Tadeusz Malicki najwierniejszy kibic Odry od 47 lat Pana Tadeusza Malickiego poznałem w 2008 roku dość przypadkowo na jednym z meczów Odry Opole. Wówczas nie sądziłem, że będzie to dość przełomowy moment zarówno dla serwisu Historia Odry Opole jak i książki, która została wydana ponad rok później. Dziś możecie poznać wspaniałą historię oraz pasję do naszego klubu jednego z najwierniejszych kibiców naszego klubu jakim niewątpliwie jest Tadeusz Malicki.

Zapraszam do lektury niezwykłego reportażu Jacka Konopackiego z opolskiej Gazety Wyborczej, który wywrze zapewne na Was ogromne wrażenie.


Kiedy w 1978 roku Odra była mistrzem jesieni, a na wiosnę roztrwoniła całą przewagę, po mieście chodziła opowieść o tym, że piłkarze mieli za wygraną obiecane talony na polonezy. Ale nigdy ich nie dostali. Tadeusz Malicki rozpamiętuje tą historię do dziś. Od 1967 roku opuścił ledwie kilka meczów na stadionie opolskiej Odry. I jest bez wątpienia jej najwierniejszym kibicem. Zmieniają się zawodnicy Odry i jej trenerzy, a miejsce nr 59 w sektorze C jest zawsze zajęte przez Tadeusza Malickiego. Przez 47 lat obejrzał ponad 900 meczów opolskiej drużyny, niezależnie od tego, czy grała w ekstraklasie, czy w IV lidze. Pierwszy mecz pamięta tak, jakby był wczoraj - Odra wygrała z Górnikiem Zabrze 1:0. To był 1967 rok, a Malicki miał wówczas 12 lat.


Forma Odry bez znaczenia

Od tamtego czasu chodzi na wszystkie mecze. Na stadionie można go spotkać nawet wtedy, gdy trybuny świecą pustkami, choćby dlatego, że w tym samym czasie gra reprezentacja Polski. Odra jest jednak największą miłością Malickiego. A miłość - wiadomo - wymaga poświęceń. - Ze względu na mecz ze Stilonem Gorzów Wielkopolski specjalnie wróciłem z wakacji dwa dni przed końcem turnusu. Jechałem strasznie okrężną drogą, przez Kraków, Katowice i wylądowałem w Gliwicach. Tam nie było żadnego połączenia, więc do Opola przyjechałem taryfą, zapłaciłem majątek, a Odra przegrała 0:1 - wspomina.

W jakiej formie jest Odra? Bez znaczenia. Dopingował zespół trenera Antoniego Piechniczka i oglądał mecze owiane dziś legendą. Ale z równym zapałem kibicował Odrze w IV i w III lidze, kiedy większość kibiców wieszała na niej psy.

- Na samym początku załapałem się na "końcówkę" gry Engelberta Jarka, to był wielki piłkarz, prawdziwa legenda i najlepszy z graczy Odry w całej historii klubu. Chciał go Śląsk Wrocław, ale on sam postanowił pozostać w Opolu - chwali Malicki.

- Kiedy strzelał wolnego, to prawie zawsze był gol, a jego karnych żaden bramkarz nie był w stanie obronić. Jest taka anegdota, że w tamtych czasach piłkarze zostawali po treningu i strzelali z połowy boiska w poprzeczkę. Jak ktoś trafił, to był dobry znak, że w najbliższym meczu też zdobędzie bramkę, i Jarek często trafiał. Nie wiem, czy któryś z obecnych piłkarzy Odry potrafiłby wycelować w poprzeczkę z połowy - zauważa.

Artyści futbolu i talon na poloneza

Zawodników Odry Malicki potrafi chwalić jak żaden inny kibic. - Zbigniew Kwaśniewski to był prawdziwy artysta futbolu, objeżdżał przeciwników, robił z nimi, co chciał, miał jednak pecha, bo w jego czasach był Kazimierz Deyna, przez co nie grał zbyt wiele w reprezentacji. Poza nim było wielu innych świetnych graczy: bracia Kot, Bohdan Masztaler czy łowca bramek i lis pola karnego Wojciech Tyc. Nie brakowało doskonałych bramkarzy jak Konrad Kornek czy Józef Młynarczyk, którego do Opola sprowadził trener Antoni Piechniczek. W późniejszych czasach szczególnym piłkarzem był niezwykle ambitny Józef Żymańczyk, a obecnie na wyróżnienie zasługuje waleczny Tomasz Copik czy jeszcze niedawno grający u nas Tomasz Drąg, który jak na 37 lat prezentował się rewelacyjnie - ocenia Malicki.

A jak geniusze boiska przegrywają? Malicki też wie dlaczego, choćby nieoficjalnie. I rozpamiętuje to przez lata. - Byłem na meczu z Ruchem Chorzów w 1978 roku, gdy na stadion przyszło podobno 25 tys. ludzi, wygraliśmy 3:1, a Odra miała wtedy osiem zwycięstw z rzędu. Szczególne było także zwycięstwo 5:0 z Gwardią Warszawa czy słynne 5:3 na Legii, kiedy byliśmy mistrzami jesieni w sezonie 1978/79. Niestety, wiosną graliśmy tragicznie, roztrwoniliśmy przewagę i skończyliśmy na piątym miejscu - wspomina Malicki. - Chodziła wtedy opowieść, że piłkarze mieli obiecaną premię za pierwsze miejsce jesienią - talony na polonezy - ale ich nie dostali i stąd taki wynik wiosną - dodaje.

Kibic archiwista

Malicki przez lata pracował w kiosku na ul. Krakowskiej. I ciągle przeglądał gazety, szukając najdrobniejszych wzmianek o Odrze. Najpierw wklejał do grubego brulionu tylko artykuły o meczach, na których był. Potem brulion się skończył, a Malicki zaczął szukać wszystkich informacji o Odrze i o opolskim futbolu. Dziś ma największe i najbardziej drobiazgowe archiwum o opolskiej piłce nożnej. Wszystko starannie wycięte i przyklejone do kartek kolejnych zeszytów. Ma ich już 76.

- Początkowo jeden zeszyt starczał na cały sezon, a nawet więcej, teraz pisze się o klubie tyle, że nie wystarcza nawet na jedną rundę. Zacząłem zbierać wycinki od tych spotkań, na których byłem osobiście. Później poszukiwałem także informacji z przeszłości i mam praktycznie komplet - zauważa.

Tadeusz Malicki i jego  zbiory archiwalne o Odrze Opole

Znalezienie informacji dotyczących Odry z lat 50. było niezwykle trudne, a Malicki spędził długie godziny na studiowaniu roczników gazet ukazujących się w tamtym okresie. - Niestety, brakuje mi składów z meczów z 1951 roku oraz strzelców bramek z dwóch spotkań z sezonu 1988/89 w III lidze z Chrobrym Głogów i Dozametem Nowa Sól. Odra wygrała oba pojedynki 2:1, ale próżno szukać informacji, kto strzelił te gole. Powódź zniszczyła roczniki w opolskich bibliotekach, pytałem znajomych, szukałem w internecie, ale nigdzie tego nie ma - żałuje.

Kibic, nie kibol

Ponieważ lubuje się w statystykach, ma osobne zeszyty m.in. z wynikami i strzelcami bramek, sam zrobił także zestawienia wyników Odry z poszczególnymi rywalami w ekstraklasie i I lidze, a w swoim zbiorze potrafi błyskawicznie odnaleźć każdą ciekawostkę statystyczną na temat klubu.

Jedyne informacje o Odrze, których nie wkleja do swoich brulionów, to te dotyczące stadionowych zadym i kiboli. W ramach protestu. - Zupełnie się od tego odcinam, nie rozumiem, jak ludzie, którzy mówią "Odra to my", mogą robić takie rzeczy. Przecież to nie jest dobre dla klubu, jego wizerunku czy sponsorów. Choćby to, co działo się na ostatnim spotkaniu sezonu z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy rzucano race na boisko. To skandal. Może zamęt sieje niewielka grupka, ale to odbija się na wszystkich. Podoba mi się oczywiście wspólny doping, śpiewy, fajnie, że kibice w dużej grupie wspierają drużynę na wyjazdach, ale po co robić od razu zadymy? Nie mogę tego zupełnie zrozumieć - mówi.

Tadeusz Malicki - Odra Opole

Piłka zupełnie inna

Malicki z sentymentem wspomina dawne czasy. - Drużyna składała się z miejscowych zawodników, wychowanków, którzy grali nie dla pieniędzy, ale z miłości do klubu. Kibice znali wszystkich piłkarzy, skład był bardziej stabilny, a gdy ktoś odchodził, to było wielkie wydarzenie. Teraz jest zupełnie inaczej, nie ma takiego przywiązania do barw: dziś piłkarz gra u nas, jutro zupełnie gdzie indziej, swoich graczy już praktycznie nie ma, a o wszystkim decydują pieniądze - zauważa z żalem.

Zresztą także kibicowanie się zmieniło. - Kiedy byłem młody, naturalnym było, że poza meczami Odry chodziliśmy także na hokeja, żużel czy szczypiorniaka i można tam było spotkać także piłkarzy. Wszyscy mieli gorący doping. Nic dziwnego, że na Oleską przychodziło średnio nawet po 8-10 tys. ludzi, a bywały mecze, na których było i po 15-18 tys. Dzisiaj na stadionie jest maksymalnie kilka tysięcy widzów, a bywały przecież mecze, na które przychodziło ich ledwie kilkuset. Z drugiej strony trudno się temu dziwić, nie gramy już w ekstraklasie, a wyniki nie są zbyt dobre, to i nie ma zainteresowania kibiców - stwierdza. Ale dodaje od razu, że na stadion Odry będzie chodził, choćby miał być jej ostatnim kibicem.

Źródło: Gazeta.pl, Jacek Konopacki

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online