Były piłkarz drużyny Wisły Kraków i reprezentacji Polski Andrzej Iwan postanowił podzielić się z czytelnikami ze swoimi bogatymi doświadczeniami życiowymi, w których więcej było dramatycznych upadków niż wzlotów.
 
Autobiografia najmłodszego uczestnika Mistrzostw Świata '78 może być potwierdzeniem, iż mając niewiarygodny talent, można go (i siebie przy okazji) zniszczyć przez nieodpowiednie prowadzenie się. Te słowa mogą po części dotyczyć również Józefa Młynarczyka, znanego w swoim czasie z dość radosnego trybu życia.
 
Warto w tym miejscu przytoczyć relację A. Iwana (zawartych w autobiografii) związanych z relacjami na linii Piechniczek-Młynarczyk podczas MŚ 1982 (w przededniu arcyważnego meczu z ZSRR):
 
 
(...) Józek nie brał pod uwagę zakończenia partii, dopóki się nie odkuje. Ale z każdym rozdaniem oddalał się od celu. Kiedy następnego dnia znowu nie pojawił się na treningu, przyszedł do naszego pokoju zaniepokojony Piechniczek.

– Józek… – zagadał nieśmiało do swojego pupilka.

– Spierdalaj stąd!!! – wydarł się na całe gardło „Młynarz”, jednoznacznie dając do zrozumienia, że priorytety się trochę zmieniły: poker ważniejszy od piłki nożnej.
 
Piechniczek uszanował prośbę i spierdolił. Bezszelestnie.

(...)

Jeśli piłkarz bez usprawiedliwienia opuszcza jedną jednostkę treningową – dochodzi do skandalu, często zakończonego usunięciem z zespołu. W czasie tak wielkich turniejów podobne sytuacje nie mieszczą się w głowie. Przed zbliżającym się meczem ze Związkiem Radzieckim Młynarczyk nie trenował już dwa dni i miał dość kiepskie alibi. Na pytanie, co robił, mógł odpowiedzieć tylko w jeden sposób: „Razem z «Groźnym» graliśmy w karty, piliśmy alkohol i paliliśmy papierosy…”. W przypływie szczerości powinien też dodać: „Spaliśmy tylko wtedy, kiedy zmorzyła nas szkocka”.

1 lipca – na trzy dni przed spotkaniem ze Związkiem Radzieckim – zrozumiałem, że żarty się skończyły. Popielniczka, w której pety przestawały się mieścić, stanowiła dowód, jak długo już gramy.

Młynarczyk od dwóch dni nie trenował, prawie nie spał, tylko grał. Czasami strzelił krótką drzemkę, ale wystarczył drobny szmer, by zerwał się na równe nogi. Wtedy otwierał zmęczone, zaczerwienione oczy i warczał: „Potasuj!”. Kiedy ja już prosiłem o przerwę, nie chciał słuchać: „Rozdajemy!”. Nie będę udawał – pasowało mi to. Nie mogłem grać w piłkę, to chociaż pograłem w karty. Czas mijał szybciej i noga bolała jakby troszeczkę mniej.

W czasie jednego z posiłków trener poprosił mnie: – Powiedz, żeby przestał.
Odparłem: – Pana nie słucha, a mnie posłucha?

Próbowałem jednak wpłynąć na kolegę z pokoju.
– Józek, wiesz przecież, że masz mecz.
– Pierdolę to, nie gram. A teraz rozdawaj!
 
 
(za portalem Weszło).

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online