Historia relacji kibicowskich na linii Opole - Wrocław

Zapytajcie się proszę dowolnego kibica opolskiej "Odry" jakie panują relacje między fanami naszego klubu a sympatykami Wojskowego Klubu Sportowego "Śląsk" Wrocław. Usłyszycie odpowiedzi, które nie zawsze nadają się do publikacji i należałoby je z pewnością ocenzurować. Natomiast jeśli zapytacie o genezę fatalnych od wielu lat stosunków między fanami obu zespołów...zaczyna się problem:

- Relacje ze "Śląskiem" zawsze były złe...

- Od kiedy pamiętam zawsze były złe! Zostałem wychowany w nienawiści do "Śląska" i tak już pozostanie, a dlaczego tak się stało? Nigdy w to nie wnikałem...

To tylko przykładowe odpowiedzi kibiców opolskich, które właściwie nie dziwią szczególnie po wydarzeniu jakie miało miejsce w latach 80-tych. W okolicach Oławy/Brzegu (???) w jadącym pociągu spotkali się kibice "Odry" oraz "Śląska". W wyniku szamotaniny w wagonach, jeden z opolskich kibiców został wyrzucony w trakcie jazdy i poniósł śmierć na miejscu. Jednak czy to faktycznie prawda? Trudno doszukać się jakichkolwiek wzmianek w prasie o tym fakcie. Niewielu kibiców opolskich jest w stanie umiejscowić to wydarzenie i powiedzieć o nim coś więcej.

Więcej informacji dostarcza prasa nt. fana poznańskiego "Lecha", który 13 maja 1989 r. poniósł śmierć z rąk wrocławskich pseudo-kibiców. Wydarzenie to wspomina kibic "Lecha", pseudonim "Długi": "Kibice Lecha nigdy nie darują Śląskowi śmierci Jarka. Zawsze będziemy mieć z nimi na pieńku. To prawda, że zaatakowaliśmy pociąg, którym oni jechali na mecz kamieniami i butelkami z benzyną. Oni byli jednak w przewadze. Rzucili naszego chłopaka pod inny pociąg. Miał na imię też jak ja - Jarek. Za dwa tygodnie miał mieć swój ślub...".

Zanim jednak doszło do eskalacji nienawiści pomiędzy fanami obu ekip, atmosfera w trakcie pierwszych kilkunastu lat, od momentu zetknięcia się zespołów w rozgrywkach ligowych, była nader pozytywna! Po raz pierwszy oba zespoły spotkały się w walce o pierwszoligowe punkty w 1964 r. i już wtedy można zauważyć symptomy sympatii na linii Wrocław - Opole. 24 listopada 1964 r. podczas pożegnalnego meczu rundy jesiennej pomiędzy "Odrą" a "Śląskiem", obowiązywało hasło "Kochajmy się". Odnosiło się nie tylko do poczynań piłkarzy obu jedenastek na boisku, ale również zachowania kibiców na trybunach!

Relacja z meczu w katowickim "Sporcie" nie pozostawia złudzeń, że stosunki między kibicami były wręcz przyjacielskie.

Kolejnym dowodem na pozytywne relacje, jest tekst zamieszczony w programie meczowym "Śląsk"-"Odra" z 2 czerwca 1968 roku, w którym czytamy m.in.: "(...) pomiędzy obu klubami od lat trwają dobre stosunki i panuje wzajemne zrozumienie."

Witamy gości z Opola

Kiedy zatem relacje między kibicami z Wrocławia i Opola popsuły się na dobre? Wedle relacji kibiców miało to miejsce w pierwszej bądź drugiej połowie lat 70-tych. Którą ze stron należy obarczyć winą? Oceńcie proszę sami na podstawie opowieści kibiców "Odry" oraz "Śląska". Przedstawiamy relacje Zbycha ("Śląsk"), Dziadka ("Śląsk") oraz Zbyszka Janika (kibic "Odry").

Relacja Zbycha:

Pierwszy wyjazd do Opola, 1 liga maj 1974 r. Weszliśmy na stadion ok.2 godz. przed meczem i ( było pusto i nie praktykowano rezerwacji ) NIEUMYŚLNIE zajęliśmy sektor centralny. Wkrótce zaczęli schodzić się kibice Odry. Konsternacja. Podobno to ich miejsca! Wysłali delegację a Konrad ( przyszły prawnik ) wyjaśnił grzecznie, ale stanowczo że nie mają prawa własności ani rezerwacji na piśmie a poza tym staropolski obyczaj ( "Czym chata bogata") nakazuje zaoferować najlepsze miejsca gościom. A tu nawet poczęstunku ( przyszli bez bełtów !) nie ma dla zdrożonych( jechali z daleka) i spragnionych gości- Nie wstyd wam?! Konrad był poważny i godny jak później w Sejmie a my skręcaliśmy się ze śmiechu. Popatrzyli ( było nas około 200 ) i odeszli. Zajęli miejsca z boku i naprzeciwko. Coś mi się zdaje, że do dziś nie zapomnieli i to był początek niezgody między nami.

Relacja Dziadka:

Prawdopodobnie relacja z meczu: "Odra" Opole- Śląsk 0-1 wrzesień 1976 0-1 Garłowski z karnego w 79 min lub listopad 1977 0-1 gol Erlicha w 83 min

Wydaje mi się, że początkiem niezgody z kibicami Odry był koniec lat 70-tych. W roku 77 albo 78 wybraliśmy się do Opola w liczbie ponad 6000-cy. Po przybyciu na stadion nieświadomie zajęliśmy tą część trybun, na której na co dzień zasiadali kibice Odry. Kiedy my byliśmy zajęci rozgrzewką dopingowa na stadion zaczęli przychodzić pierwsi kibice Odry. Po stwierdzeniu przez nich, że ich sektor został zajęty przez kibiców drużyny przyjezdnej doznali szoku. Nie wiem czy rozmawiali na ten temat ze starszymi z naszego młyna, ale ostatecznie wściekli zajęli miejsca po przeciwnej stronie trybun, bo zajęliśmy im całą prostą. Podczas meczu z obu stron padło parę bluzgów i wyzwisk i to wszystko. Moim zdaniem trybuny stadionu w Opolu stały się początkiem tej niezgody. Odra miała sporo sytuacji do strzelenia bramki, Kalinowski wybronił kilka 100-ych.i popisał się paroma światowej klasy paradami. ŚLĄSK wygrał 1:0.

Przed meczem jak zwykle w tamtych czasach paru kibiców Śląska z flagami i kwiatami dla sędziego na środku boiska odstawiło tak zwane modły. Jeszcze był chyba wtedy taki moment ze jeden z naszych kibiców przebiegł z flaga cala bieżnię stadionu. Na tym meczu byłem osobiście Coś mi się wydaje ze to był 1976 i gol Garłowskiego z karnego. Na dodatek nie było jeszcze tak zimno. A więc listopad albo marzec odpada. Pamiętam jeszcze ze w drodze powrotnej ścisk był taki ze mogłeś spać na stojąco i byś się nie przewrócił. No i w trakcie dłuższego postoju słyszało się o tym ze ktoś wpadł pod pociąg. Czyżby to był ten przypadek z kibicem Odry o którym kiedyś słyszałem? Chodziły kiedyś plotki wśród kibiców z Odry ze kibice Śląska wyrzucili kogoś od nich z pociągu. Innym razem słyszało się, że on sam po pijaku dostał się pod kola. Jakieś plotki a ile w tym wszystkim jest prawdy to nie wiem. Jestem przekonany, że to był sezon 76/77, bo i wtedy ŚLĄSK zdobył mistrza Polski a to wszystko wpływało na dobra frekwencję na wyjazdach a nie mówiąc już o Oporowskiej.

Fragment wywiadu ze Zbyszkiem Janikiem ("Odra"):

"HO": Wspominamy o tym meczu, ze względu na ładne zachowanie kibiców Odry. Otóż przyjechali kibice z Turka, usiedli na trybunie krytej wśród kibiców Odry. Kiedy piłkarze z Turowa strzelili bramkę grupka osób będących wśród kibiców z Opola wstała z miejsc i zaczęła się cieszyć. W jednym momencie taka konsternacja. Coś jest nie tak. A z drugiej�wszyscy popatrzyli na to�w porządku, fajnie. Cieszą się, mają prawo siedzieć koło nas. Dlaczego oni mają siedzieć tam gdzie nie ma krzesełek, na betonowych skarpach? Też mają prawo aby w odpowiednich warunkach obejrzeć widowisko piłkarskie. Dlaczego ja mam komuś pluć w twarz, bić go, wyzywać, bo on jest z obcego klubu? Przykładowo chcielibyśmy pojechać do Wrocławia, usiąść pomiędzy kibicami Śląska i wstać z radości jak Odra bramkę strzeli. Dlaczego stosunki ze Śląskiem są tak nieprzyjazne? Nie było prób nawiązania lepszych relacji?

Janik: Ze Śląskiem pamiętam taką sytuację. Na Armii Krajowej był pub. Tam przyjechali kibice ze Śląska. Ja tam poszedłem z paroma kumplami do tej "mordowni":

- Cześć.

- Cześć.

Piwo się z nimi wypiło. Zaproponowaliśmy porozumienie. A jeden z nich mówi, że on nie jest prezesem, ale przekaże naszą propozycję.

- Nie ma sprawy.

Mówię sobie: - Będzie wszystko w porządku.

No i tak to się skończyło. Przed meczem ok. 3-4 tysięcy kibiców Śląska przeszło ul. Krakowską w drodze na stadion, gdzie powyrządzali trochę szkód. No i zaczyna się mecz. Oczywiście dużo milicji.

Zaczęły się kibicowskie przyśpiewki. Najpierw zaczęli kibice Śląska:

- Opole, Opole. Dzisiaj macie cztery gole!

A my:

- Opole, Opole. Dzisiaj strzelimy cztery gole!

I tak w kółko. I co mi się udało...tu mam satysfakcję do dzisiaj. Udało mi się samemu wbiec na murawę, na środek boiska i pomodlić się o zwycięstwo. Wtedy się jeszcze "paluszka" nie znało, ale znałem gest Kozakiewicza.

Miałem satysfakcję jak im ten gest pokazałem. Oczywiście z sektora kibiców Śląska poleciały bluzgi. Ja tymczasem spokojnie wracam do swojego sektoru.

Akurat już na stadionie Odry stało ogrodzenie, które zainstalowano na mecz Odry z Magdeburgiem, bo takie były wymogi UEFA. Ja jeszcze wtedy, szczupły, młody chłopak a już milicjant stoi z pałeczką...I wiecie co on zrobił? Niby tam trochę klepnął mnie tą pałką�ale bardziej pomógł przeskoczyć na sektor.

Powiedział mi jeszcze na ucho:

- Dobrze zrobiłeś!

Dostałem się na własny sektor, a tam mnie kibice Odry fajnie przywitali...i tak to się skończyło z tą próbą nawiązania przyjaźni ze Śląskiem. A potem był mecz rewanżowy.

Ja pojechałem na mecz ze Zbyszkiem Januszewskim. Jesteśmy we Wrocławiu. Oczywiście szaliki pochowane. Wchodzimy do tramwaju. A w nim spotykam gościa, z którym rozmawiałem na temat zawarcia pokoju między klubami. Kurcze mole. Bałem się, że będzie awantura. Ale jakoś dojechaliśmy na stadion.

Odra przegrała wtedy ze Śląskiem. Wierzcie mi, że jak Śląsk strzelił bramkę to my biliśmy brawo. A wiecie czemu? Wiecie co kibice Śląska zrobili? Postawili swoich, aby "wyczaili" kto jest kibicem Odry. I to tak miało wyglądać, że jak Śląsk strzeliłby bramkę, to wiadomo by było, że ci którzy się nie cieszą są z Opola.

Ale szybko się w tym wszystkim pokapowaliśmy. Jak więc Śląsk strzelił, to było minorowo... ale trzeba było wstać i bić brawa, żeby nie poznali kto jest z Opolszczyzny.

"HO": A od kiedy pomiędzy Śląskiem a Odrą panuje "wojna"?

Janik: To wszystko przez Zbyszka :)

Janik: Opole, od kiedy pamiętam było postrzegane przez Wrocław za "gorsze". Oni uważali, że w Opolu mieszkają sami Niemcy. Wrocławianie zresztą jak przyjeżdżali do nas byli bardzo aroganccy. Przechodząc przez ul. Krakowską, niszczyli wszystko co im wpadło w ręce...głównie doniczki.

"HO": To się musiało zacząć pod koniec lat 60-tych lub na początku 70-tych. Posiadamy materiały meczowe, np. z 1964 r. we Wrocławiu z I ligi, które świadczą o dobrych, wzajemnych relacjach pomiędzy Oboma klubami. Nawet kreuje się w nich Odrę na przyjaciela wrocławskiego Śląska. Dlaczego potem te stosunki się tak bardzo popsuły?

Janik: Być może tak było. Być może jakiś idiota czy z Opola czy z Wrocławia "wyskoczył" i już był zaczątek do konfliktu. My jako ówcześni kibice Odry staraliśmy się poprawić relacje nie tylko z Wrocławiem, ale i z Krakowem�ale z tym różnie bywało. Krakowiacy kiedyś przyjechali do Opola pogadałem z nimi i nawet nawiązałem z nimi dobre relacje. Pojechaliśmy na Wisełkę. Przegraliśmy, chyba 3:1 i te "cholery" zaczęły nas wyzywać. A obok była milicja. Myślicie, że milicja cos pomogła?

Wtedy to szybę w autobusie klubowym rozbito, kilku kibiców Odry pobito. Ale afera się skończyła. Wylegitymowano nas. Siedzimy w autobusie i jedziemy. Patrzę czy wszyscy są� Przechodzę koło jednego z naszych kibiców i się go pytam, czy wszystko OK? A on mi odpowiada:

- Coooo? Ciiieeerpię...

Punkt zapalny pomiędzy kibicami obu zespołów z pewnością miał miejsce i co do tego nie mamy wątpliwości. Po czyjej stronie jednak leży wina? To pozostawiamy ocenie naszym czytelnikom.

Archiwalne zdjęcia

Polecamy

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online