego sezonu. Do Opola przyjechała „Ostrovia” Ostrów Wielkopolski, która zajmowała 11 miejsce w tabeli i dramatycznie walczyła o utrzymanie na trzecioligowym froncie. Po fatalnym meczu przegraliśmy 0:1. W 78 minucie pogrążył nas ładnym strzałem głową Ludwiczak. Było to wręcz szokujące wydarzenie, może dlatego pamiętam tego gola do dzisiaj. I pomyśleć, że jeszcze jesienią wygraliśmy z nimi na wyjeździe 3:0. Tymczasem ROW zdeklasował WKS Wieluń 7:0 i nasza przewaga nad rybniczanami stopniała do 3 punktów! W 24. kolejce nie udało się nam przełamać złej passy. Z meczu wyjazdowego w Wałbrzychu przywozimy zaledwie jeden punkt po bezbramkowym remisie z bardzo przeciętną „Victorią”. Na szczęście nasz najgroźniejszy rywal ROW także zgubił punkt remisując 1:1 w Stroniu Śląskim z tamtejszym „Kryształem”. Tydzień później wreszcie odnieśliśmy zwycięstwo, pokonując na własnym stadionie „Pafawag” Wrocław 4:1. Łupem bramkowym podzielili się: Haras 2, Bolcek i Cyrys. Mogło być jeszcze lepiej, jednak przy stanie 3:0 Cyrys nie wykorzystał rzutu karnego. W 26. kolejce „Odra” ponownie zagrała w derbach Opolszczyzny. Tym razem jej rywalem był KKS, który walczył o zachowanie statusu trzecioligowca. Oczywiście tego meczu nie mogłem opuścić i ponownie pojawiłem się w Kluczborku. Było to bardzo nerwowe spotkanie. Obydwie drużyny walczyły o jak najlepszy rezultat, gdyż każdy punkt był dla nich na wagę złota. „Odra” nie zagrała tego dnia porywająco, mocno męczyliśmy się z rywalem. Na szczęście w drugiej połowie Alfred Bolcek zdołał pokonać bramkarza KKS-u i wywieźliśmy z tego trudnego terenu dwa punkty. Sytuacja w tabeli nie zmieniła się, bowiem ROW pokonał w Ostrowie Wielkopolskim „Ostrovię” 1:0. Utrzymywaliśmy zatem nadal trzypunktową przewagę. Po następnej kolejce stopniała jednak do dwóch punktów, ponieważ niespodziewanie „Odra” tylko zremisowała na Oleskiej z „Chemikiem” Kędzierzyn-Koźle 2:2. Cóż z tego, że w przekroju całego spotkania byliśmy drużyną lepszą, stwarzaliśmy sporo sytuacji bramkowych. W najważniejszych momentach zawodziła skuteczność, czasami brakowało trochę szczęścia (przy stanie 2:1 dla „Odry” Misztur trafił w słupek, kilkanaście minut później padło wyrównanie po strzale Stelmacha – piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki). Tym razem dwa gole zdobył dla naszych barw Ireneusz Haras. W tym czasie często zastanawialiśmy się z kolegą ile wynosiłaby przewaga „Odry”, gdyby nadal grał w niej Czakon. Ostatnie trzy kolejki były bardzo stresujące. 28. seria spotkań to pojedynek w Gliwicach z tamtejszym „Carbo”. Był to mój kolejny wyjazd. Tego dnia zdecydowanie nie można było zaliczyć do udanych. Do Gliwic udałem się pociągiem. Ponieważ nie wiedziałem, gdzie znajduje się stadion „Carbo” przyjechałem znacznie wcześniej, aby na czas trafić na miejsce. Po wyjściu z dworca pytałem ludzi o drogę i jakoś posuwałem się do przodu. Okazało się, że obiekt znajdował się na samych peryferiach Gliwic. Droga zajęła mi co najmniej dwie godziny. Na domiar złego zaczął padać deszcz, który szybko przeobraził się w rzęsistą ulewę. Lało niemiłosiernie przed meczem, w jego trakcie pogoda była wyjątkowo parszywa. Na stadionie nie było krytej trybuny, nie miałem oczywiście parasolki, zmokłem więc do suchej nitki. Stadion „Carbo” przypadł mi do gustu – był to ładny, kameralny obiekt. Na trybunach zasiadło około 20 kibiców z Opola. Najgorsza tego dnia nie była jednak aura tylko wynik tego spotkania. „Odra” pomimo całkiem niezłej gry przegrała 0:2. Zdecydowanie nie mieliśmy tego dnia farta. W „meczu na wodzie” utonęły nasze dwa punkty, a jako że ROW znowu odniósł zwycięstwo, tym samym zrównaliśmy się z nim punktami. Na meczu pojawiła się kilkudziesięcioosobowa grupa kiboli „Piasta” Gliwice, z którymi szalikowcy „Odry” mieli wówczas wyjątkowo kiepskie stosunki. Gdy po meczu wracałem autobusem podeszło do mnie kilku kiboli „Piasta” i spytało czy jestem z Opola. Niezbyt rozsądnie potwierdziłem. Na szczęście nie oberwałem. Powiedzieli mi tylko, że będą na nas czekać na dworcu i tam dostaniemy od nich niezłe baty. Milicja chyba wiedziała, co się święci, bo na dworcu było sporo „mundurowych”. Dzięki temu nie doszło do bijatyki i mogliśmy spokojnie wrócić do Opola. W przedostatniej kolejce graliśmy u siebie ze zdegradowanym już WKS-em Wieluń. Tak, to ten historyczny mecz, który wygraliśmy 13:0. Mniej więcej do 20 minuty utrzymywał się bezbramkowy remis, później rozwiązał się worek z bramkami. Drużyna z Wielunia była tego dnia wyjątkowo kiepsko dysponowana, a to, co wyczyniali obrońcy wołało o pomstę do nieba. Pogoda była tego dnia bardzo ładna, był to więc niezły piłkarski piknik. W kanonadzie strzeleckiej udział wzięli: Cyrys 3, Haras 3, Bolcek 2, Kawka 2, Misztur, Kuter i Rabenda. Po meczu na łamach prasy działacze ROW-u wyrażali swoje niezadowolenie – sugerowali niedwuznacznie, że piłkarze z Wielunia niezbyt przyłożyli się do tego spotkania. I znowu przypomniał mi się ten dziwny mecz w Wieluniu, w którym „Odra” potraktowała swojego rywala ulgowo. Czy w przypadku tych meczów mieliśmy do czynienia z klasyczną „ustawką”? Trudno powiedzieć. Trzeba jednak brać pod uwagę różne scenariusze. Swoją drogą, niedawno spytałem kolegę, z którym często chodziłem na mecze „Odry”, jaki pojedynek naszej drużyny najbardziej utkwił mu w pamięci – wymienił właśnie tę słynną potyczkę z WKS-em Wieluń. Wobec zwycięstwa ROW-u nad „Polarem” 2:1 sytuacja w tabeli pozostała bez zmian. Obydwie drużyny miały po 42 punkty, jednak to „Odra” była liderem, ponieważ miała lepszy bilans bramkowy, a to, wedle ówczesnych przepisów, było rozstrzygające. „Niebiesko-czerwoni”, aby awansować musieli zwyciężyć w ostatnim meczu ze „Stalą” Chocianów na boisku rywala. Trochę obawiałem się tego meczu, bo wiosną „Stal” miała przebłyski i grała całkiem nieźle. Moje obawy były jednak zupełnie nieuzasadnione. „Odra” wygrała pewnie aż 4:0. Bramki dla naszej drużyny zdobyli: Haras 2, Misztur i Bolcek. Co ciekawe, podobnie jak w rundzie jesiennej i tym razem rozegraliśmy z nimi „mecz na wodzie”. Tym razem niebo płakało nad losem gospodarzy, bowiem ta porażka oznaczała dla nich degradację do klasy wojewódzkiej. Udało nam się wydostać z piłkarskiego czyśćca. Powróciliśmy ponownie na drugoligowe boiska. Nie było łatwo. Końcówka sezonu kosztowała wszystkich sporo nerwów. Niewątpliwie runda wiosenna była słabsza w wykonaniu „Odry”, pomimo tego, że rozegraliśmy więcej meczów na własnym boisku niż jesienią. Dorobek tego okresu jest następujący: 8 zwycięstw, 4 remisy i 3 porażki, bramki 37:10. Zapewne jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy była nieobecność w szeregach „niebiesko-czerwonych” Marka Czakona. Jesienią zdobyliśmy 24 punkty, wiosną o cztery mniej. W II rundzie przytrafiło się naszym piłkarzom kilka wpadek, które mogły ich drogo kosztować (1:2 z „Kryształem”, 0:1 z „Ostrovią”, 0:2 z „Carbo”, 2:2 z „Chemikiem”). W powyższych meczach zabrakło skuteczności, zdecydowania pod bramką rywala, czasami gubiła naszych piłkarzy nadmierna pewność siebie i minimalizm. Nasi rywale z Rybnika mogli mieć pretensje tylko do siebie. Decydujące okazało się to, że zupełnie zawalili pierwsza fazę rozgrywek - po dziewięciu meczach zgromadzili zaledwie osiem punktów. Na tym etapie „Odra” wypracowała sobie nad rybniczanami sześciopunktową przewagę i, pomimo narastających problemów, zdołała utrzymać ją do końca sezonu. „Odra” w 30 meczach zdobyła 44 punkty (18 zwycięstw, 8 remisów i 4 porażki). Bilans bramkowy był iście imponujący 71:18. W sezonie 1984/1985 strzelcami bramek byli następujący piłkarze: Czakon 16, Haras 16, Cyrys 9, Bolcek 9, Kawka 6, Misztur 5, Kuter 4, Rabenda 3, Budziszewski 2, Majer 1. Paradoksalnie, na trzecim froncie znacznie lepiej wyglądał doping na stadionie. W dużym stopniu była to pewnie kwestia dobrych wyników. „Młyn” w sensie ilościowym nie był imponujący, zazwyczaj było to około kilkadziesiąt osób, jednak drużyna miała z jego strony zapewnione duże wsparcie. Szczególnie dobrze wypadł w czasie meczu z „Carbo” Gliwice. Nawet gdy „Odra” grała w czasie mocno padającego deszczu ze „Stalą” Chocianów doping był gorący, a po meczu, pod budynkiem klubowym, chłopaki urządzili zawodnikom niezłą fetę. W „młynie” rej wodził oczywiście „Cioła”, którego w tamtych czasach nie spotkałem na żadnym meczu wyjazdowym. Muszę przyznać, że sezon 1984/1985 wspominam z dużym sentymentem, szczególnie rundę jesienną. To jeden z moich ulubionych sezonów spędzonych na Oleskiej. Z trzydziestu meczów rozegranych przez „Odrę” udało mi się zobaczyć dwadzieścia dwa (wszystkie w Opolu oraz siedem wyjazdowych). Gra Czakona zrobiła na mnie duże wrażenie, później wielokrotnie wspominaliśmy z kolegą te czasy i popisy strzeleckie naszego snajpera. Takich rzeczy się nie zapomina. Runda wiosenna nie była już tak różowa, jednak po ostatniej kolejce meczów radość była przeogromna.

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online