75 minuta meczu Odra - Widzew (Puchar Ligi 1977, 3:1).18 czerwca 1977 r. na stadionie Victorii Częstochowa piłkarze oraz kibice opolskiej Odry świętowali największy sukces w dotychczasowej historii klubu. Podopieczni Antoniego Piechniczka, będąc lepiej przygotowani kondycyjnie do trudów finałowego spotkania - wypunktowali swojego przeciwnika w stosunku 3:1.

Mimo niemiłosiernego żaru bijącego z góry na obie jedenastki, finał był dobrym widowiskiem. Na słowa uznania zasłużyli nie tylko zwycięzcy, ale i „pokonani”, którzy mimo pewnego już udziału w europejskich pucharach (Widzew został wicemistrzem Sezonu 1976/1977 – red.), wcale nie zamierzali tego dnia odpuścić opolanom, walcząc zażarcie przez pełne 90 minut. A że z tego pojedynku górą wyszli „niebiesko-czerwoni”? No cóż… należy się z tego faktu jedynie cieszyć.

Poniżej przedstawiamy relację z finału Pucharu Ligi, zamieszczoną w katowickim „Sporcie” (nr 118 z 20 czerwca 1977)*.
 
 

18.06.1977. Odra –Widzew 3:1 (Grębosz 1 sam., Tyc 33, 75 – Rozborski 90 k.)

Sędzia: Jarguz (Suwałki)

Widzów: 12 tys.

ODRA: Szczech, Koźniewski, Korek, Rokitnicki, Podgórny (Salzburg 46), Gano, Kwaśniewski, Tkaczyk, Klose, Tyc, Bolcek

WIDZEW: Burzyński, Kostrzewiński (Jędrzejczak 46), Grębosz, Możejko, Chodakowski, Zawadzki, Pyrdoł, Rozborski, Kowenicki, Tłokiński (Dawid 46), Gapiński

Finał trwał już kilkanaście sekund kiedy z samolotu zrzucono na boisko piłkę. Nastąpiła króciutka przerwa w grze, a po jej wznowieniu Kwaśniewski ruszył na bramkę łodzian. Na linii „16” opolanin zwolnił, starał się ściągnąć na siebie obrońców, wśród których na moment wytworzyła się luka. Właśnie tam „wszedł” Kwaśniewski co zmusiło Burzyńskiego do wybiegnięcia z bramki. Ale w ostatnim momencie Grębosz przechwycił piłkę podając ją lekko do tyłu, do bramkarza. No i stało się. 1:0 dla opolan. Burzyński był przed Gręboszem – bramka pusta!

Nieoczekiwany prolog finału bynajmniej nie podciął skrzydeł łodzianom. Z animuszem ruszyli do odrabiania strat, atakowali to prawą to znów lewą stroną, lecz bez powodzenia. Dwukrotnie Pyrdoł strzelał z dystansu, także Gapiński popisał się celnym strzałem – wszystko bronił Szczech. Z upływem minut opolscy obrońcy nabierali pewności, interweniowali spokojnie i rozważnie przy czym główny w tym udział miał Szczech. W 19 min. świetnie strzelił Możejko, po ziemi, tuż przy słupku. Bramkarz Odry pewnie obronił, a w 32 min. chyba… przeważył szale meczu. Po dokładnym dośrodkowaniu Kostrzewińskiego, ledwie z 5 m główkował Tłokiński. Piłka zmierzała pod poprzeczkę. Tłokiński już uniósł w górę ręce, ale za wcześnie. Oto Szczech wspaniałą paradą zdołał piłkę przerzucić ponad bramką. Mogło być 1:1, tymczasem po rogu piłkę przechwycił Klose przekazując ją celnym podaniem na prawą stronę do pozostającego na desancie Tyca. Środkowy Odry wyciągnął z bramki Burzyńskiego, a następnie silnym strzałem z bardzo ostrego kąta posłał piłkę w długi róg bramki Widzewa. 2:0 dla Odry! To był już bezcenny kapitał w sytuacji kiedy gra toczyła się w niesamowitym upale. Każde przyspieszenie gry powodowało nagły ubytek sił.

Widzew ani myślał rezygnować z walki, rozciągał grę na flanki. Szczególnie groźny był na lewej stronie Gapiński. Po kilku jednak jego znakomitych dośrodkowaniach ani Tłokiński, ani Kowenicki nie potrafili zaskoczyć Szczecha. Odra natomiast pozornie trwała w defensywie lecz kiedy ruszyła do ataku pod bramką Burzyńskiego zapalało się czerwone światło. Z reguły za sprawą niezwykle ambitnego, dynamicznego Bolcka, nie uznającego straconych piłek i sytuacji. Walczył, nękał obrońców, sam strzelał. W 40 min. Burzyński z najwyższym trudem sparował piłkę po pięknym strzale Bolcka. Po przeciwnej stronie ponownie w głównej roli wystąpił Szczech, kiedy to Rozborski strzelał z powietrza. Jeszcze szanse zmiany wyniku miał Tłokiński, lecz przewrócił się na piłce wypracowanej z wielkim mozołem przez Gapińskiego. Przerwa i dyskusje na trybunach (widzowie siedzieli obnażeni jak na plaży!)., kto pierwszy… padnie na kolana pod naciskiem upału. Odra czy Widzew?

Ani jedna, ani druga strona nie spasowała, tempo gry wcale nie spadło. W 47 min. Błyskawiczny atak Odry zakończył Klose plasowanym strzałem. Burzyński nie był w stanie chwycić piłki, lecz tylko ją odbić przed siebie. Doskoczył Bolcek, strzelił głową, ale piłka trafiła w poprzeczkę! Teraz Widzew przycisnął, akcje zaczepne rozwijał przede wszystkim Gapiński. W 60 min. po jego znakomitym dośrodkowaniu Kowenicki był 2 m od Szczecha i… przeniósł ponad bramką. W kontrataku Tyc wyłożył idealnie piłkę Bolckowi, który jednak w pełnym biegu ledwo zdołał ją musnąć. Gra się wyraźnie ożywiła, sytuacje zmieniały się błyskawicznie. W 65 min. obrońcy Odry nie zdołali upilnować Kowenickiego, który spokojnie wyciągnął z bramki Szczecha. Kiedy miał go tuż przed sobą przerzucił piłkę lobem ponad bramkarzem Odry. Ale już z linii bramkowej piłkę wyekspediował w pole Koźniewski.

Definitywne rozstrzygnięcie zapadło w 75 min. Klose rozgrywał piłkę dokładnie z Tkaczykiem, z prawej strony na okazję czyhał Tyc. I doczekał się podania od Tkaczyka. Znowu Burzyński musiał wyjść z bramki i znowu Tyc strzelił z ostrego kąta, po ziemi, w długi róg. 3:0 dla Odry, to już całkowicie przesądzało sprawę, aczkolwiek do zakończenia pojedynku pozostawał jeszcze kwadrans. Odra zwalniała – Widzew atakował z pasją. Kowenicki, Dawid, Rozborski – ta trójka strzelała z dystansu jednakże Szczech był w tym dniu w wyśmienitej formie. W 85 min. Rozborski splasował piłkę dokładnie, ale ta minęła opolską bramkę o centymetry. W chwilę później pięknie strzelił Pyrdoł – znów Szczech obronił w wielkim stylu.

Za niezłomność, za upór Widzew został wreszcie nagrodzony. W 90 min. Chodakowski przedarł się przez szyki obronne opolan i w momencie kiedy składał się do strzału – został z tyłu podcięty. Karny! Arbiter ani przez moment się nie wahał. Naprzeciw Szczecha ustawił piłkę Rozborski i on też był egzekutorem. Rozborski wykonał kilka zwodów „kładąc” na ziemi Szczecha, po czym posłał piłkę ponad nim do bramki. Sędzia jednakże – słusznie – nakazał powtórkę. I znów strzelał Rozborski. Tym razem mocno, półgórnie w prawy róg. Szczech jednakże wyczuł jego intencje, rzucił się właśnie tam gdzie zmierzała piłka, odbił ją, ale dobitka Rozborskiego była już nie do obrony. 3:1 dla Odry i zaraz po tym koniec.

Nie ulega wątpliwości, że w sukcesie opolan największy udział mieli bramkarz Szczech oraz napastnik Tyc. Pierwszy rozegrał życiową partię – drugi strzelił dwie piękne bramki. Cały zespół imponował dynamiką, wolą walki, świetnym przygotowaniem kondycyjnym. Tego ostatniego waloru nie sposób odmówić pokonanym czyli piłkarzom Widzewa. W ich poczynaniach za dużo było jednak przypadkowości. Nieoczekiwanie słabiej wypadł bramkarz Burzyński, mający pewien udział w dwóch golach Tyca.

 
* Katowicki „Sport” był głównym pomysłodawcą rozegrania Pucharu Ligi.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

Polecamy

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online